Ich domy zrównano z ziemią

241

Przypomnijmy, że pierwszy raz o problemach rodziny ze Żmigrodu i mieszkańców domu w Korzeńsku pisaliśmy we wrześniu 2012 roku.  Z powodu remontu torów, po których pociągi mają jeździć z prędkością nawet 160 km/h – nieruchomości mają być oddalone od linii minimum 20 metrów – konieczne było wyburzenie domów i innych budynków, które znajdowały się zbyt blisko torowiska. Zlikwidowany całkowicie miał zostać dom państwa Elżbiety i Krzysztofa Kasprzaków, który znajdował się tuż przy przejeździe kolejowym w Żmigrodzie, a także Danuty i Stefana Kotalów, którzy mieszkali tuż przy stacji w Korzeńsku.

Od lat mieszkali w służbowych lokalach

Państwo Kasprzakowie mieszkali w domu, który od ponad 45 lat był mieszkaniem służbowym dróżnika, od 1965 roku taty pani Elżbiety. Po jego śmierci PKP podpisało umowę najmu z małżeństwem. – Dbaliśmy o mieszkanie jak o swoje. Przeprowadzaliśmy remonty, płaciliśmy na czas rachunki – mówiła pani Elżbieta, która podkreślała, że rodzina przyzwyczaiła się do bliskości kolei. Prawdziwą „zieloną oazą” był kawałek ziemi wokół domu, który państwo Kasprzakowie obsadzili roślinami, wybudowali grill.

Również państwo Kotalowie od dawna mieszkali w domu tuż obok stacji w Korzeńsku. Pan Stefan dostał przydział na to mieszkanie w 1993 roku. Był pracownikiem kolei. Przydarzył mu się nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego stracił nogę. Poruszanie się sprawiało mu problemy, mężczyzna przechodził rehabilitację, rozmaite zabiegi, pojawiły się problemy z kręgosłupem. Rodzina za duże pieniądze, za pisemną zgodą PKP przebudowała łazienkę, tak aby pan Stefan mógł z niej wygodnie korzystać. W około 70-metrowym mieszkaniu państwo Kotalowie żyli z dwójką dzieci i wnukiem. Mieli też kawałeczek ogródka. Podobnie jak żmigrodzianie, bardzo dbali o nieruchomość, ponieważ przez pewien czas PKP zapewniało, że będą mogli ją wykupić.

Zaproponowali rudery

Wiosną 2011 roku PKP poinformowało rodziny, że muszą opuścić swoje domy. Przedsiębiorstwo, jako właściciel lokali, zajęło się szukaniem nowych mieszkań dla najemców. Niektórzy przyjęli propozycje, inni jak państwo Kotalowie i Kasprzakowie uważali, że to co proponuje przewoźnik jest nie do zaakceptowania. – W pismach PKP straszyło nas, że albo się wyprowadzamy, albo sprawa trafi do sądu. Zdarzało się, że komisja z PKP przyjeżdżała wieczorem i straszyła nas, że jeśli nie przyjmiemy ich propozycji, to sprawa skończy się w sądzie, a my zostaniemy z niczym. Mówili, że tylko z nami mają problemy, że tylko nam nic się nie podoba. Wiedzieliśmy, że inne rodziny otrzymały ładne mieszkania, niektóre wprost od dewelopera, a nam zaproponowali między innymi dom w miejscowości Minkowice Oławskie – a właściwie to już poza nią, bo kilkaset metrów od głównej drogi. Dom do kapitalnego remontu. Kolejne zaproponowane przez PKP mieszkanie było w Kątach, w kierunku Rawicza. Spory metraż, ale również do kapitalnego remontu.

Te propozycje były nie do przyjęcia nie tylko dlatego, że standard proponowanych lokali był skandaliczny, ale także dlatego, że zarówno pan Krzysztof, jak i jego żona pracują w Żmigrodzie. Jak podkreślali, nie byłoby ich stać na tak kosztowne dojazdy do pracy.

Również państwu Kotalom proponowano skandaliczne warunki, choć PKP wiedziało, że pan Stefan porusza się na wózku inwalidzkim. -Zaproponowano nam mieszkanie, we Wrocławiu przy ul. Gwarnej. Mieszkanie do kapitalnego remontu, jest w nim tylko piec kaflowy, który pewnie nie wystarczyłby do ogrzania pomieszczeń bardzo wysokich, o ogromnej kubaturze. Nie wiem, jak mógłbym pokonywać schody codziennie, bo to bardzo stara kamienica, w dodatku trzeba byłoby wnosić opał po schodach. Wśród propozycji dla nas były mieszkania w bardzo złym stanie, między innymi w Kluczborku, Ścinawie, w miejscowości Sarby, czy w Legnicy. Wszystkie jeździłam oglądać na własny koszt. Zaproponowano nam mieszkania bez toalety, a w jednym w ogóle nie było wody; musielibyśmy czerpać ją ze studni. Kto teraz tak żyje? – pytała Danuta Kotala. Obie rodziny miały ogromny żal do PKP. Byli najemcami mieszkań, bo ich rodziny wiele pracowały nakolei, a firma tak ich potraktowała. Uważali, że dla spółki ludzie byli równi i równiejsi, bo ci którzy pierwsi dostali wypowiedzenia otrzymali nowe mieszkania, a siostra pana Stefana otrzymała lokal nowy, przygotowany pod klucz.

Media pomogły najbardziej

Pan Krzysztof, który zdecydował się walczyć o godne miejsce życia dla swojej rodziny poprosił nas o interwencję, radził się także prawnika. Na początku września ukazał się na łamach NOWej tekst „Kolej zburzy domy, w których mieszkają”, a zaraz po nim do obu rodzin przyjechała telewizja Polsat. O sprawie zrobiło się głośno. W materiale wyemitowanym przez telewizję, rzecznik prasowy PKP przyznał, że sam nie przyjąłby takiej propozycji mieszkania, jaką firma dała swoim najemcom. Aż do grudnia trwała „wojna nerwów” pomiędzy najemcami a spółką. – Słyszałem, że po artykule w gazecie i programie telewizyjnym w PKP poleciały głowy. Nowi ludzie zaczęli się z nami kontaktować, zrobiło się normalnie, nie straszono nas już, a nowi ludzie sprawiali wrażenie jakby naprawdę chcieli nam pomóc. W grudniu otrzymaliśmy propozycję mieszkania, którą zaakceptowaliśmy, Kotalowie też – mówi Krzysztof Kasprzak.

Wywalczyli o godne lokum

Po latach walki, wreszcie PKP zaproponowało równorzędne mieszkanie. – W grudniu zeszłego zadzwonili z PKP z propozycją obejrzenia mieszkania. Zaproponowano nam lokal przy ul. 23 stycznia w Żmigrodzie. Zostaliśmy w naszym mieście. Mamy blisko do pracy, jesteśmy we własnym środowisku, wśród znajomych – mówi pan Krzysztof i oprowadza nas po swoim nowym mieszkaniu. Co prawda jest ono w starym domu, również blisko torów, ale  ma podobny metraż, jest po generalnym remoncie. Znajduje się na drugim piętrze, jest w nim ładna łazienka, zupełnie nowa kuchnia z jadalnią, słoneczny pokój. Pan Krzysztof będzie musiał tylko wymienić schody do pokoju, który znajduje się na poddaszu, bo odwiedzające go wnuki właśnie zaczynają chodzić, a schody są niebezpieczne. –  Pomalowaliśmy tylko ściany i wprowadziliśmy się. Mamy tu ogrzewanie gazowe. Będzie nam tu wygodnie – mówi pan Krzysztof. Jak dodaje, już w tydzień po wyprowadzce firma rozbiórkowa zrównała z ziemią ich dom. Mężczyzna poszedł zobaczyć jak ciężki sprzęt zaczął burzyć dom, w którym mieszkał przez 30 lat, ale kiedy runęły ściany… wrócił do swojego nowego mieszkania. – Bardzo szybko musieliśmy się przeprowadzić. Od 10 lutego tu mieszkamy. Teraz ratujemy jeszcze rośliny. Wiosną  wychodzą kwiaty cebulkowe, przesadzamy je do naszego nowego kawałka ziemi. Część roślin ludzie nam pokradli jak tylko rozebrano płot, ale co się tylko da, to chcemy zabrać ze sobą – mówi pan Krzysztof i dodaje, że powoli już przyzwyczajają się z żoną do nowego miejsca, tylko koty są jeszcze nieufne, nie chcą wychodzić z mieszkania, bo czują się niepewnie.

W poprzednim tygodniu odwiedziliśmy również państwa Kotalów, którzy otrzymali nowe mieszkanie, wprost od dewelopera, również w okolicach dworca. W ich bloku pachnie jeszcze świeżością, tylko w kilku już ktoś mieszka. – Wprowadziliśmy się na początku marca. Samochód przeprowadzkowy zrobił 2 tys. km z naszymi rzeczami. Ja jestem bardzo zadowolony, mamy tu ponad 60 m kw. ładne pokoje, sporą kuchnię, zrobiliśmy pokój dla wnuczka, bardzo cieszy mnie balkon, mamy gazowe ogrzewanie – mówi Stefan Kotala i podkreśla, że miasto Żmigród bardzo mu odpowiada: – Do lekarza jest blisko i żona ma niedaleko do swojej mamy, która mieszka na Willowej. Połączenie jest dobre, a wnuk nie musi dojeżdżać do szkoły – mówi Stefan Kotala i dodaje, że w mieszkanie otrzymali w stanie deweloperskim, sami musieli je wykończyć. Lokal jest na drugim pietrze, ale w budynku jest winda. Ponoć to udogodnienie przesądziło o tym, że niepełnosprawnemu mężczyźnie zaproponowano właśnie to mieszkanie. – Nie byłem w Korzeńsku, żeby zobaczyć czy nasz dom jeszcze stoi. Teraz tu jest mój dom – podkreśla pan Stefan.

Obaj mężczyźni podkreślają, że ich zdaniem to właśnie media bardzo pomogły w załatwieniu sprawy.

Kłóciliśmy się z żoną. Ona chwilami chciała już zakończyć tą sprawę i przyjąć którąś z ofert dla świętego spokoju. Dzięki temu, że walczyliśmy, dostaliśmy normalne propozycje – mówi Krzysztof Kasprzak, a Stefan Kotala dodaje, że teraz jest zadowolony i spokojny, bo on i jego rodzina mają godne miejsce do życia. W dodatku po 5 latach rodziny będą mogły wykupić mieszkania na własność.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here