Oddłużę szpital

1217

NOWa gazeta trzebnicka: – Pańska nagła nominacja jest wielkim zaskoczeniem, choć pisaliśmy, że jest Pan nieoficjalnym kandydatem. Miał być jednak ogłoszony konkurs, a po odwołania dyrektora Edwarda Puchały, od 1 kwietnia, do czasu rozstrzygnięcia konkursu jego obowiązki miał pełnić jego zastępca Krzysztof Kołtowski. Tymczasem p.o. dyrektora zostaje Wiktor Lubieniecki, o którym w Trzebnicy mówi się, że ma wygrać konkurs…

Wiktor Lubieniecki: – Jest to dla mnie równie wielkie zaskoczenie. Wprawdzie pan starosta o ewentualnej nominacji na stanowisko dyrektora rozmawiał ze mną już wcześniej. A to dlatego, że byłem dyrektorem departamentu w Urzędzie Marszałkowskim i wiele spraw dotyczących szpitala było mi znanych. W dodatku jestem mieszkańcem powiatu, bo mieszkam w Piotrkowiczkach. Niedawno zapytał mnie, czy wystartuję w konkursie na dyrektora. Odpowiedziałem, że mogę się nad tym zastanowić, ale najpierw muszę poznać sytuację szpitala i spróbować stworzyć jakąś koncepcję jego restrukturyzacji. Taką koncepcję mógłbym ewentualnie przedstawić do weryfikacji komisji konkursowej. Gdy Zarząd Powiatu odwołał dyrektora, starosta powiedział mi, że do czasu rozstrzygnięcia konkursu jego obowiązki będzie pełnił zastępca dyrektora. Jednak Krzysztof Kołtowski jest jednocześnie w szpitalu lekarzem i ordynatorem oddziału, więc z różnych przyczyn się nie zgodził. Powstała sytuacja awaryjna i starosta zapytał mnie, czy zgodzę się pełnić te obowiązki. Nie jest to dla mnie zręczne, w sytuacji, gdy mam przystąpić do konkursu, ale gdy się powiedziało „a” trzeba powiedzieć „b”.

NOWa: – Jakie ma pan przygotowanie do kierowania szpitalem?

Przez 12 lat byłem burmistrzem Złotego Stoku. W latach 90. przejęliśmy miejscową służbę zdrowia od wojewody i stworzyliśmy publiczny zakład opieki zdrowotnej. Potem prywatyzowaliśmy go. Byłem pierwszym przewodniczącym Rady Nadzorczej ZOZ w Ząbkowicach Śl. Gdy pod koniec lat 90. powstały powiaty i zostałem pierwszym przewodniczącym Rady Powiatu Ząbkowickiego, brałem udział w łączeniu ZOZ-ów: ząbkowickiego i ziębickiego. Prywatyzowaliśmy szpital kamieniecki, ja byłem zaangażowany w przekształcenie Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego w Złotym Stoku w spółkę prawa handlowego. To była bardzo skomplikowana prywatyzacja pracownicza. Gdy już pracowałem w departamencie infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego, budowałem i wyposażałem szpital dziecięcy przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Przez 4 lata byłem przewodniczącym Rady Nadzorczej nowego Szpitala Wojewódzkiego na Stabłowicach. Zajmowałem się więc zarówno małymi, jak i dużymi rzeczami w służbie zdrowia.

NOWa:– Skoro tak, to jako dyrektor departamentu w Urzędzie Marszałkowskim musiał Pan wiedzieć, o planach przekazania trzebnickiego szpitala pod zarząd samorządu wojewódzkiego? Powinien więc Pan znać sytuację szpitala…

Propozycją przekazania szpitala marszałkowi zajmowałem się od „drugiej strony”. Jako dyrektor departamentu infrastruktury pracowałem w pionie marszałka Jerzego Łużniaka, który jednocześnie „miał pod sobą” departament polityki zdrowotnej. Wspólnie analizowaliśmy tę propozycję. Przejęcie trzebnickiego szpitala jest ciekawe, ale trudne do wykonania. Jest świadomość złożoności sytuacji. Z jednej strony jest kwestia kontraktowania usług szpitalnych. Rozdrobnienie podmiotów prowadzących działalność leczniczą powoduje, że nasz chlebodawca, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia ma przewagę nad nami, ponieważ jako monopolista stawia nas „pod ścianą”. My nie mamy, ani siły przebicia, ani równorzędnej pozycji przy negocjowaniu stawek kontraktu. Powstała koncepcja starostów, rozważana obecnie w urzędzie marszałkowskim, żeby występować do negocjacji wobec NFZ, jako jeden podmiot. Były dwie drogi jej przyjęcia. Marszałek przejmie wszystkie szpitale, ale tu pojawia się problem finansowy. Jeśli przejmie 29 szpitali, to przejmie zarazem ich długi. Jeśli by przyjąć, że zadłużenie każdego wnosi 20-23 mln zł, to oznacza obciążenie kasy województwa kwotą ponad 600 mln. zł. Drugiej drogi szuka starosta Robert Adach, próbując przekonać marszałka do eksperymentu. Miałby on polegać na indywidualnych negocjacjach o współpracy miedzy szpitalami wojewódzkimi i powiatowymi – pod auspicjami marszałka i starostów. Na razie jednak nie zdradzę nic z mojej koncepcji. Nie zdradzę szczegółów, bo wymagają one drobiazgowych analiz.

NOWa: – Spotkał się Pan z pracownikami szpitala. Czy uważa Pan, że pańska koncepcja znajdzie zrozumienie?

Spotkałem się już z pracownikami wszystkich oddziałów. Wydawało mi się, że w szpitalu obarczonym znacznym długiem, gdzie mówi się o przekształceniach, które przecież mogą się nie udać, atmosfera powinna być zła. Tymczasem jestem pozytywnie zaskoczony. Ludzie są nastawieni pozytywnie, a nawet entuzjastycznie, by szpital pchnąć na nowe tory. To są moje pierwsze wrażenia. Po drugie stwierdzam, a widziałem niejeden szpital, że tutaj jest świetna baza: lokalowa i pod względem technicznym. Poza tym, wg mojej oceny, są też poważne rezerwy lokalowe. Na tej bazie można więc rozszerzyć ofertę leczniczą, żeby uzyskać wyższy kontrakt. To spowoduje, że szpital będzie generował dochody na działalności podstawowej. Zbudujemy szczegółowy program oddłużenia szpitala. Ale najważniejsze jest, aby z kontraktowania zapewnić dodatni wynik finansowy z działalności podstawowej i to będzie najważniejsza walka, bo nikt nie ma wpływu na nieprzewidywalność finansowania przez ubezpieczyciela czyli NFZ.

NOWa:– Odwołany dyrektor zapowiedział, że będzie chciał wróci do pracy na oddziale jako lekarz. Czy zatrudni go Pan?

Oczywiście. Dogadaliśmy się, że będzie u nas pracował. Dyrektor Puchała jest historią tego szpitala, wszyscy darzą go olbrzymim szacunkiem i fakt odwołania tego szacunku nie umniejsza. Według mojej wiedzy, jego odwołanie zostało spowodowane tym, że jest silna determinacja, żeby zacząć w tym szpitalu osiągać większe przychody i spróbować go oddłużyć.

NOWa:– Dziękuję za rozmowę.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here