Barbara Borucka nadal sołtyską Morzęcino

215

Morzęcino jest niewielką wioską, położoną w pobliżu Żmigrodu, uprawnionych do głosowania jest tu tylko 41 mieszkańców. Ostatnio, w wyniku trwającego wewnętrznego konfliktu grupa sześciu osób postanowiła zaprowadzić zmiany i odwołać panującą sołtyskę ze stanowiska. Zapowiadało się na ostrą wymianę zdań. W dniu głosowania, wioskowe zebranie w świetlicy przyjechało prowadzić aż dwóch burmistrzów: Robert Lewandowski i Zdzisław Średniawski.

Rozpoczął Lewandowski. Na początku zacytował wybrane fragmenty ze statutu gminy, dotyczące odwołania sołtysa: aby można było przeprowadzić zebranie na ręce burmistrza musi wpłynąć wniosek podpisany przez odpowiednią liczbą uprawnionych do tego mieszkańców, następnie włodarz zwołuje na mocy rozporządzenia zebranie, podczas którego mieszkańcy – w tajnym głosowaniu – decydują o tym, czy odwołać sołtysa czy też nie.

W przypadku mieszkańców wsi Morzęcino uprawnionych do głosowania było 41 mieszkańców. Burmistrz, przed najważniejszym punktem, czyli głosowaniem, odczytał zebranym treść otrzymanego listu, który do gminy wpłynął 7 marca. Nie mamy kopii listu, więc spisaliśmy jego treść. Nie była ona zbyt obszerna.

Pod petycją podpisało się sześciu mieszkańców, którzy domagali się odwołania Barbary Boruckiej. W liście adresaci pisma (burmistrz nie podał do publicznej wiadomości ich nazwisk), wskazywali na to, że sołtyska „nęka” i „uprzykrza życie codzienne mieszkańców”, dlatego domagają się odsunięcia jej ze stanowiska. Po odczytaniu petycji, burmistrz zapytał zebranych, czy autorzy pisma chcieliby coś jeszcze powiedzieć. Nikt jednak nie zabrał głosu.

Robert Lewandowski zanim pozwolił sołtysce powiedzieć kilka słów przed głosowaniem, pozwolił sobie na krótką refleksję: – Bycie sołtysem to nie jest łatwa sprawa, jak się nieraz wydaje. Jako władza wykonawcza w gminie, która współpracuje z radnymi i sołtysami, wiem, jak ciężki to kawałek chleba. To w większości praca społeczna, ciągły kontakt z mieszkańcami, miejscowości są z różnymi problemami.

Przed wyrażeniem stanowiska przez mieszkańców i zakreślenia na karcie do głosowania rubryki „tak” lub „nie”,  zabrała głos sołtyska: – Wcale nie jestem zdziwiona, że ten wniosek wpłynął, bo  jedna z pań wykrzyczała mi w twarz, że „zrobią ze mną porządek”, że „będę w rynsztoku”. Ja na razie zostawiam ten rynsztok, niech on sobie leży spokojnie. Szanowni państwo, nie będę się przechwalać, ani nic mówić. Dobrze mnie znacie i wiecie, jaką jestem osobą i sołtysem – powiedziała Barbara Borucka, która stwierdziła, że niezależnie od wyniku, dostosuje się do woli ludu.

W szybkim tempie wybrano członków komisji skrutacyjnej i przeprowadzono tajne głosowanie. Na sali uprawnionych do głosowania było 36 osób. Po wysypaniu z urny kart i sprawdzeniu ich z listą obecności okazało się, że oddano o jedną kartę więcej niż jest osób na liście… Zapanowała pewna konsternacja. – Wybory są sfałszowane – krzyknął ktoś z sali. Zrobiło się zamieszanie, członkowie komisji zaczęli raz jeszcze liczyć karty i przeliczać siedzących w świetlicy mieszkańców. Zastanawiano się nad tym, czy ktoś mógł oddać głos, po czym wyszedł z sali. Ostatecznie sytuacja się wyjaśniła – jeden z mieszkańców, który wrzucił swój głos do przygotowanej urny, nie wpisał się na listę obecności.

Członkowie komisji podali wynik głosowania: „za” odwołaniem sołtys były 4 osoby, „przeciw” oddano 32 głosy.

Barbara Borucka podziękowała za otrzymany ze strony mieszkańców kredyt zaufania. Przed zamknięciem obrad głos zabrał wiceburmistrz. Zdzisław Średniawski stwierdził, że to drugi przypadek w jego 20 letniej pracy w żmigrodzkim samorządzie, gdy spotyka się z mieszkańcami na zebraniu mającym zadecydować o odwołaniu ze stanowiska sołtysa. Przypomnijmy, że kilka tygodni wcześniej podobne zebranie odbyło się w Korzeńsku, gdzie zmieniono gospodarza wsi.

To niekomfortowa sytuacja dla sołtysa i dla państwa, bo świadczy o tym, że w wiosce dzieje się coś złego. Jakby na to nie patrzeć, państwo stanowicie jakąś formę rodziny, powinniście na zewnątrz mówić w miarę możliwie jednym głosem – powiedział na koniec Średniawski.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here