Próbowali wyłudzić 60 tys. złotych

61

O tym, że oszuści próbują wyłudzić pieniądze tak zwaną „metodą na wnuczka” słyszał już chyba każdy. Mechanizm naciągaczy jest za każdym razem bardzo podobny: do starszej osoby dzwoni wnuczek lub jego przyjaciel, który ma odebrać pieniądze, bo albo wnuczek miał wypadek, albo z jakiegoś innego powodu pilnie potrzebuje gotówki. Coraz mniej ludzi daje się nabrać na takie numery. Teraz jednak oszuści zmodyfikowali opowiastkę. W zeszłym tygodniu do kilku obornickich domów zadzwonili oszuści. Pani Barbara opowiedziała nam krok po kroku, jak prawie dała się nabrać. Ona, kobieta racjonalnie myśląca, mocno stąpająca po ziemi. Oszustka zagrała na jej matczynych uczuciach, a ona … prawie uwierzyła. Opowiedziała nam co się jej przydarzyło, bo ma nadzieję, że dzięki temu inni ludzie nie dadzą się nabrać.

Potrąciła ludzi, pójdzie do więzienia

Pani Barbara w czwartkowe przedpołudnie była sama w domu. Nie najlepiej się czuła. Zadzwonił telefon stacjonarny. Pani Barbara odebrała, bo zwykle na ten numer dzwoniła jej córka: – Usłyszałam kobiecy głos, który mówił „mamuś, mamuś, to ja, nie poznajesz mnie?” Mam dwie córki i tylko jedna mówi do mnie „mamuś”, druga mówi „mamo”. Od razu pomyślałam, że to Paulina. I powiedziałam: „Paulinko to ty?”. „Tak, to ja” odpowiedział mi głos w słuchawce.”Stało się coś strasznego. Jestem na komendzie we Wrocławiu, bo spowodowałam wypadek. Potrąciłam starszych ludzi. Teraz grozi mi więzienie” -mówił do mnie przerażony głos w słuchawce. Przekazywane mi informacje były bardzo chaotyczne, nie mogłam na początku zrozumieć, o co w ogóle chodzi – relacjonuje pani Barbara.

Więcej przeczytasz po zalogowaniu lub w papierowym wydaniu NOWej.

[hidepost=0]- Potem kobiecy głos mi powiedział, że pani, którą rzekomo potrąciła moja córka jest w szpitalu, że jest nieprzytomna, a mężczyzna jest poturbowany. Dalej kobieta mówiła, że policja zabrała jej komórkę, a telefon który teraz wykonuje to jedyny na jaki zgodzili się funkcjonariusze. Błagała, żeby się z nią nie rozłączać – opowiada oborniczanka. Jak dodaje, kiedy zapytała dzwoniącą osobę, dlaczego tak dziwnie się zachowuje i ma dziwny głos, odpowiedziała, że na komendzie dostała prochy na uspokojenie. – Przede wszystkim chciałam się dowiedzieć, czy mojemu dziecku nic się nie stało, ale moja niby-córka zapewniła mnie, że tylko trochę się poobijała i ma zwichnięta nogę. Mamuś, daj 60 tysięcy! Po tym jak rzekoma córka przedstawiła swoją sytuację poprosiła zdenerwowaną matkę o pomoc: – Powiedziała mi, że przeprosiła tych starszych ludzi i umówiła się z nimi, że im zapłaci: oni nie wniosą sprawy do sądu, a ona nie pójdzie do więzienia. Dzwoniąca kobieta cały czas powtarzała, że potrzebuje pieniędzy, dużo pieniędzy. Kiedy zapytałam „ile” wreszcie odpowiedziała, że 60 tys. zł. Już wtedy wydało mi się to trochę dziwne. Bo po pierwsze, skoro potrąciła kogoś ze swojej winy, to przecież policja i tak zbada sprawę, po drugie moja córka wiedziałaby, że nie mam takiej sumy. W międzyczasie wtrąciła, żeby nic nikomu nie mówić; powtarzała, żebym nic nie deklarowała, bo rozmowa jest nagrywana. Błagała, żeby się nie rozłączać. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam znaleźć swojej komórki, ale w końcu porozmawiałam z synem, czy ma takie pieniądze, ale syn powiedział, że absolutnie tyle nie ma i nie da. Zaproponował, że załatwi siostrze adwokata – opowiada pani Barbara. Jak dodaje, kobieta cały czas wywierała na nią presję, żeby już w tej chwili załatwiała pieniądze, bo inaczej pójdzie do więzienia. W końcu pani Barbara rozłączyła się. Zdenerwowana zadzwoniła do męża, ten zwolnił się z pracy i szybko przyjechał do domu. Kiedy próbował uspokoić emocje żony, ta poganiała go, aby jak najszybciej pojechali do Wrocławia, do córki na komendę, żeby sprawdzić co tak naprawdę się dzieje. – W tej sytuacji nawet nie pomyślałam o tym, żeby zadzwonić do córki na komórkę, albo do pracy. W końcu zabrali jej telefon. Chwila otrzeźwienia W końcu, już w drodze do Wrocławia pani Basia zadzwoniła do drugiej córki i powiedziała jej co się stało. – Ona mówiła, że to wszystko dziwnie to wygląda. Kiedy już z mężem dojechałam prawie do Wrocławia, córka oddzwoniła, że jej siostrze nic nie jest, że siedzi w pracy, cała zdrowa i o tym całym zamieszaniu nic nie wie. Córka powiedziała mi, że jej to właśnie wyglądało na oszustwo i poradziła mi, żebym czym prędzej wracała do domu, bo być może złodzieje właśnie pędzlują nam domu. Na szczęście, kiedy dojechaliśmy do domu, wszystko było na swoim miejscu. Boże, ile ja się nerwów najadłam przez tą sytuację. Myślałam, że mi serce wyskoczy z klatki piersiowej. Dopiero jak po kilku godzinach zaczęłam analizować co się działo zrozumiałam, jak bardzo dałam się nabrać. Nie dałabym pieniędzy, w życiu, ale na zabicie gnałam, żeby zobaczyć co się dzieje z moją córką – mówi pani Barbara. Próbowali nabrać więcej osób Jak się okazało, nie tylko ona otrzymała taki telefon. – Do nas też zadzwoniła jakaś kobieta i przedstawiła się jako moja siostra. Mówiła coś o jakim wypadku i że potrzebuje pieniędzy. Mama nawet się zdenerwowała, ale wytłumaczyłam jej, że to jakieś wygłupy – mówi siostrzenica pani Barbary. Dlaczego do niej też zadzwoniono. Nie wie. Jak twierdzą kobiety, obie nie są zamożne. Oszuści musieli działać na oślep. – Pewnie brali numery stacjonarne z książek telefonicznych. I jak trafili na podatny grunt to kontynuowali rozmowę. Ciocia i my mamy zarejestrowany telefon stacjonarny na nazwisko zaczynające się na literę „K”. Może to jest jakiś ślad. Ani u cioci, ani u nas telefon nie wyświetla dzwoniącego numeru, pewnie gdyby pokazywał kto dzwoni dałoby to nam do myślenia. Zastanawia nas też to, że tego samego dnia dzwoniła do nas jakaś firma zapraszająca na pokaz połączony ze sprzedażą, nawet nie pamiętam jaka. Może było to jakieś badanie terenu – zastanawia się siostrzenica pani Barbary. Policja przestrzega i apeluje Piotr Dwojak z Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy potwierdza, że w zeszłym tygodniu do komisariatu policji w Obornikach Śląskich zgłosiło się kilka osób, do których zadzwonili oszuści: – Wszystkie informacje o nowych sposobach na oszustwa umieszczamy na naszej stronie internetowej. Ponieważ większość starszych ludzi nie korzysta z internetu poprosiliśmy o odczytanie apelu przez księży w poszczególnych parafiach. Również z pomocą sołtysów przeprowadziliśmy akcje informacyjna na wsi. Myślę, że właśnie dzięki tym akcjom w ostatnim czasie nie mamy informacji, żeby ktoś dał się oszukać – zaznacza Piotr Dwojak. Na prośbę naszej Czytelniczki nie podajemy jej danych osobowych. Również jej imię zostało zmienione.[/hidepost]

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here