Mocno uszkodzone ogrodzenie niebawem będzie zdemontowane

551

Powracamy do tematu opisywanego w jednym z ostatnich numerów naszej gazety. Przypomnijmy, że z prośbą o interwencję zwróciła się do nas pani Danuta, jedna z babć, która odprowadza swoją wnuczkę do Przedszkola nr 1. Kobieta przechodzi z dziewczynką prawie codziennie koło niebezpiecznego ogrodzenia znajdującego się przy ul. Obrońców Pokoju. Ogrodzenie jest zaniedbane i uszkodzone: w ubiegłym roku z kamiennego muru oporowego, służącego za podstawę, wypadło na chodnik kilka murowanych bloczków. Samo metalowe okucie przechyliło się niebezpiecznie w stronę chodnika i tak już od kilkunastu miesięcy tkwi nietknięte, porośnięte chaszczami. Ogrodzenie stwarza niebezpieczeństwo, ponieważ uszkodzony mur może znowu się zawalić, a siatka spaść. Gdyby akurat w tym momencie przechodziło chodnikiem małe dziecko czy osoba starsza, to o wypadek i nieszczęście nietrudno.

Opisując ten problem poinformowaliśmy o sprawie Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Po kilkunastu dniach od zgłoszenia sprawdzamy czy w tej sprawie „coś się ruszyło”, bowiem mur wraz z wadliwym ogrodzeniem, jak stoi tak stał. – Ustalamy teraz właściciela ogrodzenia, jeszcze w tym tygodniu udamy się na kontrolę, po której wydamy decyzję. Uszkodzenia są widoczne, dlatego właściciel ogrodzenia albo będzie musiał je naprawić, albo zdemontować – dowiedzieliśmy się w inspektoracie.

Przypomnijmy, że już rok temu otrzymaliśmy zgłoszenia o tym uszkodzonym ogrodzeniu. Gdy z muru wypadły na chodnik bloczki, zasygnalizowaliśmy problem w gminie. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że z chodnika zostaną posprzątane kamienie, które uniemożliwiały przechodniom swobodne przejście, natomiast z samym ogrodzeniem gmina niewiele może zdziałać, ponieważ nie jest jego właścicielem. Rzeczywiście, w niedługim czasie od naszego zgłoszenia chodnik posprzątano i na tym…sprawę zamknięto. Nikt z gminnych urzędników nie zgłosił tego problemu do odpowiedniej instytucji (czyli w tym przypadku do inspektoratu nadzoru budowlanego), zajmującej się kontrolą takich miejsc i wydaniem odpowiedniej decyzji właścicielowi: czy budowlę rozebrać, czy też w trybie pilnym naprawić.

Sama procedura zasygnalizowania tematu też jest „ciekawa”. Gdy zadzwoniliśmy do nadzoru budowlanego, usłyszeliśmy, że interwencje telefoniczne nie są przyjmowane. Aby urzędnicy mogli zająć się sprawą, najpierw musimy wypełnić specjalny formularz-zgłoszenie, w którym musimy opisać miejsce, problem, podać numer działki i ewentualnie jej właściciela.

Zgodnie z tymi wytycznymi napisaliśmy maila, w którym opisaliśmy, gdzie znajduje się ogrodzenie, dodaliśmy zdjęcie, a także (naszym zdaniem) numery działek, na których znajduje się murek.

Dlaczego trzeba przejść tak oficjalną drogę by zgłosić problem i interwencję? Dlaczego każdy mieszkaniec widząc potencjalne zagrożenie, musi pisać specjalne pisma do urzędu, a nie może tego zrobić od razu, telefonicznie? Prowadzenie takiej „polityki”, może zwyczajnie odstraszać każdego, kto chciałby zasygnalizować ważny problem. I może prowadzić tylko i wyłącznie do stwierdzenie, że prowadzenie „spychologii” w urzędach jest nadal aktualne.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here