Ogniomurek, który rozpalił emocje do czerwoności

1178

Wiele lat temu państwo Alina i Lesław Kurzydłowie zdecydowali, że wraz z bratem pana Lesława, na jednej działce (z której wydzielono posesję dla brata) wybudują wspólnie dom – bliźniak. Rodziny przez wiele lat żyły pod jednym, jednolitym dachem.

Sąsiedzi zdecydowali, że we wrześniu 2008 roku zmienią pokrycie dachowe. Dokonali tak zwanego „zgłoszenia” w wydziale architektury. Jednak już w trakcie prac, a tym bardziej po ich zakończeniu było jasne, że nie była to zwykła wymiana pokrycia, a remont, który naruszył konstrukcję dachu. Wcześniej mieliśmy równą połać, a sąsiedzi podnieśli konstrukcję swojego dachu, rozebrali mur środkowy, pocięli łaty i odcięli rynny, które nie zostały zaślepione. Rozmowy nic nie dały, a te wszystkie zaniedbania i fuszerki spowodowały, że musieliśmy wejść na drogę sądową – mówi Alina Kurzydło, współwłaścicielka połowy domu.

Zaczęło nam zaciekać

Jak mówi pani Alina, po remoncie wykonanym przez szwagra, w jej domu pojawiły się problemy: – Woda wlewała się nam do mieszkania. W pokojach bardzo szybko zrobiła się wilgoć, a potem grzyb. Na balkonie mieliśmy sople. Było wiele niedoróbek, jak chociażby to, że zostały popsute rynny i woda ciekła prosto z dachu na ziemię. Szwagier zburzył murek środkowy rozdzielający mieszkania.

 Ponieważ dom pani Aliny niszczał, zdecydowała wraz z mężem o powiadomieniu o sprawie powiatowego inspektora budowlanego. Ten przyznał im rację i nakazał naprawienie usterek. Kazał między innymi wybudować ogniomurek.

Szwagier zrobił go z płyty kartonowo-gipsowej, nie zastosował się do zaleceń i nasz dom nadal niszczał. Tak rozpoczęła się nasza droga przez mękę – mówi kobieta i dodaje, że po pewnym czasie inspektor uznał, że prace zostały wykonane poprawnie. – Nie mogłam się z tą opinią zgodzić, więc odwołałam się do dolnośląskiego wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, a ten przyznał nam rację.

Więcej przeczytasz po zalogowaniu

 [hidepost=0]Od inspektora do sądu

Ponieważ procedury trwały bardzo długo, a dach nadal przeciekał i przez to, zdaniem pani Aliny, jej dom niszczał, kobieta rozpoczęła walkę o swe prawa. Kilkakrotnie odwoływała się do wojewódzkiego inspektora, inspektor powiatowy wydawał kolejne decyzje, czas mijał, a zdesperowana kobieta zdecydowała się w końcu skierować sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. – Wygraliśmy sprawę przed WSA, ale od wyroku skargę kasacyjną złożył wojewódzki inspektor. Naczelny Sąd Administracyjny po rozpatrzeniu sprawy oddalił skargę i wydał korzystny dla nas wyrok. W wyroku pada bardzo ważne dla nas zdanie, że „zgodnie z zasadami wiedzy technicznej, mur ogniowy to mur ogniochronny; ściana o grubości równej przynajmniej szerokości jednej cegły” – cytuje wyrok pani Alina pokazując zdjęcia, na których wyraźnie widać, że jej sąsiad wcale muru nie wybudował, a jedynie postawił konstrukcję z płyty kartonowo – gipsowej. Sąd nakazał również, aby szwagier pani Aliny wykonał poprawnie prace blacharskie. Kobieta odetchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że to już koniec ich sporu. – NSA dokładnie punktuje wszystkie nieprawidłowości. Podał również, w jaki sposób prace powinny zostać wykonane. Przyznam, że byłam pewna, że po tym wyroku sytuacja się zmieni. Że pan Rataj wreszcie trochę się przejmie nasz sprawą i dopilnuje, żeby wreszcie prace zostały należycie wykonane. Myliliśmy się. Inspektor zlecał kolejne ekspertyzy, a przecież sąd wyraźnie powiedział co i jak ma być załatwione. Przecież jeśli skarga została oddalona przez NSA, to droga postępowania już się kończy, nie ma wyższej instancji, ten wyrok jest końcowy i nie do podważenia – mówi rozgoryczona kobieta i dodaje, że jej szwagier dostał czas na poprawienie prac do końca 2012 roku. Zdesperowana powiadomiła prokuraturę o nie wypełnianiu obowiązków przez inspektora. Wytknęła również inne nieprawidłowości. – Prokuratura sprawę umorzyła. Nie poddałam się i złożyłam zażalenie do Sądu Rejonowego w Trzebnicy, który nakazał prokuraturze ponownie rozpatrzenie sprawy. Cóż, prokuratora ponownie umorzyła postępowanie. Nie czekając na rozwój wypadków pani Alina zleciła fachowcowi ekspertyzę, a wymiana pism z inspektorem nadal trwała. To niestety nie koniec Jak mówi pani Alina, po 5 latach walki zobaczyła kolejne światełko w tunelu: – Wreszcie inspektor uznał, że prace zostały źle wykonane i zaproponował nowe rozwiązanie: mur ogniowy, przecięcie łat i podbicie krokwi. Nastąpiła kolejna wymiana pism i efekt jest taki, że dalej nic nie zostało zrobione. Jak długo to jeszcze potrwa? Czy inspektora z Trzebnicy nie obowiązuje prawo, czy on stoi ponad nim, czy jego wyroki sądu nie dotyczą? – pyta Alina Kurzydło. Dla nas to tylko wydatki Zupełnie inaczej całą sytuację widzi właściciel drugiej połowy bliźniaka. Dla pana Andrzeja Kurzydło najgorsze jest to, że musi pokrywać koszty kolejnych przeróbek i ekspertyz. Twierdzi, że musiał wykonać remont, ponieważ dach był pokryty dachówką cementową, położoną bezpośrednio na łatach, bez folii. – Dachówka po 27 latach zaczęła przeciekać, woda zalewała nasze mieszkanie. Zmuszeni byliśmy przeprowadzić remont według nowej technologii, co spowodowało podniesienie połaci naszego dachu o 7 cm. O zamiarze przeprowadzenia remontu dachu nasza córka Magdalena powiadomiła sąsiada – mówi. – Przy remoncie dachu, który my wykonaliśmy konstrukcja nie zmieniła się. Krokwie pozostały te same. Mur środkowy, który dzieli oba budynki został nienaruszony, był i jest wzniesiony do połaci dachu. Łaty sąsiadów zostały obcięte na murze środkowym. Rynny, które były obcięte zostały zaślepione. Na balkonie sąsiadów były sople, dlatego że nie zrzucili śniegu, który zalegał na balkonie. Ogniomurek został postawiony nie z płyty „kartonowej” lecz z płyty farmacell; to płyta ognioodporna, która posiada certyfikat. Według Andrzeja Kurzydło, na naprawę usterki, która powstała przy uskoku połaci dachu szwagierka nie pozwoliła i nie wpuściła dekarza. – Sąsiedzi wymogli na rzeczoznawcy, którego musieliśmy powołać – wykonanie muru ogniowego. Ogniomurek wykonano z atestowanej płyty, łącznie z obróbką blacharską, zgodnie ze sztuką budowlaną. Ale to nie zadowoliło sąsiadów, bo chcieli ceglanego muru. Podali nawet definicję: mur to „pionowa część budowli wykonana z materiału ceramicznego, kamienia naturalnego, drewna itp.” Uważamy, że przeciekanie wody do mieszkania sąsiadów nie jest spowodowane wadliwą budową ogniomurka, lecz złym stanem dachówki cementowej – mówi pan Andrzej i dodaje: – Sąsiedzi uważają, że są pokrzywdzeni, gdyż musieli ponieść koszta rzeczoznawcy, ale to my czujemy się pokrzywdzeni, musieliśmy ponieść koszta ogniomuru oraz kilku ekspertyz. Nasze wydatki są niewspółmierne do kosztów sąsiada. Powinno być pozwolenie, a nie zgłoszenie O wyjaśnienie sytuacji zwróciliśmy się do Macieja Rataja, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. – Postępowanie administracyjne przeprowadzone przez PINB w Trzebnicy potwierdziło, że Andrzej Kurzydło zgłosił do Starostwa Powiatowego w Trzebnicy wydziału architektury i budownictwa zamiar wykonania wymiany dachówki i odnowienia elewacji, a starosta trzebnicki pisemnie potwierdził przyjęcie zgłoszenia – odpowiada Maciej Rataj i dodaje, że inwestor naruszył dokonane zgłoszenie poprzez zmianę jego zakresu. Chodzi o to, że nie tylko wymienił pokrycie dachowe, ale też podniósł połać dachu poprzez zamontowanie dodatkowych łat i kontrłat. – Spowodowało to powstanie uskoku pomiędzy sąsiadującymi połaciami budynku bliźniaczego. Zatem roboty budowlane zostały wykonane z naruszeniem art. 30 ust 1 ustawy „Prawo budowlane”, dlatego toczyło się postępowanie administracyjne – wyjaśnia inspektor i dodał, że uwierzył, iż pan Andrzej nieświadomie złamał prawo; po prostu zaufał dekarzom, którzy wykonywali remont. Jeśli chodzi o sam sposób wykonania prac, to inspektor nie ma do niego zastraszeń. Inspektor prawa przestrzega Na pytanie, które wielokrotnie zadawała pani Alina, dlaczego inspektor nie przestrzega prawa, Maciej Rataj odpowiada tak: – Zastosowałem się do wydanych przez sądy administracyjne orzeczeń w tej konkretnej sprawie. Przede wszystkim sąd wskazał na konieczność dokonania prawidłowych ustaleń przez organ nadzoru budowlanego, co warunkuje właściwy akt subsumcji na podstawie należycie dekodowanej normy prawnej. W tym też przypadku organ nadzoru budowlanego chcąc ustalić prawidłowość wykonanych robót i wyjaśnić wątpliwości w zakresie zastosowanych rozwiązań zobowiązany był do podjęcia szeregu czynności dowodowych, w tym też i przeprowadzenie rozprawy administracyjnej z autorami wydanych w sprawie opinii technicznych w celu bezsprzecznego ustalenia wskazań tychże opracowań technicznych, co do których wątpliwości miał również sąd. Moim zdaniem trudno mówić tutaj o nieprzestrzeganiu wyroku sądu, który rozpoznawał sprawę w granicach skargi na określonym w tej dacie materiale dowodowym. Według inspektora sprawa ciągnie się tak długo, ponieważ postępowanie administracyjne prowadzone jest z zachowaniem zasad określonych „Kodeksem postępowania administracyjnego”. – Potwierdzają to wydane postanowienia przez Dolnośląski Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Wrocławiu uznające zażalenia na bezczynność za nieuzasadnione, jak i wyrok WSA w Wrocławiu w zakresie skargi na bezczynność i przewlekłość postępowania, który w tym zakresie skargę odrzucił. W grudniu 2013 r. wydano decyzję kończącą postępowanie administracyjne, ale Alina Kurzydło wniosła odwołanie, co spowodowało przekazanie sprawy do organu II instancji. Najlepiej się dogadać Stare porzekadło mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Pewnie gdyby rodziny, a właściwie bracia od początku się porozumieli, sprawy by nie było. A tak, procedury ciągną się od 5 lat, zainteresowani tułają się po różnych instytucjach, stawali przed sądami, prokuratorami, zeznawali na policji. Żyjemy w państwie prawa i wyroków sądu trzeba przestrzegać. Jak się jednak dowiedzieliśmy w biurze prasowym Naczelnego Sądu Administracyjnego, w sytuacji, kiedy wyrok sądu nie jest wykonywany, można… złożyć skargę do sądu, który wyrok wydał. A czas będzie nadal płynął…[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here