Kara za podpis…

270

Do naszej redakcji przyszła młoda kobieta, która nie czytając dobrze umowy, dała się namówić na jej podpisanie. Uważa, że celowo została wprowadzona w błąd przez firmę: Polska Telefonia Stacjonarna. Umowę zerwała i dziś musi zapłacić za to 490 zł kary. Chce jednak przestrzec innych mieszkańców, apelując głośno, by wszystkie umowy przed podpisaniem dobrze przeczytać.

Na początku zadzwoniono do mnie i w słuchawce coś bardzo trzeszczało i było bardzo słabo słychać. Ten ktoś mi się nie przedstawił dokładnie. Usłyszałam tylko, że oferują mi zmianę abonamentu na tańszy – 25 zł i pytając czy się na to zgadzam i czy wyrażam zgodę. Powiedziałam „dlaczego nie”? Zgodziłam się. Zostałam poinformowana, że kurierem dostanę umowę. Czekałam kilka dni aż ten kurier do mnie przyjedzie. Dojechał. Ja w tym czasie byłam w pracy, a on przyjechał do mnie do domu. Mama powiedziała więc, aby przyjechał do pracy – mówi pani Karolina (imię zmieniono) i dodaje po chwili:

Pan przyjechał, podstawiał mi tylko papiery do podpisania, mówił, gdzie mam podpisywać; wszystko działo się bardzo szybko. I tyle. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że to nie jest Orange, tylko inna sieć.

Cała sytuacja miała miejsce w październiku.

Więcej na ten temat dowiesz się kupując aktualny numer NOWej gazety trzebnickiej.

[hidepost=0]- Miałam 10 dni na wycofanie się z tej umowy, ale tego nie zrobiłam. Zadzwoniono do mnie w listopadzie i pan z Orange mówi, że ja zerwałam z nimi umowę. Zaskoczona zapytałam, „jak to zerwałam z wami umowę”? Powiedział mi, że podpisałam umowę z Polską Telefonią Stacjonarną. Odpowiedziałam, że nic nie wiem na ten temat, żebym miała zmieniać operatora. Nie wyjaśniono mi tego po prostu w rozmowie telefonicznej. Ten pan powiedział do mnie, że skoro nadal chcę być u nich w sieci, to on wyśle w moim imieniu do PTS pismo – opowiada mieszkanka powiatu trzebnickiego. Orange wysłało do PTS pismo, że klientka została wprowadzona w błąd i zrywa z nimi umowę, pozostając nadal klientką Orange. W styczniu kobieta otrzymała pismo, że została obciążona notą 490 zł za zerwanie umowy z PTS po dopuszczalnym terminie 10 dni. – Weszłam więc na stronę PTS i poczytałam forum, z którego dowiedziałam się, że dużo osób zostało w podobny sposób oszukanych przez nich. Poszłam do rzecznika konsumentów. Pani Barbara Czternastek pomogła mi napisać do nich pismo z prośbą o anulowanie kary, wysłałam je. I oni mi odpisali, że nie ma możliwości, abym im tego nie zapłaciła, ponieważ ja nawet podpisałam im oświadczenie. Ale kurier tak mi podstawiał te dokumenty, że nawet nie wiedziałam, że takie oświadczenie podpisałam, z którego wynika, że zrywam umowę z Orange. Podejrzewam, że będę musiała zapłacić im te pieniądze, ale chciałabym ostrzec innych, aby byli ostrożni i uważali na to, co podpisują – dodaje pani Karolina. Skontaktowaliśmy się z Barbarą Czternastek, rzecznikiem praw konsumenta w starostwie powiatowym w Trzebnicy. – Z tego typu problemami przychodzą do mnie najczęściej osoby 60-70 – letnie. Nie liczyłam tych spraw, ile mam wszystkich, ale myślę, że będzie ich kilkadziesiąt (powyżej 50 na pewno). Mam tych spraw z PTS bardzo dużo i wszystkie dotyczą osób starszych. Te osoby zostały wprowadzone w błąd podczas rozmowy telefonicznej. Polska Telefonia Stacjonarna dzwoniąc do osób starszych przedstawia się jako operator telekomunikacyjny, u którego jest ta osoba. Jak jest w Netii to mówią, „ja dzwonię z Netii”, jak w Orange to z Orange – mówi Barbara Czternastek. Jak wynika z opinii wszystkich osób, które czują się oszukane, najczęściej w słuchawce słychać: „Dzień dobry, ja proponuję pani obniżenie abonamentu, czy jest pani zainteresowana?” Większość osób w tym momencie chce obniżenia abonamentu i kontynuuje rozmowę. – Chociaż nie do końca wiem, czy tak jest, ponieważ niedawno ja sama odebrałam taki telefon. Usłyszałam, „dzień dobry, czy ja rozmawiam w właścicielem telefonu”. Odpowiedziałam „tak”. Pani przedstawiła się, że dzwoni z PTS. Czy jest pani zainteresowana obniżeniem abonamentu? No i ja oczywiście mam za dużą wiedzę i zapytałam: „Jak może mi pani obniżyć abonament skoro nie jest pani moim operatorem”. I w tym momencie trzask, koniec rozmowy. Ale pani przedstawiła się jako Polska Telefonia Stacjonarna – relacjonuje pani Czternastek. Ludzie natomiast twierdzą, że są wprowadzani w błąd. Mało tego, twierdzą, że nawet pytają, czy jest pani na pewno z Orange i w odpowiedzi słyszą, „tak jestem z Orange”. – Niestety ludzie podpisują te umowy, nie czytając. W umowach jest napisane, że można w ciągu 10 dni odstąpić, ale nikt tego nie czyta. Miałam dwa takie przypadki, kiedy osoby do mnie przyszły, powiedziały „podpisałem głupio umowę i chcę się z tego wycofać”. Ale jak ludzie podpisali te umowy i schowali do szuflady, mija 10 dni i później już od tej umowy odstąpić nie można – mówi Barbara Czternastek. Wtedy PTS wysyła druk, w którym ma upoważnienie, że odbiera danego konsumenta operatorowi i wówczas operator dzwoni i pyta dlaczego chce pani od nas odejść. – W odpowiedzi słyszą: „ale ja nie odchodzę”. Naprawdę 99 % osób tak mówi. Ja tylko podpisałam umowę, że przechodzę na 25 zł abonamentu. „No to chce pani być u nas?” „Chcę.” Więc wysyłany jest kurier z podpisanym drukiem, że klientka zostaje u starego operatora – opowiada pani Barbara. Zgodnie z ustawą prawo telekomunikacyjne za zerwanie umowy promocyjnej (a takie właśnie proponuje PTS) operator ma prawo naliczyć kary. To się nazywa opłata wyrównawcza i PTS z tego korzysta. Wysyła notę, że za zerwanie umowy trzeba zapłacić karę w wysokości 490 złotych. – Do stycznia 2013 wszystko było ok. Bo przepisy nie były dobrze sprecyzowane i można było tę karę naliczyć wprost. Ale w styczniu 2013 r. została znowelizowana ustawa Prawo telekomunikacyjne i tam wszedł w życie artykuł 57 ustęp 6, który mówi, że jeżeli nie doszło do rozpoczęcia usługi, to kara nie może być naliczana – mówi rzecznik praw konsumenta. Wówczas przez krótki okres, po napisaniu przez rzecznika pisma do firmy, kara była anulowana. – Później nagle wymyślili taki „myk prawny”, w którym piszą, że… doszło do rozpoczęcia usługi z ich strony, ponieważ oni dali konsumentowi oświadczenie, które konsument podpisał, że może już, tuż po podpisaniu umowy korzystać z usług tej firmy wybierając prefiks 1053. Z ich strony usługa jest więc rozpoczęta, a to, że konsument nie korzysta, to jest jego problem – opowiada Barbara Czternastek i dodaje – Teraz cały spór polega na tym, że przychodzą do mnie ci ludzie. Ja piszę pisma albo do PTS-u, albo do firmy windykacyjnej Perseus, której PTS przekazuje długi. Ja im piszę, że stosują nieuczciwe praktyki, a oni mi cały czas odpowiadają, że usługa była rozpoczęta z ich strony, bo ten prefiks 1053 był. Sprawą zajmuje się też prokuratura, ponieważ sama zgłosiłam, po tym jak zauważyłam, że na początku było wiele umów, na których były sfałszowane podpisy. Tak przynajmniej twierdzili poszkodowani. Mówili, że nic nie podpisywali, a musieli zwracać pieniądze. Zresztą podpisy rzeczywiście się różniły. PTS odpowiada na to tak, że jeśli ktoś uważa, że podpisy są sfałszowane, to niech to zgłosi na policję. Jak policja im to udowodni, to oni się wtedy zastanowią co zrobić – dodała pani Czternastek. Próbowaliśmy także skontaktować się z firmą PTS, niestety nie uzyskaliśmy żadnych informacji. Usłyszeliśmy tylko, że pani nie czuje się kompetentna do udzielania wypowiedzi. 490 zł musi zapłacić mieszkanka powiatu trzebnickiego firmie Polska Telefonia Stacjonarna za zerwanie umowy promocyjnej. [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here