Dość z nachalną propagandą! Mieszkańcy o „Panoramie Trzebnickiej”

166

Jak zauważa reporterka PRW Martyna Czerwińska, mimo że liczba mieszkańców gminy wynosi niespełna 23 tysiące mieszkańców (wszystkich domostw w gminie jest około 5,5 tys.), to w grudniu nakład biuletynu wyniósł aż 20 tysięcy sztuk, co w praktyce oznacza, że do jednego domu mogło trafić nawet kilka gazet.

To świetna rozpałka

Czy taka ilość jest konieczna? – pyta reporterka mieszkańców. Oto zebrane wypowiedzi:

Pewnie, że za dużo. Jak się otwiera gazetę, to na każdym zdjęciu jest pan burmistrz. To na pewno jest jakaś pochwała dla siebie, bo to wszystko pokazuje co zrobił najlepiej. Chociaż fajnie robi w Trzebnicy, ale tego jest faktycznie za dużo – to głos jednej z mieszkanek.

Mieszkam na nowym osiedlu i tam są wkładane gazety do skrytki na listy. Ja tego nie czytam, na ogół ludzie je wyciągają, kładą na skrzynce i lądują do odpadków. Trzebnica jest małym miastem, cokolwiek się dzieje i robi, to ludzie widzą na co dzień. Coś można byłoby za te pieniądze zrobić – skomentował jeden z mężczyzn.

20 tysięcy egzemplarzy w gminie, która ma 23 tysiące mieszkańców, czyli tak naprawdę dla noworodków, dla starców, dla studentów, którzy funkcjonują we Wrocławiu. Pytanie: po co, dlaczego? – pyta starosta Robert Adach.

Reporterka radia dodaje, że „codzienny” nakład gazety jest niewiele mniejszy od świątecznego i wynosi aż 15 tysięcy, (ostatnie wydanie zwiększono do 17 tys. sztuk – dop. red.).

Ludzie mi mówią, że ta gazeta wala się po całym mieście, bo każdy na rodzinę weźmie jedną. Mówią, że się fajnie tym w piecu rozpala… – dodaje starosta.

Chwilę później słuchacze usłyszeli, że… burmistrz Długozima, nie chciał wchodzić w polemikę ze starostą i odesłał dziennikarzy do redaktor prowadzącej urzędowej gazety.

To, że drukujemy tak duży nakład, to wcale nie oznacza, że ona tutaj tak „kisi się”. Ona gdzieś rozchodzi się i przypuszczam, że w wielu miejscach, nie tylko w gminie Trzebnica.  Otrzymujemy sygnały, że jest potrzebna, że czasami w niektórych miejscach jej brakuje, że jej nie ma. Wiem, że gazeta trafia nawet do powiatu milickiego i wołowskiego, do gmin obok. Mamy sygnały, żeby dostarczać gazetę do Żmigrodu. Widocznie jest taka potrzeba, dlatego wychodzimy naprzeciw tym oczekiwaniom – tak sprawę wyjaśnia redaktor prowadząca Agnieszka Pruszkowska-Jarosz.

Dwutygodnik bezpłatny? To jakiś żart!

Chociaż gminny biuletyn reklamowany ukazuje się, jako gazeta bezpłatna, to jednak koszty związane z jej wydaniem wynoszą kilkaset tysięcy – tak tłumaczył Martynie Czerwińskiej starosta trzebnicki.

Kiedyś zażartowałem do burmistrza, że rocznie, wydanie tej gazety, kosztuje moją rodzinę 17-18 zł, i poprosiłem żeby zwrócił moje 17-18 zł, ponieważ głupio, że ja się sam za swoje pieniądze krytykuję. On oczywiście nie zrozumiał do końca mojego żartu, ale wychodzi na to, że burmistrz uprawia politykę za nasze pieniądze. Krytykuje nas za nasze pieniądze, tak nie powinno być, bo to jest: po pierwsze prowadzenie kampanii wyborczej przez 4 lata za pieniądze podatnika; po drugie szkalowanie ludzi za pieniądze podatnika, a po trzecie to działalność niezgodna ze statutem, bo dom kultury nie może się zajmować polityką. Ta gazeta kosztuje kilkaset tysięcy złotych. Czy w gminie Trzebnica nie ma ważniejszych potrzeb? – pyta starosta Robert Adach.

Martyna Czerwińska stwierdziła w audycji, że ogromnym nakładem gazety zszokowany jest medioznawca Adam Szynol: – To zdecydowanie za dużo jak na podmiot, który nie jest podmiotem wolnorynkowym, dlatego że gazeta samorządowa jest jednak w pewnym stopniu utrzymywana przez podatników. W związku z tym wydaje mi się, że nakład, który zbliża się do proporcji 1:1 jest absolutnie pewnego rodzaju niegospodarnością. My wiemy ile dany urząd zdecydował się tego wyprodukować i rozdać. Natomiast, czy rzeczywiście idzie za tym popularność i żądania ze strony czytelników, czy oni potrzebują tego rodzaju tytułów, tego nie wiemy, bo ta prasa jest po prostu bezpłatna.

Kasa idzie na promocje

Agnieszka Pruszkowska – Jarosz, redaktor prowadząca „PT”, przekonuje, że pieniądze przeznaczone na wydanie gazety nie są zmarnotrawione, tylko są to środki przeznaczone na promocję: – Sama byłam świadkiem, jak dziadkowie czy babcie biorą po kilka sztuk, rozsyłają tę gazetę do swojej rodziny. To znaczy, że ta gazeta wędruje nie tylko w samej Trzebnicy, ale również po całej Polsce, a to pociąga za sobą jakąś promocję tej gminy.

– Pan korzysta z tej gazety chętnie, sięga pan po nią? – tak reporterka PRW zapytała spotkanego na Rynku mieszkańca.

– Nie, nie jest ona wiarygodna. To jest gazeta, która chwali burmistrza, reklamuje go na co dzień. Na każdej stronie jest zdjęcie burmistrza, podpis co on nie zrobił, to jest denerwujące. Zrobił dużo, ale sposób podawania tej wiadomości jest denerwujący – odpowiedział trzebniczanin.

Trzeba się chwalić tym, co jest dobre, dlatego piszemy o rzeczach dobrych, pozytywnych. Czasami, jeżeli jest potrzeba o sprawach konfliktowych. Tak jak w każdej gazecie. Staramy się, żeby nie była stricte gazetą samorządową, tylko żeby była gazetą informacyjną na wielu płaszczyznach: zarówno na płaszczyźnie samorządowej, inwestycyjnej i na płaszczyźnie kulturowej i sportu – przedstawiła wizję działalności gazety gminnej zatrudniona tam Agnieszka Pruszkowska -Jarosz.

A jeśli pozytywne rzeczy robi opozycja, to nie warto się tym chwalić? – zapytała Martyna Czerwińska.

No właśnie nie mogę sobie przypomnieć, jakie pozytywne rzeczy robi opozycja. Zastanawiałam się nad tym ostatnio. Jeżeli dla nich negowanie budżetu oraz, że tak powiem, protesty „na nie” do wielu inwestycji, to jest dla nich pozytywna praca, to rzeczywiście piszemy o tym – wyjaśniła Pruszkowska-Jarosz.

Ekspert nie ma jednak wątpliwości: – Moim zdaniem idea pracy samorządowej została nieco zatarta i nieco skrzywiona po tych dwudziestu kilku latach. W 1990 roku, kiedy wchodziła w życie ustawa o samorządzie terytorialnym, to było naturalne, że trzeba ludziom wyjaśnić na czym polega działanie gminy. A do tego służyła prasa samorządowa. Dziś, jak widzimy, samorządowcy, czyli nawet politycy najniższego szczebla, dostrzegają, że ta prasa może pełnić role propagandową, i niestety w bardzo wielu przypadkach taką rolę te gazety pełnią – komentuje Adam Szynol, medioznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Martyna Czerwińska dodała, że na tle innych gazet samorządowych, trzebnicki tytuł ma zdecydowanie wysoki nakład. Dla przykładu obornickie „Z pierwszej ręki” mają 3 tysięczny nakład i ukazują się co 2 miesiące (przy liczbie mieszkańców 18 tysięcy). Podobną częstotliwość wydawania, nakład i liczbę mieszkańców ma gmina Środa Śląska.

W audycji wypowiadało się jeszcze wiele osób. Całość można odsłuchać na stronie Polskiego Radia Wrocław.

Gazety łamią ustawę przyjmując reklamy od prywatnych firm i przedsiębiorców

W ubiegłym tygodniu przedstawiliśmy stanowisko prezesa łódzkiej Regionalnej Izby Obrachunkowej z Łodzi, która zbadała sprawę wydawanych przez samorząd gazet. Dr Ryszard Krawczyk, odpowiadając na zapytanie jednego z burmistrzów, stwierdził, że gazety samorządowe i biuletyny informacyjne, wydawane przez samorządy i instytucje im podległe (jak np. ośrodki kultury, a przypomnijmy, że TCKiS jest wydawcą „PT”), nie mogą pobierać opłat za przyjmowanie reklam od prywatnych przedsiębiorców i instytucji. Samorządy mogą prowadzić tylko i wyłącznie działalność gospodarczą, która zaspokaja podstawowe potrzeby mieszkańców. – Nie ulega wątpliwości, że publikowanie reklam i płatnych ogłoszeń takich warunków nie spełnia – pisał prezes RIO. Dr Ryszard Krawczyk dodał, skoro przyjmowanie reklam i ogłoszeń nie zaspokaja zbiorowych potrzeb społeczności lokalnej, to nie jest ono zadaniem użyteczności publicznej, w myśl której funkcjonują samorządy. – W konsekwencji za niedopuszczalne należy uznać zamieszczanie ogłoszeń reklamowych w wydawnictwie gminy – dodał. Stanowisko prezesa RIO przesłaliśmy do burmistrzów gmin, w których wydawane są biuletyny samorządowe, z informacją o prowadzeniu przez nich działań sprzecznych z ustawą, czyli niezgodnych z prawem. Czekamy na reakcję.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here