Pęgowianie nie chcą masztu

489

Mieszkańcy spotkali się z dziennikarką tuż przy szkole. Jak podkreślała Martyna Czerwińska, przyszło ich sporo jak na tak silny mróz.

Najprawdopodobniej jeszcze w tym roku, 53 metrowa, stalowa wieża stanie w Pęgowie. Najprawdopodobniej, bo przez protesty mieszkańców może się to przedłużyć. Jak się można domyślić, nie budzi to entuzjazmu ludzi. Najgłośniej protestują ci, którzy mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie – powiedziała Martyna Czerwińska i oddała głos jednej z mieszkanek.

– Obawiam się promieniowania, tego, że źle wpłynie na moje zdrowie i  zdrowie moich wnucząt – powiedziała pęgowianka. Dziennikarka zauważyła, że  przecież w sąsiedztwie stoi już jedna wieża. Zapytała, dlaczego to ta druga budzi kontrowersje.

Pierwsza też budziła kontrowersje, ale nic nie udało się nam wskórać, pomimo protestów – powiedziała inna mieszkanka wsi i dodała, że teraz obok siebie będą stały dwie wieże, a w odległości około 300 metrów jest szkoła i przedszkole. Martyna Czerwińska zapytała również, czy mieszkańcy już odczuwają jakieś negatywne skutki oddziaływania wieży. Jedna z kobiet odparła, że od dwóch lat leczy się na uporczywy ból głowy, a nie stać jej na to, żeby zasięgnąć opinii specjalistów, czy schorzenie jest spowodowane właśnie bliskością masztu.

Starosta musiał wydać pozwolenie – taki plan

Dziennikarka zadała również pytanie obecnemu podczas programu staroście trzebnickiemu Robertowi Adachowi, czy mógł w jakiś sposób wycofać się ze zgody, którą dał na postawienie masztu.

To nie zgoda, a decyzja administracyjna. Dokumentem, który reguluje porządek urbanistyczny na danym terenie jest plan zagospodarowania. Niektóre gminy wpisały, że lokalizację masztów telefonii komórkowej lub radia dopuszcza się tylko na terenach rolniczych, w odległości minimum 200 metrów od zabudowy. Starostwo powiatowe sprawdza tylko zgodność wniosku z przepisami i dokumentami – powiedział Robert Adach i dodał, że pierwszy wiosek od inwestora wpłynął w 2011 roku i starostwo kilkakrotnie wzywało inwestora do uzupełnienia go, ale kiedy dokumentacja nie budziła zastrzeżeń, powiat musiał wydać pozwolenie na budowę. Jak dodał, na terenach zurbanizowanych każdy mieszka w promieniu kilkuset metrów od kilku wież i zawieszonych na nich przekaźnikach. Jako przykład podał mieszkania, w okolicach bazyliki w Trzebnicy. – Z jednej strony każdy z nas chce mieć zasięg swojej sieci komórkowej, z drugiej, jak najbardziej zgadzam się z głosem mieszkanki, że trzeba to robić w sposób zdrowy – zaznaczył starosta.

Gmina odwołuje się do wojewody

Martyna Czerwińska zaprosiła na nagranie również przedstawiciela Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich. Dziennikarka zapytała Anetę Łochańską – Czerkas, z wydziału architektury, dlaczego gmina zgłosiła uwagi do projektu i dlaczego staje w obronie mieszkańców.

Gmina była stroną i mogła zapoznawać się z dokumentacją projektową. Jak mówiono wcześniej, wniosek o pozwolenie na budowę był składany dużo wcześniej, wskutek nieprawidłowości inwestor poprawiał ją. Najbardziej bulwersuje nas to, że będzie to druga taka inwestycja na jednej działce. Pierwsza jest usytuowana bliżej torów kolejowych, następna przybliża się do terenów mieszkaniowych – powiedziała Aneta Łochańska -Czerkas i dodała, że zgodnie z analizą kwalifikacyjną, teren podwyższonego oddziaływania zahacza również o działki gminne. Urzędniczka dodała również, że należałoby jeszcze raz przeanalizować sytuację i być może, mniejsze kontrowersje budziłoby podwieszenie anteny na istniejącym już maszcie. Podkreśliła, że uchybienia w dokumentacji spowodowały, że nie można zwolnić inwestycji od konieczności uzyskania decyzji środowiskowej, co również gmina podniosła w odwołaniu skierowanym do wojewody.

Po 2010 roku, po nowelizacji przepisów gmina ma znacznie mniejsze możliwości, żeby zmieniać miejscowy plan tak, aby wprowadzać ograniczenia dla tego typu inwestycji – zaznaczyła urzędniczka.

Mieszkańcy proszą i piszą petycje

Martyna Czerwińska zapytała sołtyskę Pęgowa Martę Rogalę, czy nie martwi ją to, że przy budowie farm wiatrowych potrzebne są raporty środowiskowe, a w przypadku masztów telefonii komórkowej nie.

Tak, bo w gruncie rzeczy jeśli inwestor zrobi wszystko z prawem, to będzie mógł postawić maszt – powiedziała sołtys i dodała, że jeden masz już stoi na trenach przemysłowych, które są tuż obok terenów mieszkaniowych, a obok jest szkoła i przedszkole.

Mieszkańcy mogą tylko protestować i apelować do burmistrza, bo to on jest stroną w postępowaniu.Możemy tylko prosić. Jako mieszkańcy zostaliśmy powiadomieni o budowie tej wieży 8 marca w 2013 roku. Skierowano prośbę do gminy i wydaje się, że gmina stoi w naszej obronie.

– Przed chwilą byłam u pana, który mieszka pod samym masztem i dzierżawi teren pod przekaźnikiem. On mówi, że czuje się dobrze, że jego głowa nie boli. Czy pan podziela jego spokój? – zapytała prowokacyjnie Martyna Czerwińska jednego z mieszkańców.

– No najlepiej siedzieć pod wieżą, bo całe promieniowanie idzie górą. Ale ci, którzy mieszkają troszkę dalej mogą się obawiać – powiedział mieszkaniec, który dodał, że w tej chwili już tylko burmistrz może bronić mieszkańców.

Badania dają różne wyniki

Dziennikarka zapytała również czy gmina dysponuje jakimiś badaniami, które mogłyby uspokoić mieszkańców, że nic im nie grozi.

– Nie. Najbardziej niepokojące jest to, że parametry tej stacji i anten są tak dobrane, że w ogóle nie wymaga to oceny oddziaływania na środowisko – powiedziała urzędniczka i dodała, że przepisy są tak zliberalizowane, że w gruncie rzeczy, trzeba wierzyć inwestorowi na słowo i dopiero po zakończeniu inwestycji, można zmierzyć, czy moc anten jest taka jaką zadeklarował wcześniej w dokumentacji.

Martyna Czerwińska powołała się na fakt, że różne badania oddziaływania stacji bazowych dają bardzo różne wyniki. Według jednych zupełnie nie mają wpływu na ludzi, a zgodnie z innymi powodują między innymi ból głowy i problemy ze snem.

Jesteśmy zdeterminowani i nie odpuścimy – powiedziała mieszkanka Pęgowa. Starosta Robert Adach dodał, że niepokoi go to, że maszt ma się znaleźć w okolicy szkoły:

Już w 2008 roku sygnalizowaliśmy, że dobrze by było zawrzeć w planie zakaz budowy masztów. Niestety gmina tego nie zrobiła i jesteśmy pod ścianą. Starostwo może tylko sprawdzać dokumentację – powiedział starosta i dodał, że plan można było zmienić tylko w 2008 roku, a teraz jest za późno, przez zliberalizowane przepisy i teraz będzie bardzo trudno zgodnie z prawem zablokować tę inwestycję.

Na koniec programu przytoczono wypowiedź Mirosława Ostrowskiego, który jest dyrektorem technicznym PRW. Ekspert zaznaczył, że wszystkie urządzenia muszą mieć odpowiednie certyfikaty. Jego zdaniem dużo bardziej niekorzystne jest długie rozmawianie przez telefon, niż przebywanie w okolicy nadajników.

Cały reportaż można posłuchać na /www.prw.pl

2 KOMENTARZY

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here