Mały Filipek potrzebuje wsparcia i pomocy ludzi dobrej woli

729

W ubiegłym tygodniu burmistrz Robert Lewandowski przekazał mamie chłopca zebrane środki finansowe. Podczas tegorocznego balu padła rekordowa suma środków zebranych przez ludzi dobrej woli – ze sprzedaży podarowanych przez sponsorów darów, udało się zebrać 16,5 tys. złotych.

Udaliśmy się razem z burmistrzem, by przekazać pani Anecie – mamie Filipa, tę dobrą wiadomość. Razem z dwójką starszych dzieci mieszka w niewielkim mieszkaniu w Korzeńsku. Zajmują dwa pokoje, kuchnię, mieszkanie jest ładnie i schludnie urządzone.

W dużym pokoju, w dziecięcym łóżeczku czekał na gości mały Filipek. Jak każdy brzdąc, otoczony był mnóstwem zabawek, którymi z zaciekawieniem się przyglądał, energicznie wymachiwał rączkami i nóżkami, kiedy tylko widział swojego ulubionego pluszaka. To, co zdradza jego chorobę, to otaczający go sprzęt. Jest podłączony do respiratora, dzięki któremu może swobodnie oddychać, oprócz tego karmiony jest przez gastrostomię – przyjmuje wstrzykiwane specjalne posiłki w płynach, obok leżą najpotrzebniejsze lekarstwa. Jak się dowiadujemy, chłopiec od kilku miesięcy nie może wyjść na dwór z powodu infekcji.

O tym, że pani Aneta urodzi chorego chłopca, dowiedziała się będąc w 6 miesiącu ciąży: – Źle się czułam, jednak lekarz podczas kontroli nie stwierdził nic niepokojącego, dopiero kiedy udałam się na wizytę do innego specjalisty, dowiedziałam się, że urodzę dziecko z chorobą genetyczną. Na początku byłam w szoku, nie wiedziałam co mam robić, tym bardziej, że wcześniej urodziłam dwoje zdrowych dzieci. Wiedziałam też, że Filip będzie miał skrócone kończyny, ze urodzi się z wadą serca, to wszystko spadło na mnie tak nagle. Urodził się 23 sierpnia, był bardzo słaby, dostał tylko 1 punkcik w skali APGAR, lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Miał problemy z oddychaniem, dopiero kiedy wykryli i operacyjnie wycięli mu guza z noso-gardła, to zaczął samodzielnie oddychać. Po urodzeniu przeszedł jeszcze laserową operację oczu. Do domu mogliśmy wyjść w połowie grudnia – opowiada mama Filipka.

Pani Aneta, będąc w szpitalu musiała nauczyć się specjalistycznej opieki nad synkiem. Chłopiec wymaga stałej pomocy, trzeba było nauczyć się reagować w miarę pogorszenia jego stanu zdrowia, teraz w opiece nad malcem pani Anecie pomaga starsza córka.

Z uwagi na zły stan zdrowia, Filip często trafiał do szpitala, gdzie spędzał po kilka miesięcy; przeszedł już kilka poważnych operacji.

Jest szansa na to, że w przyszłości będzie mógł być w miarę samodzielny, być może będzie mógł chodzić. Jednak aby syn pani Anety mógł być w jakimś stopniu samodzielny, potrzeba wielu środków finansowych, przeznaczonych na dalsze leczenie i stałej fachowej rehabilitacji.

Niebawem, razem ze swoją mamą wyjedzie na pierwszy turnus rehabilitacyjny: – Właśnie zapisuję najpotrzebniejsze rzeczy, jakie muszę zabrać ze sobą. Chciałabym kupić używane łóżeczko turystyczne dla dzieci, ale takie, które miałoby otwierany jeden bok, bym mogła bez trudu włożyć do środka respirator. Oprócz tego wózek, niezbędne leki. Na turnus pojadę razem z lekarką, która prowadzi Filipa, ona pomoże nam we wszystkim. Mój synek będzie najmłodszym uczestnikiem turnusu, więc zapewne będę mogła porozmawiać z rodzicami, którzy mają tak samo chore dzieci jak ja, wymienić się z nimi doświadczeniem -dodaje pani Anita.

Od czerwca ubiegłego jest podopiecznym fundacji „Potrafię pomóc”. Za naszym pośrednictwem, najbliżsi Filipka proszą ludzi dobrej woli o podarowanie 1 %, który zostanie przekazany na jego dalsze leczenie. Indywidualnych wpłat można dokonywać na specjalnie założone konto:

Fundacja „Potrafię pomóc” ul. Dworcowa 14/5, 50-456 Wrocław,

KRS: 0000303590 z dopiskiem Filip Gawłów

numer konta: 31 1050 1575 1000 0023 3289 4001

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here