Nie ma mocnych na dzikie wysypisko śmieci?

151

Przypomnijmy, w sierpniu ub. roku mieszkańcy Pęgowa złożyli do gminy zawiadomienie, że właściciel terenu po byłej kopalni gliny wrzuca do nieczynnego wyrobiska śmieci, głównie komunalne (kiedyś mieszkańcom udało się oprotestować próby zasypania glinianki popiołami i innymi odpadami przemysłowymi). Właściciel nie reagował na uwagi innych pęgowian, mimo że teren ten, położony pod lasem, w miejscowym planie zagospodarowania przeznaczony jest na usługi rekreacyjne.

W dodatku glinianka jest ważnym elementem melioracyjnym: zbiera wody opadowe z okolicznych terenów i odprowadza do rzeki. Teraz, zanieczyszczona gnijącymi resztkami, śmierdząca, stanowi zagrożenie epidemiologiczne.

Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu NOWej gazety trzebnickiej

Mi[hidepost=0]eszkańcy fakt zanieczyszczania glinianki zgłaszali policji, a ta przesyłała odpowiednie notatki do urzędu gminy. W końcu zawiadomili Radę Miejską, a skargę poparli bogatą dokumentacją zdjęciową. Burmistrz zareagował w listopadzie, wzywając właściciela działki do pisemnego wyjaśnienia, w jakim celu i z jakim przeznaczeniem są składowane odpady oraz o wskazanie źródła pochodzenia śmieci. Nakazał również podjęcie stosownych działań, zmierzających do „usunięcia nieprawidłowości”, jak również do natychmiastowego zaprzestania przywożenia jakichkolwiek odpadów na tę działkę, do czasu zajęcia stanowiska przez starostwo powiatowe. Ponieważ właściciel nie reagował, na początku listopada zawiadomiono policję, a pod koniec – prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Burmistrz Obornik Śląskich zwrócił się także z wnioskiem do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska o przeprowadzenie kontroli na działce. Prokurator Jerzy Prędota z Prokuratury Rejonowej w Trzebnicy powiedział niedawno w reportażu Martyny Czerwińskiej z Radia Wrocław, że ustalono już, jakie śmieci są składowane w Pęgowie, i że właściciel nie ma żadnego zezwolenia na uprawianie tego procederu. Wśród śmieci znaleziono plastiki, folię, odpady wielkogabarytowe jak: meble, opony, odpady metalowe, zawierające beton. – Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie umyślnego składowania dokonywania wbrew przepisom odpadów oraz zasypywania nimi zbiorników wodnych w takich warunkach i w taki sposób, że mogło to zagrozić zdrowiu wielu osób – powiedział prokurator. Sprawcy grozi za to kara do pięciu lat więzienia. Ponieważ właściciel nie podporządkował się decyzji burmistrza i nie usunął śmieci, prokuratura zwróciła się do szefa samorządu o nałożenie kary finansowej, w wysokości….10 tys. złotych. – Cała ta procedura ruszyła, tylko co z tego. Co z tego, że ona trwa, skoro w trakcie jej trwania ten pan przywiózł „dwa budynki” z Wrocławia. I to narasta, narasta, a ja tracę nadzieję, że kiedykolwiek zostanie to usunięte – mówiła Polskiemu Radiu Wrocław sołtyska Pęgowa Marta Rogala, a prezes stowarzyszenia rozwoju Pęgowa Maciej Borowski dodał, że jest tego już mniej więcej 150 tys. ton: – Ostatnio przyjechały „dwa budynki” z ul. Obornickiej we Wrocławiu. Nie wiem, czy nie ma wśród tych odpadów azbestu, bo to były takie budynki drewniano azebestowe – powiedział zaniepokojony. W dodatku ciężarówki, które wożą odpady niszczą uporządkowaną przez mieszkańców drogę dojazdową okolicznych domów. – Nie ma na niego żadnego bata, albo przepisów, które mogłyby mu utrudnić dojazd . My tutaj przeżywamy makabrę, w lecie się strasznie kurzy, musimy zamykać okna i zapuszczać żaluzje, tyle jest kurzu, a zimą i jesienią musimy wychodzić w kaloszach, bo nie bylibyśmy w stanie przejść suchą stopą – poskarżyła się reporterce radiowej mieszkająca w pobliżu Danuta Mierzwa. – Mieszkamy na jakimś wysypisku śmieci. To nie jest żadna rekultywacja. Rekultywacja musi być robiona zgodnie z planem. Ja nie wiem, jak my to wytrzymamy. 150 tys. ton – tyle śmieci może być na nielegalnym wysypisku w Pęgowie. [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here