Ukrywana informacja o azbeście

70

W połowie stycznia zamieszczono informację o możliwości zapoznania się z wszelkimi pismami i opiniami, w związku z prowadzonym postępowaniem dotyczącym rozbudowy składowiska odpadów w Marcinowie, o kwaterę do składowania azbestu. Zgodnie z obwieszczeniem, każdy zainteresowany może przyjść do wydziału ochrony środowiska, do pokoju 129 i w godzinach pracy zapoznać się z dokumentacją. Tyle obwieszczenie, a jak jest w rzeczywistości?

W myśl ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku, dokumenty wskazane w obwieszczeniu, są dostępne bez składania pisemnych wniosków. Po prostu, wystarczy w godzinach pracy urzędu, odwiedzić wskazany pokój i przejrzeć zgromadzone pisma. W praktyce jednak okazuje się że urzędnicy nic sobie nie robią z prawa i każą zainteresowanym składać pisemne wnioski o udostępnianie dokumentów, łamiąc tym samym zapisy ustawy. Takie zapewnienia otrzymaliśmy od oburzonej mieszkanki Pawłowa Trzebnickiego, którą w ten sposób „odesłano z kwitkiem”.

Pani Dominika udała się do wydziału, chcąc przejrzeć zebrany do tej pory materiał. Już na miejscu urzędniczka odmówiła kobiecie wglądu do dokumentów, sugerując, że musi wystąpić z pisemnym wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej! Co ciekawe, segregator ze sprawą znajdował się w tym samym pokoju. Wystarczyło zatem wyciągnąć i podać zgromadzone na tym etapie dokumenty. Zgodnie z „instrukcją”, pani Dominika napisała wniosek o udostępnienie informacji publicznej, w którym poprosiła o przesłanie skserowanych dokumentów na podany adres korespondencyjny, jednak na pismo złożone w urzędzie 30 stycznia nie otrzymała dotychczas odpowiedzi.

Jestem bardzo zawiedziona działaniami burmistrza i tym, że nie liczy się z opinią mieszkańców. Ja, oraz kilku mieszkańców Pawłowa Trzebnickiego wnioskowaliśmy o uznanie nas za strony postępowania w toczącym się jeszcze w sierpniu postępowaniu o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla rozbudowy wysypiska w Marcinowie, jednak burmistrz uznał, że  nie widzi naszego interesu prawnego. W piśmie z dnia 24 września 2013 r. stwierdza że…. „oddziaływanie planowanej inwestycji nie obejmuje swoim zasięgiem Pani nieruchomości”. Dodam, że wysypisko jest oddalone o około 2 km od mojego domu i nie rozumiem jak składowisko azbestu nie wpłynie na moją nieruchomość, a tym bardziej na moje zdrowie! Gdybym chciała sprzedać dom – to nikt go ode mnie nie kupi, bo kto chciałby mieszkać w okolicy składowiska azbestu? Najbardziej denerwujący jest fakt, że w tym samym piśmie zachęca mnie do zapoznania się z treścią decyzji, a gdy się po nią zgłaszam – pracownik urzędu każe mi napisać wniosek o udostępnienie informacji publicznej – na udzielenie którego mogę czekać nawet 30 dni, w tym czasie na pewno minie mi termin na wnoszenie uwag! – powiedziała rozżalona pani Dominika.

 W podobnym tonie wypowiedziała się inna z mieszkanek Pawłowa Żaneta Błaszak: – Już teraz wszyscy mieszkańcy „odczuwamy” delikatnie mówiąc skutki bycia sąsiadami wysypiska, czyli ogromny smród. Co dopiero będzie, jak będzie zwożony tam azbest – cichy zabójca. Mam małe dziecko i obawiam się o zdrowie jego oraz swojej rodziny. Poza tym pan burmistrz za strony postępowania uznał mieszkańców Marcinowa, które jest oddalone od wysypiska, mniej więcej tak jak Pawłów, a nas natomiast za stronę nie uznał.

Zdziwiliśmy się słysząc takie informacje ze strony mieszkanek, dlatego sami postanowiliśmy sprawdzić, jak w praktyce wygląda dostęp do jawnych dokumentów. Udaliśmy się jako mieszkańcy gminy Trzebnica, zainteresowani sprawą, do wydziału ochrony środowiska i poprosiliśmy o przedstawienie nam zgromadzonego materiału (dostępnego zgodnie z wydanym obwieszczeniem). Urzędnik, Szczepan Gurboda, również nam odmówił okazania pism, nakazując napisanie wniosku. Gdy poprosiliśmy o podstawę prawną, próbował wmówić nam, że tak stanowi ustawa. Tymczasem jest to nieprawda, bo ustawa wyraźnie mówi, że nie należy składać pisemnych wniosków, do dokumentacji, która nie wymaga wyszukiwania. A przecież owe dokumenty, zostały zgromadzone we wskazanym w obwieszczeniu pokoju. Umówiliśmy się, że jeden z naszych dziennikarzy złoży pisemny wniosek, natomiast drugi złoży tylko ustną prośbę o okazanie dokumentów w sprawie. Udaliśmy się do biura podawczego, gdzie odręcznie napisaliśmy pismo. Już z podbitą kopią ponownie odwiedziliśmy wydział ochrony środowiska. Niestety, i tym razem nie mogliśmy przejrzeć materiałów. Naczelnik Gurboda poinformował nas, że w wyznaczonym przez niego terminie będziemy mogli się zapoznać z pismami i opiniami. Pytaliśmy, dlaczego nie możemy przejrzeć dokumentacji na miejscu. Czy termin zamierza wyznaczyć na następny dzień, 2 tygodnie czy może za kilka miesięcy? – próbowaliśmy dociec. Na to pytanie urzędnik konsekwentnie unikał odpowiedzi, stale powtarzając, że po przygotowaniu dokumentów, będziemy mogli je przejrzeć. O jakie przygotowanie chodziło, skoro całość była już przygotowana? Tego nie wiemy. Nie wiemy też, czy postępowanie urzędników to zwykła złośliwość, czy może próba zniechęcenia mieszkańców do interesowania się inwestycjami gminy.

Cała sprawa, a może raczej farsa, skończyła się na napisaniu skargi na urzędnika, który utrudniał nam dostęp do zapoznania się z dokumentami. Jednocześnie drugi dziennikarz napisał pismo, że z dokumentami w ogóle nie mógł się zapoznać. Na drugi dzień, dziennikarz, który złożył pisemny wniosek otrzymał zawiadomienie na maila, mimo, że podał tylko adres domowy i telefon, że wykazane w obwieszczeniu dokumenty są dostępne do wglądu. Na drugie pismo do dzisiaj nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Co kryją dokumenty? Jakie zawierają informacje? O tym napiszemy za tydzień.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here