Nienaruszalny sołtys

957

Kilka dni temu do redakcji przyjechały dwie mieszkanki Kałowic, Beata Kowalska i Danuta Owoc z prośbą o interwencję: We wsi doszło do konfliktu między częścią mieszkańców a sołtysem. Kroplą przelewającą czarę goryczy miało być wystąpienie sołtysa – radnego przeciwko przyznaniu wsi 12 tys. zł na na budowę placu zabaw i blaszanego garażu. Gdy postanowili odwołać szefa sołectwa, ten początkowo sam zgodził się odejść, a następnie, za namową wójta, postanowił nie dopuścić do zebrania wiejskiego, które może podjąć odpowiednią uchwałę.

Ryszard Rogoza ma w Kałowicach wyrobioną pozycję: sołtysuje już od wielu lat, przez kilka kadencji reprezentuje okręg w Radzie Gminy. Jednak, od czasu, gdy we wsi budują się i osiadlają nowi mieszkańcy, głównie przybysze z Wrocławia, o odmiennych potrzebach i wizji rozwoju miejscowości, jego popularność maleje. Ostatnie wybory na sołtysa wygrał tylko jednym głosem, a jego przeciwnik Zbigniew Tyczka został przewodniczącym Rady Sołeckiej. Wtedy współpraca przestała się układać. Propozycję rozwiązania sytuacji złożył sam sołtys, gdy na zebraniu wiejskim 8 września ub. roku poinformował mieszkańców, że poda się do dymisji.  – Podziękowaliśmy mu za to, bo uznaliśmy, że jest to bardzo słuszna decyzja; takie honorowe odejście pozwoli zlikwidować konflikty. Zapewniliśmy go, że zrobimy uroczyste pożegnanie – powiedziała nam Beata Kowalska. – Następnego dnia sołtys przyszedł do mnie i poprosił, żebym pojechała z nim do pana wójta w sprawie funduszu sołeckiego. Przy mnie powiedział: „Panie wójcie, ja składam dymisję”. Wójt Robert Borczyk odpowiedział mu, że aby dymisja była ważna, musi być złożona na piśmie. Wtedy sołtys powiedział, że na drugi dzień przyniesie odpowiednie pismo.

Jednak po dwóch tygodniach na zebraniu wiejskim sołtys powiedział, że wójt dymisji nie przyjął, bo we wsi budowana jest świetlica i sołtys powinien zostać do zakończenia budowy. – Doszliśmy do wniosku, że wójt nie wie, co się naprawdę dzieje we wsi i jaki jest stosunek sołtysa do oddolnych inicjatyw. Pojechaliśmy do wójta, który wyjaśnił, że odwiódł sołtysa od złożenia pisma, ponieważ ten miał podejmować tę decyzję pod presją – powiedziała mieszkanka Kałowic.

8 października mieszkańcy – do pisma dołączono trzydzieści pięć podpisów – napisali list do wójta z prośbą, żeby nie odwodził sołtysa od podjętej decyzji o dymisji. Reakcja szefa samorządu była niespodziewana – zakwestionował oryginalność niektórych podpisów pod petycją.

23 grudnia ub. roku grupa mieszkańców sporządziła wniosek do sołtysa o zwołanie zebrania wiejskiego w sprawie odwołania sołtysa. Podpisało się pod nim 26 osób. Zgodnie ze statutem Kałowic sołtys jest zobowiązany do zwołania zebrania już na wniosek 20 osób.

Jednak sołtys odmówił zwołania zebrania, za to na tablicy ogłoszeń powiesił pismo, w którym stwierdził m.in., że mieszkańcy nie mają prawa do wyznaczania terminu, ani porządku obrad zebrania wiejskiego, a do zwoływania zebrania w celu odwołania sołtysa upoważniony jest tylko wójt.

Pismo sołtysa pojawiło się w gablocie 29 grudnia, a na 30 grudnia była wyznaczona sesja Rady Gminy. Chciałam, żeby o sprawie dowiedzieli się radni, więc przez noc przygotowałam, po konsultacji z kilkoma mieszkańcami, wniosek o rozpatrzenie na sesji Rady Gminy niezwołania na wniosek mieszkańców zebrania w celu odwołania sołtysa. Wniosek podpisałam „Mieszkańcy Kałowic”, choć nie zdążyłam już przejść po domach i zebrać podpisy. Musiałam się spieszyć, bo o godz. 7.30 rozpoczynały pracę komisje. Zaniosłam je do gminy, ale choć na piśmie jest nazwisko i adres zwrotny przewodniczącego Rady Sołeckiej, a wręczyłam je wójtowi osobiście, ten potraktował je jak anonimowy donos. Dodam, że podpisy zebraliśmy w kolejnych dniach. 9 stycznia na tablicy ogłoszeń został wywieszony list „do wszystkich mieszkańców Kałowic”, kopie tego listu niebawem mieszkańcy otrzymali na prywatne adresy – powiedziała Beata Kowalska.

W liście otwartym wójt poparł sołtysa w sprawie odmowy zwołania zebrania wiejskiego: „Owszem sołtys ma obowiązek zwołania zebrania na wniosek co najmniej 20 uprawnionych mieszkańców, ale to sołtys decyduje o dacie i miejscu takiego zebrania. Statut nie precyzuje w jakim terminie takie zebranie musi zostać zwołane”(!) – pisał do mieszkańców wójt.

Znacznie więcej miejsca wójt poświęcił interpretowaniu statutu w gestii samej procedury odwołania. Otóż mimo iż statut Kałowic jasno określa, że zebranie wiejskie jest prawomocne, gdy uczestniczy w nim co najmniej ¼ uprawnionych mieszkańców, a jeśli tylu się nie zbierze, to można zwołać drugą turę i po piętnastu minutach obradować w mniejszym składzie, wójt przedstawił własną interpretację i dowodził, że „jest więc jasne i oczywiste, że pełny skład zebrania (…) stanowią wszyscy stali mieszkańcy sołectwa uprawnieni do głosowania„. I przekonywał dalej, że: „Takie obwarowanie wprowadzone zostało w celu stabilizowania samorządu lokalnego, by nie mógł być on zmieniany po kilka razy w kadencji” interpretuje przepis ze statutu. Przy okazji, wójt wyjaśnia, że „tylko sołtys może zwołać zebranie wiejskie„. I choć przyznaje, że statut pozwala także przewodniczącemu rady sołeckiej na zwoływanie zebrań, ale tylko w czasie nieobecności sołtysa; „Przy czym nie chodzi tu o jakąś krótkotrwałą nieobecność” – dodaje już od siebie szef samorządu.

List już otrzymał nazwę „Odezwa do Narodu”, także z powodu patetycznych haseł: „Nikomu nie wolno dzielić i antagonizować. Nikt nie ma praw niszczyć tego, co w takim trudzie i mozole zostało w Waszym sołectwie stworzone”. Wójt po nazwisku wskazuje, też kogo uważa za wroga: To panie Danuta Owoc oraz Beata Kowalska, które zrezygnowały z działalności w Grupie Odnowy Wsi.

Wójt Robert Borczyk potwierdza te fakty. Jednak jego zdaniem to aktywność pań: Kowalskiej i Owoc, ich inicjatywy i działalność społeczna miały zdyskredytować osiągnięcia sołtysa i doprowadziły do konfliktów we wsi. – Zacznijmy od początku – powiedział nam wójt i opowiedział swoją wersję genezy konfliktu: Jego zdaniem Ryszard Rogoza jest bardzo dobrym samorządowcem. Sołtysuje w Kałowicach od wielu kadencji również w Radzie Gminy zasiada od 1990 roku, z przerwą w kadencji 2002-2006 (w 2010 do rady wszedł bez głosowania, bo nie miał kontrkandydata – przyp. ANB). Jak twierdzi, to właśnie próby pomniejszania jego zasług spowodowały konflikt w wiosce.

Zwróciłem się do wszystkich mieszkańców, żeby uspokoić atmosferę na wsi. To co się stało w Kałowicach to rzecz nieprawdopodobna. To się nigdy nie działo w tej miejscowości – powiedział nam Robert Borczyk. Według jego relacji, sołtys został zmuszony do złożenia odwołania. – Powiedziałem pani Kowalskiej i panu Tyczce: „Chcecie odwołać sołtysa, to napiszcie odpowiedni wniosek„.

Problem w tym, że wójt już poparł argumenty sołtysa za odrzuceniem wniosku, bo przecież sam stwierdził, że prawo zwołania wiejskiego zebrania ma tylko sołtys, to on wyznacza termin i miejsce, on określa porządek obrad. W dodatku wójt sugeruje, że na przekazanym sołtysowi wniosku część podpisów została sfałszowana. Swoich podejrzeń, jak dotąd, nie zgłosił organom ścigania, nie chce też ujawnić, na jakiej podstawie mówi o fałszerstwie.

Zamiast wskazać, jak powinien wyglądać wniosek o zwołanie zebrania, który zdobyłby jego akceptację, wójt w swojej odezwie do mieszkańców dowodzi, że statut sołectwa i tak praktycznie wyklucza możliwość odwołania sołtysa, bo żeby takie zebranie było ważne muszą w nim wziąć udział, uwaga… „wszyscy stali mieszkańcy uprawnieni do głosowania”. Takie wyjaśnienie oznacza, że wystarczy, iż na zebranie nie przyjdzie sołtys lub jedna osoba popierająca go, a zebranie, według wójta, będzie niezdolne do podejmowania decyzji, co jest oczywiście absurdem. Wójt twierdzi, że takie wnioski nasuwa specjalnie sporządzona ekspertyza prawna statutu. Dokumentu jednak nie pokazał. – Moim zdaniem zapis w statucie jest jednoznaczny, a skoro nadzór wojewody go nie zakwestionował, tak należy go interpretować – powiedział Robert Borczyk. – Uszanuję wolę tej grupy, ale muszą złożyć właściwy wniosek o odwołanie sołtysa. Pismo powinno zawierać stwierdzenie: „Prosimy o zwołanie zebrania w celu odwołania sołtysa”. Jeżeli otrzymam taki wniosek, zebranie zwołam.

Niestety, mimo kilkakrotnych prób, nie udało nam się skontaktować z sołtysem: otrzymywaliśmy informację, że nie ma go w domu, albo nikt nie odbierał telefonu.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here