Boję się, że zamarznę we własnym łóżku

105

Z prośbą o interwencję zwróciła się do nas pani Anastazja Bielicka, której siostra, Zofia Winiarska mieszka w wielorodzinnym, komunalnym domu przy ul. Parkowej.

Ja już nie mogę znieść tego, w jakich warunkach przyszło żyć mojej siostrze. To jest starsza, 70-letnia schorowana kobieta, która nie potrafi o siebie zadbać. Dlatego to ja poprosiłam o pomoc – wyjaśnia Anastazja Bielecka.

Był palacz, było ciepło

Wcześniej pani Zofia mieszkała u siostry Anastazji w Siemianicach. Pani Zofia dostała mieszkanie komunalne w 2000 roku. Ma dwa malutkie pokoje, w sumie 24 mkw. Mieszkanie jest zadbane, bardzo czyste, ściany są wymalowane, nigdzie nie ma śladu nawet najmniejszego kurzu.

Cieszyłam się, że będę sama mieszkać, że wreszcie po tylu latach będę miała swoje mieszkanie. Staram się bardzo o nie dbać – mówi starsza kobieta.

Problemy z utrzymaniem normalnej temperatury w mieszkaniu pani Zofii zaczęły się po wymianie ogrzewania. Jak mówi kobieta, wcześniej, kiedy był palacz, w jej mieszkaniu było ciepło. Nie narzekała, bo nie miała na co:

To był dobry człowiek, sam chodził i dopytywał czy wszędzie jest ciepło. Do pieca dokładał w dzień i w nocy. Było widać, że zależało mu na nas. To on obsługiwał piec i palił. Nawet w największe mrozy było cieplutko, mimo tego, że miałam stare grzejniki, a i okna nie są zbyt szczelne.

Gdzie leży problem?

Zimno zrobiło się w mieszkaniu, kiedy wymieniono piec na gazowy. Pani Zofia żali się, że nie dość, że marznie, to jeszcze rachunki za ogrzewanie są znacznie wyższe.

Cały artykuł dostępny jest w wydaniu papierowym NOWej gazety trzebnickiej. Tekst można również przeczytać, po zalogowaniu do naszego portalu. Zachęcamy zatem do rejestracji.

[hidepost=0]- Już pierwszej zimy po wymianie ogrzewania widziałam, że coś jest nie tak. Moje grzejniki w ogóle nie grzały. Kiedy pierwszy raz poszłam do gminy zgłosić, że mam w domu zimno, odpowiedziano mi, że moje mieszkanie jest na samym końcu, na najwyższym piętrze, i że w związku z tym u mnie zawsze będzie zimno. Teraz już wiem, że źle zrobiłam, ale po prostu uwierzyłam w to, co usłyszałam. Siostra jednak poradziła mi, żebym dalej próbowała coś wskórać. Kiedy robiło się naprawdę zimno, siostra brała mnie do siebie, szłam też pomieszkać u siostrzenicy, ale one obie nie mają warunków, żeby mnie gościć – opowiada pani Zofia. Kobieta dodaje, że za namową siostry i siostrzenicy zaczęła deptać ścieżki do gminy: – Najpierw wymieniono grzejniki. Stare były całe zarośnięte kamieniem i brudem, zapowietrzały się. Niestety, po wymianie nie było cieplej. Grzejniki nadal były zimne. Potem przyszedł kolejny fachowiec, który powiedział, że trzeba te nowe odpowietrzyć; potem kolejny stwierdził, że trzeba upuścić, a potem dopuścić wodę. To też nic nie pomogło. Cały czas w mieszkaniu było zimno. Kolejny pan, który przyszedł sprawdzić dlaczego grzejniki nie grzeją powiedział, że piec na gaz sam się wyłącza jak osiągnie odpowiednią temperaturę, a ja mam zimno, bo jakaś pompa jest za mała i ciepła woda do mojego, końcowego mieszkania nie dociera – opowiada pani Zofia i dodaje, że kiedyś dyrektor ZGM-u co jakiś czas chodził i sprawdzał budynek, a teraz gdyby sama nie upomniała się o siebie, to pewnie zamarzłaby we własnym mieszkaniu. Pomieszkuje u rodziny Kiedy odwiedziliśmy w poprzednim tygodniu panią Zofię w jej mieszkaniu, na dworze było około -12 stopni. Po ostatniej wizycie fachowców, grzejniki faktycznie były ciepłe, ale tylko do połowy. – Dzisiaj to jest cieplutko, ale jeszcze kilka dni temu musiałam otwierać drzwi na korytarz, żeby wpadło mi trochę ciepłego powietrza. Zresztą na szybach dalej mam mróz, kurtki raczej nie zdejmuję. Śpię czasem w płaszczu, w czapce i rękawiczkach – mówi pani Zofia. – Uważam, że to skandal! Co za wytłumaczenie, że siostra ma mieszkanie na końcu. To ci co mieszkają na początku, najbliżej pieca to mają saunę? Przecież siostra płaci rachunki. Czy potrzeba nieszczęścia, tego żeby zamarzła, żeby ktoś  zainteresował się jej losem ? Wtedy zaraz przyjedzie policja i prokurator, ale będzie już za późno – grzmi pani Anastazja. Swoją ciocią opiekuje się również siostrzenica Krystyna Gryz: – Kiedy były ostatnie mrozy, to przyjechałam do cioci na kilka godzin i w ogóle nie zdjęłam płaszcza. Do domu wróciłam przemarznięta. U cioci panują nieludzkie warunki. Ciocia może zawsze na nas liczyć, zajmiemy się nią, zaopiekujemy. Kiedy było najzimniej mieszkała u mnie, u siostry w Legnicy, u brata w Kielcach i tak tuła się całe zimy. A rachunki płaci! I tak od 6 lat. Dość już tego! Ile razy można prosić – dodaje podniesionym głosem siostrzenica p. Zofii. – Najgorsze jest to, że olewa się właśnie takich starszych ludzi, którzy są łatwowierni, którzy sami sobie nie potrafią poradzić, nie wiedzą do których drzwi zapukać – dodaje Anastazja Bielecka. Za zimno – dopłata blisko 500 złotych W mieszkaniu jest czasem poniżej 10 stopni. Pani Zofia boi się myć, żeby się nie przeziębić. Kwiaty, które są na parapetach zamarzły. Dodatkowo temperaturę obniżają nieszczelne okna i drzwi, których według słów p. Zofii, administracja nie zakwalifikowała do wymiany, a dziura w nich została zaklejona grubym papierem. – Trzy lata temu przyszli pracownicy wymierzyć okna, bo mieli wymieniać. Ale od tej pory nic się w tej sprawie nie dzieje. Z każdej strony wieje zimno. Rodzina kupiła mi farelkę, żeby się dogrzewała, ale nie stać mnie na to. Mam 1100 zł emerytury. Płacę 230 zł za czynsz, a dodatkowo za śmieci i za prąd. Kupuję leki i jedzenie. Nic mi nie zostaje. W zeszłym roku dostałam 30 zł podwyżki, przekroczyłam jakiś próg i już nie dostaję dopłaty z pomocy społecznej – wylicza kobieta i dodaje, że mimo iż ma zimno w domu, to dostała blisko 500 zł dopłaty za ogrzewanie, bo „liczą mi od metrażu”, a mieszkanie jest duże: – Nie stać mnie na to, żeby od razu zapłacić. Prosiłam i panie z urzędu rozłożyły mi na raty – do zapłaty zostały mi jeszcze dwie. Nigdy nie zalegam z żadnymi opłatami – deklaruje pani Zofia. Będziemy naprawiać usterkę – Wiem, że coś się dzieje z instalacją, faktycznie grzejnik nie działa w pełni sprawnie – przyznaje Mieczysław Kucharski, inspektor do spraw budowlanych w Urzędzie Miejskim w Obornikach Śląskich. Jego zdaniem problem nie leży ani w piecu, ani w pompie: – Ktoś przecież obliczał jaki musi być piec i jaka pompa, robili to ludzie, którzy się na tym znają i mają wiedzę. Trzeba pamiętać, że cała instalacja w tym budynku jest wiekowa. Poza tym, na tej samej kondygnacji, na której mieszka pani Zofia nikt inny nie zgłaszał problemów – zapewnia inspektor i dodaje, że za każdym razem, kiedy jest proszony o interwencję, wysyła w ramach swoich możliwości pracowników, a trzeba pamiętać, że mieszkań komunalnych i ich użytkowników jest dużo. – Będziemy starali się jak najszybciej zrobić wszystko, żeby ogrzewanie działało jak należy – zapewnił inspektor. Prawie 500 zł tyle ma dopłacić za ogrzewanie p. Zofia, która przez całą zimę marznie w mieszkaniu. [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here