Trzebnicka afera w Telewizji Polskiej

594

Dziennikarze TVP z Wrocławia, w Trzebnicy pojawili się w środę. Odwiedzili wysypisko śmieci w Marcinowie. Reportaż rozpoczyna się od informacji, że budowa kosztowała około 9 mln zł i że było z nią sporo problemów. Były poważne opóźnienia, dlatego urząd naliczył wykonawcy karę umowną w wysokości około 2 mln zł i dodaje, że sprawa nie była prosta.

– Była między innymi stanowisko, czy decyzja ministerstwa środowiska, która przedłużała możliwość wejścia z robotami, gdyż należało chronić siedlisko jaskółek – tłumaczy na wizji Zbigniew Zarzeczny, naczelnik wydziału inwestycyjnego. Dalej reporter dodaje, że sprawa zapłaty mogłaby się ciągnąć w sądzie miesiącami, dlatego gmina zawarła z wykonawcą ugodę. Firma wykonała za darmo (w rzeczywistości nie za darmo, a w ramach kompensaty naliczonej kary umownej – przyp. red.) warte około 2 mln zł prace remontowe przy stawie gondolowym w Trzebnicy. Problem tylko w tym, jak zauważa reporter, że inwestycja w 75 procentach była dofinansowana z unijnych pieniędzy, które przyznał wojewoda dolnośląski. Podczas ostatnich kontroli okazało się, że ugoda, zdaniem wojewody, była jednak karą, a to ma poważne konsekwencje.

Chwilę później widzimy rzecznika prasowego urzędu wojewódzkiego Jarosława Perdutę, który mówi: – Beneficjent, czyli w tym przypadku gmina Trzebnica, powinna zwrócić wysokość, wynikającą z tytułu tych kar do budżetu państwa. W tym przypadku niestety, mamy do czynienia z zatajeniem informacji o tym, że tego typu kary zostały naliczone.

Autor programu dodaje, że dziś, wraz z odsetkami to już 3,5 mln zł i nie ma znaczenia, że rozliczenie było bezgotówkowe. Reporter udał się również do burmistrza.

– My się oczywiście z tym nie zgadzamy. Odmówiliśmy zapłaty tej kwoty i najprawdopodobniej sprawa znajdzie swój finał w sądzie i sąd rozstrzygnie czy wojewoda ma rację czy gmina – tłumaczy Marek Długozima.

W tym miejscu reporter informuje, że zdaniem redaktora naczelnego NOWej gazety trzebnickiej, to jedna z największych afer w historii gminy. Telewizja odwiedziła również naszą redakcję, a reporter nie ukrywał, że o sprawie zrobiło się głośno za sprawą naszych artykułów i zarzutów, które sformułowała prokuratura. Ponieważ wnikliwie badaliśmy sprawę poproszono nas o komentarz: – Wyjdzie na to, że remont tego stawu, malutkiego stawu tak naprawdę, będzie nas, podatników kosztował 3,5 miliona albo i więcej złotych – mówi na antenie Daniel Długosz, redaktor naczelny NOWej gazety trzebnickiej.

Dalej autor reportażu zauważa, że to nie koniec problemów, bo sprawą zainteresowała się prokuratura i dodaje, że tym razem nie chodzi o to, że burmistrz karę wyegzekwował, ale, że jej nie wyegzekwował.

– Burmistrzowi gminy Trzebnica przedstawiono zarzut niedopełnienie obowiązków i przekroczenia uprawnień poprzez zaniechanie dochodzenia kar umownych – wyjaśnia Małgorzata Klaus, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Reporter informuje, że zarzuty dotyczą również tego, że burmistrz, zlecił prace przy remoncie stawu, bez przetargu i dodaje, że nie było takiej potrzeby, mówią w trzebnickim magistracie. – Przetarg należałoby ogłosić, gdyby były wydatkowane środki z budżetu gminy, natomiast te środki nie były wydatkowane, gdyż to było zrobione bezgotówkowo – wyjaśnia naczelnik Zbigniew Zarzeczny. Dziennikarz TVP informuje dalej, że sprawa jest intensywnie wyjaśniania i mówi, że prokuratura ma zamiar powołać biegłych (w rzeczywistości biegli zostali już powołani wcześniej – przyp. red), a na koniec dodaje, że burmistrz może mieć spore kłopoty. – Za zarzucane mu przestępstwa, kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności nawet do lat 5-ciu. – wyjaśnia dodatkowo rzeczniczka prokuratury. Na koniec burmistrz Długozima mówi: – Urząd, urzędnicy i ja osobiście się nie czuję winny, wręcz przeciwnie, jestem dobrej myśli.

Na naszym portalu nowagazeta.pl umieściliśmy link do reportażu.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here