Nie aspiruję do fotela burmistrza

79

Henryk Cymerman ma 57 lat, jest nauczycielem w Powiatowym Zespole Szkół w Obornikach Śl.; uczy wiedzy o społeczeństwie i edukacji dla bezpieczeństwa. W tym roku jest wychowawcą pierwszej klasy. Interesuje się historią, politologią i sportem. Pochodzi z Malborka, jak mówi oborniczaninem został przez swoją małżonkę, która mieszka tu od urodzenia. Na stałe w Obornikach osiadł w 1999 r., wcześniej pracował w wojsku. Jest radnym Rady Miejskiej w Obornikach Śl. pierwszą kadencji. Trzy lata był wiceprzewodniczącym Rady. Działa w komisji społecznej i komisji rozwoju przestrzennego. Podkreśla, że zawsze na sercu leżała mu współpraca z młodzieżą.

NOWa: – Co Pana skłoniło do tego, żeby wystartować w wyborach samorządowych? Co chciał Pan zrobić dla gminy jako radny?

Henryk Cymerman: – Pomysł startu w wyborach rodził się bardzo długo. Ponieważ uczę w szkole między innymi o tym jak funkcjonuje samorząd, chcę pobudzić młodzież do działania obywatelskiego, do tego, aby poczuła się tu gospodarzem. Kiedy rozmawiam z uczniami na różne aktualne tematy, jak chociażby o próbie wyprowadzenia pieniędzy z gminy, słyszę wiele opinii, również krytycznych, które są w znacznym stopniu wynoszone z domu. Dzięki temu wiem, o czym i jak oborniczanie rozmawiają. Jednak wiedząc czego chcą ludzie, starałem się wiele nie obiecywać podczas kampanii, bo wiem, że środków w budżecie jest mało. Nie wystarczy na wszystko, na co powinno. Bardzo mi jednak zależało na tym, aby został wyremontowany ośrodek kultury i by odbywały się w nim takie przedsięwzięcia, które będą dokładnie odpowiadały potrzebom dzieci i młodzieży. Przez 32 lata nie było generalnego remontu.

NOWa: – Skoro zależy Panu na tym, żeby młodzież włączała się w życie gminy, dlaczego na sesjach nie widać Pana uczniów?

HC: – Nasze sesje są bardzo długie. Trwają do późna w nocy. Tylko 30 proc. naszych uczniów to młodzież z samych Obornik. Dojazd na sesje byłby dla nich problemem. Trudno byłoby to rozwiązać logistycznie. Musielibyśmy angażować rodziców. Wiem natomiast, że moi uczniowie dużo czytają w prasie, a ostatnio oglądają również relacje z sesji zamieszczanie na stronie urzędu. Na pewno pojedziemy na obrady Sejmiku Wojewódzkiego, bo obrady odbywają się w ciągu dnia.

NOWa: – Od niedawna jest Pan przewodniczącym RM. Jak do tego doszło?

HC: – Wiedziałem, że już od kilku miesięcy, chyba od sierpnia zeszłego roku Roman Głowaczewski nosił się z zamiarem rezygnacji z funkcji przewodniczącego. Próbowaliśmy go przekonać do tego, że jego doświadczenie i przygotowanie merytoryczne, umiejętność zawiązywania sojuszy są tak duże, że powinien do końca kadencji pozostać przewodniczącym. Z przykrością przyjąłem jego decyzję o rezygnacji. Roman Głowaczewski zwrócił się do mnie z prośbą, aby go zastąpił, choć ja sam w roli przewodniczącej widziałem raczej Agnieszkę Zakęś, która ma większe doświadczenie. Ale również ona, tłumacząc się ilością obowiązków służbowych odmówiła. Mój klub, Porozumienie Obywatelskie wysunął moją kandydaturę i poddałem się pod osąd radnych, którzy mnie wybrali. Mam trudne zadanie, bo środki finansowe są bardzo ograniczone, a spraw jest bardzo dużo.

NOWa: – Kilkanaście dni temu spłonął Pana samochód. Czy wiąże Pan to wydarzenie z objęciem przez Pana funkcji przewodniczącego rady?

HC: – Nie, absolutnie. Staram się uspokoić ludzi, którzy wiążą te dwa wydarzenia. Kiedy tylko mam okazję potwierdzam, że był to nieszczęśliwy wypadek.

NOWa: – Roman Głowaczewski dopuszczał  do głosu na końcu sesji zwykłych mieszkańców. Prowadziło to do różnych, emocjonalnych wystąpień, czasem obrażających niektórych ludzi. Czy podtrzyma Pan ten zwyczaj udzielania głosu mieszkańcom?

HC: – Naszą intencją było, żeby ludzie mogli powiedzieć o swoich niezałatwionych sprawach, które czasem zaginęły na urzędniczym biurku. W pewnych wystąpieniach jednak dochodziło do opluwania ludzi, a nie o to chodziło. Jestem za podtrzymaniem tej formuły, ale pod pewnymi warunkami. Bez inwektyw, bez pomawiania. Nie chcemy chodzić po sądach. Poza tym statut gminy dokładnie określa, jak mają być prowadzone sesje. Zresztą tuż po wyborze na przewodniczącego sam doświadczyłem nawistnej krytyki. „Wnikliwy obserwator”, jeden z komentatorów, między innymi na stronach NOWej opisał mnie jako chciwego, pazernego człowieka, który wygryzł Romana Głowaczewskiego ze stanowiska i teraz czyha na fotel burmistrza. A to nie prawda.

NOWa: – Ja ocenia Pan rozwój miasta? Mówi się, że sąsiednie gminy poszły w ostatnich latach do przodu, a Oborniki zatrzymały się w miejscu.

HC: – To niestety prawda. Przegapiliśmy najlepsze lata na pozyskiwanie środków zewnętrznych. To, co pozyskujemy w ramach PROW czy LGD to kropla w morzu potrzeb. bardzo potrzebna, ale malutka w skali potrzeb. Mamy strefę ekonomiczną, ale czy szczęśliwie usytuowaną? Gmina musi się rozwijać, ale za zgodą społeczności. Po ostatnich wydarzeniach związanych z planowaną budową spalarni ludzie są bardzo nieufni, bo przez to, że nie są w należyty sposób informowani czują się oszukani. Myślę, że teraz musimy pozyskiwać środki na przykład z RPO na chodniki, żeby poprawiać infrastrukturę w mieście, żeby piękniało. Mamy braki na chodnikach, w oświetleniu. Dzięki projektowi „czysta woda” zostanie zmodernizowana Stacja Uzdatniania Wody, zostanie zrobiony „porządek” z kanalizacją. Musimy pomyśleć o kinie i remoncie OOK. Burmistrz mówi o tym, że środki na te cele będą pochodziły z funduszy norweskich, ale nie możemy wszystkiego stawiać na jedną kartę. Musimy pomyśleć o rondzie i rozładowaniu korków w centrum miasta, a może i o obwodnicy. Wiemy już, że do 2020 roku raczej nie mamy szans na alternatywną drogę do Wrocławia.

NOWA: – Co uważa Pan za największy atut gminy? W którą stronę powinno iść miasto?

HC:Naszym największym atutem jest usytuowanie. Myślę, że nie powinniśmy tu ściągać wielkiego przemysłu, żeby zachować charakter „zielonych płuc” Obornik. Powinniśmy wrócić do takiego miasta, jakie było przed wojną – z altankami, zielenią. Tu powinniśmy wypoczywać. Zagospodarować Grzybek, gdzie przed wojną prowadzona była zimowa rekreacja. Zakłady powinny powstawać na wylocie w stronę Wrocławia, a nie Siemianic.

NOWa: – Co Pana zdaniem jest największą bolączką gminy?

HC: Brak umiejętności współdziałania. Nie potrafimy jako gmina współpracować ani z województwem, ani z powiatem, ani z sąsiednimi gminami. Jest to dla mnie niezrozumiałe, że pewne uprzedzenia wpływają na współpracę. Niezapraszanie, bagatelizowanie gości, niechęć do współpracy bardzo się nam nie podobała. Cała rada wyraziła to głosując nad udzieleniem absolutorium i obniżeniem pensji burmistrzowi.

NOWa: – Czy to była czerwona kartka dla burmistrza?

HC: Pierwsza żółta używając analogii sportowych. Czerwoną byłoby referendum. Moim zdaniem obniżenie dodatku funkcyjnego byłoby wystarczające, ale pozostali radni mieli inne zdanie. Przyjąłem stanowisko większości. Powody, które podaliśmy w uzasadnieniu uchwały to tylko część naszych zastrzeżeń do sposobu pracy burmistrza.

NOWa: – Jak się teraz układa Pana współpraca z burmistrzem, zwłaszcza w kontekście głosowań nad absolutorium i obniżenia jego pensji?

HC:Poprawnie. Musimy wspólnie pracować dla dobra gminy.

NOWa: – Jako radny głosował Pan nad budżetem. Czy widać, że wyraźnie brakuje w nim pieniędzy, które gmina straciła w „aferze przelewowej”?

HC: – Burmistrz zapewnia nas, że afera nie spowoduje uszczerbku w budżecie, i że pieniądze wrócą na konto miasta. A jak będzie to zobaczymy? Wiemy, że w poprzednim roku były zabezpieczone pieniądze w budżecie, a mimo to inwestycje nie zostały wykonane. Tu sztandarowym przykładem jest remont OOK. Trzeba pamiętać, że w budżecie na 2013 rok przeszacowano dochody i na wiele inwestycji po prostu pieniędzy zabrakło. Nie wiemy jak będzie w tym roku, bo mienie gminne słabo się sprzedaje, między innymi z powodu złej infrastruktury.

NOWa: – Ostatnio w mediach Oborniki były przedstawiane w kontekście różnych afer. Jak Pana zdaniem powinno się zmienić obraz gminy na zewnątrz?

HC: – Aby przyciągnąć zainteresowanie mediów trzeba kilku pozytywnych, spektakularnych przedsięwzięć. Myślę, że OOK ma się czym pochwalić, podobnie jak OSiR. Tam działają ciężarowcy, którzy mogą nam w tym pomóc, ale trzeba na to nakładów. W obu tych ośrodkach odbywają się ogólnopolskie, a nawet międzynarodowe imprezy, które należy pokazać. Mamy czym się pokazać, jeśli chodzi o wsie. A my wstydliwie pokazywaliśmy, że Pęgów został najpiękniejszą wsią. Dlaczego wstydliwie? Nie wiem. Brakowało należytej reklamy tej miejscowości. Mamy Kuraszków – kolejna prężna wioska, którą warto pokazać. Trzeba nam takiej energii jak ma chociażby Igor Bandrowicz, człowiek z wizją i umiejętnościami pobudzania ludzi, którzy chcą działać. Z drugiej strony musimy patrzeć na interes całej gminy, na przykład wspólnie rozmawiać ze stowarzyszeniami  o potrzebach na gruncie możliwości budżetu. Nie możemy się na siebie gniewać tylko rozmawiać.

NOWa: Na jesień czekają nas wybory samorządowe. Czy planuje Pan w nich wystartować? Czy będzie Pan kandydował na burmistrza?

HC: – Myślę, że będę kandydował, ale na radnego. Nie wiem jeszcze czy do Rady Miasta czy do Rady Powiatu.  Na pewno jednak nie będę się starał o fotel burmistrza. O tym mogę zapewnić.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here