Przerwane życie

944

Tragedia przed Świętami

Ola była dziewczyną niezwykłą: wybitnie zdolna, inteligentna, a przy tym koleżeńska, ciepła, delikatna – tak Ją będą wspominać rodzice, znajomi i nauczyciele. Miała konkretne życiowe plany: po raz drugi zostać koordynatorem konferencji na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, za trzy lata skończyć studia medyczne, w trakcie stażu urodzić swoje pierwsze dziecko. Z niecierpliwością czekała na wakacyjny wyjazd do Nowego Jorku. Najważniejsze – pomagać ludziom, pracować – żyć… Niestety, nie zrealizuje już swoich marzeń.

21 grudnia Ola i jej chłopak wracali do domu na Święta Bożego Narodzenia. Jednak do domu nie dojechała. Wydarzył się tragiczny wypadek, ich samochód nagle wypadł z drogi, uderzył w drzewa i dachował.

– Czekaliśmy bardzo na przyjazd naszych dzieci. Wszystko już było przygotowane: choinka, stół. Święta miały się dla nas zacząć wraz z ich przyjazdem. Ola z Wojtkiem wracali do domu na zimową przerwę. Ola wiozła w bagażniku prezenty, drobiazgi. Zawsze jechali tą samą drogą, przez Bełchatów, tym razem postanowili pojechać przez Sieradz. W sobotę wieczorem  zadzwonił telefon. Mama Wojtka przekazała nam, że był wypadek, Wojtkowi nic się nie stało, ale stan Oli jest poważny. Pognaliśmy przerażeni do szpitala w Sieradzu. Dotarł tam również brat Oli Piotr z żoną. Na miejscu okazało się, że nasza córka jest nieprzytomna, a lekarze walczą o Jej życie. Czuwaliśmy przy Niej przez dwa dni w szpitalu, aż do chwili gdy pożegnaliśmy Ją na zawsze… – mówią Jadwiga i Bogusław Turko, rodzice Oli. Ich córka zmarła 23 grudnia 2013 r. w sieradzkim szpitalu.

Na rozmowę umawiam się w mieszkaniu państwa Turko. To chyba jedna z moich najtrudniejszych przeprowadzonych rozmów. Rozmawiamy w dużym i jasnym salonie, od tragedii minęły właśnie cztery tygodnie.

Cały artykuł dostępny jest w aktualnym wydaniu papierowym NOWej gazety trzebnickiej. Pełen tekst, można również przeczytać, po zalogowaniu do naszego portalu. Zachęcamy zatem do rejestracji.

[hidepost=0]Dom jest wypełniony obecnością, ich zmarłej Córki. W rogu stoi odrestaurowane pianino, na którym Ola grała, a także komponowała swoje utwory. Zachował się krótki film sprzed lat, widać na nim Olę jak gra własną kompozycję. Nad pianinem wisi Jej portret, narysowany przez malarkę podczas jednego z wyjazdów do Zakopanego. Jest na nim uśmiechniętą kilkuletnią dziewczynką. Lubiła taniec, ćwiczyła salsę nawet w okresie studiów. Widzę wiszące medale, puchary z turniejów tanecznych. Na pianinie mikroskop Oli, na stoliku obok mnóstwo książek, głównie medycznych, dyplomy oprawione przez mamę w ramki. Konkursy, olimpiady, turnieje… matematyczne, humanistyczne, brydżowe, sportowe… Wyróżniała się od dziecka Skończyła Szkołę Podstawową nr 2 w Trzebnicy jako pierwsza uczennica ze średnią ocen 6,0. Grażyna Kantecka przypomina sobie bardzo miłe wydarzenie związane z tym Jej ważnym osiągnięciem: – Ola zdobyła wtedy chyba wszystkie możliwe dyplomy i nagrody. Bardzo chcieliśmy w jakiś sposób Ją uhonorować i przyszedł nam do głowy pomysł na wręczenie Oli „szóstki”. To była wzruszająca chwila. Była laureatką wielu konkursów: na szczeblach gminnych, powiatowych, wojewódzkich. Będąc uczennicą Gimnazjum Powiatowego nr 1 wielokrotnie reprezentowała szkołę w turniejach matematycznych i ligach naukowych. Swoją pasję do nauki kontynuowała w XIV Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu, a następnie jako studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Talenty Oli pierwsza dostrzegła jej wychowawczyni, Halina Stawiska: – Była uczennicą niezwykłą; zawsze skromna, pracowita, sumienna, taktowna, ciepła i życzliwa dla każdego. Bóg obdarzył Ją wieloma talentami, które systematycznie rozwijała. Ola była wszechstronnie uzdolniona: matematycznie, plastycznie, pięknie pisała, należała do chóru szkolnego, z którym uświetniała wszystkie uroczystości szkolne i pozaszkolne oraz sekcji tańca towarzyskiego. Ola to laureatka niezliczonych konkursów przedmiotowych na wszystkich szczeblach (gminnych, powiatowych, wojewódzkich). Sławomir Szypulski, dzisiaj dyrektor obornickiego liceum, uczył Olę języka angielskiego. Jednak po raz pierwszy zobaczył ją, kiedy była kilkuletnią dziewczynką, ciekawie przyglądającą się jemu zza nóg swojej mamy: – Ola była moją najlepszą uczennicą. Wyjątkowa kombinacja talentu, inteligencji, humoru i wdzięku sprawiała, że spotkania z Olą, były dla mnie prawdziwą przyjemnością. „Jej rozwiane włosy…” – Możemy powiedzieć, że prowadziliśmy otwarty dom, klimat chyba jeszcze wyniesiony z życia studenckiego. Oboje z mężem mamy wolne zawody, nienormowany czas pracy, dzięki czemu często przebywamy w domu. Zapewne dlatego mieliśmy zawsze swobodne, naturalne podejście do wychowania naszych dzieci. Nigdy nie dyscyplinowaliśmy Oli w nauce, nie było takiej potrzeby, nie stosowaliśmy żadnego systemu kar i nagród. Nasze więzi i metody oparte były na miłości. Ola wiedziała, że zawsze może na nas liczyć, o każdej porze może przyjść i porozmawiać o wszystkim – opowiada Jadwiga Turko.  – Potrafiła obudzić nas o piątej nad ranem, z prośbą by wydrukować na ósmą rano kilkadziesiąt egzemplarzy gazetki szkolnej. Siedząc przy stole w kuchni, potrafiliśmy godzinami rozmawiać nie o drobiazgach, a o poważnych problemach, zadaniach matematycznych, opowiadaliśmy dowcipy lub analizowaliśmy rozdania brydżowe. Ola była genialna w wielu dziedzinach, błyskawicznie się uczyła – dodaje tata, Bogusław. Spośród innych wyróżniała Ją nie tylko wiedza, ale nawet wzrost. Kiedyś nawet otrzymała propozycję modelingu, jednak po jednej próbie z niej zrezygnowała – uznała, że to zdecydowanie nie jest zajęcie dla Niej. Przeglądając zdjęcia rodzinne z różnych wyjazdów, muszę stwierdzić, że była bardzo ładną dziewczyną. Na każdej fotografii uśmiechnięta, pozuje z mamą, rodziną, albo z koleżankami. Na jednej prowadzi żaglówkę, na innych podczas wypadu w góry, robi śmieszne miny, wygłupia się. Na kolejnej fotografii jest poważna – chociażby na tej ze ślubu brata, gdy stoi na tle innych gości, smukła, ubrana w elegancką liliową suknię – jako druhna. Miała różnorodne osiągnięcia – zdobyła patent windsurfingowy gdy pływała po Morzu Czerwonym, posiadała patent żeglarski i motorowodny – potrafiła samodzielnie poprowadzić jacht, doskonale jeździła na nartach i snowboardzie, grała w brydża sportowego, w różne strategiczne gry. Miała wiele pasji… Uczęszczała do trzebnickiego Powiatowego Gimnazjum, jej wychowawczynią była Małgorzata Szypulska: – Ola wyróżniała się spośród innych uczniów nie tylko swoimi osiągnięciami i talentami. Była po prostu fajną dziewczyną, otwartą, wesołą, mającą wielu przyjaciół. Zawsze angażowała się w to, co dzieje się w klasie, szkole. Na „Turkową”, jak ją nazywano, mogli liczyć wszyscy. Swój talent, zwłaszcza do przedmiotów ścisłych, kontynuowała w tracie nauki w XIV LO we Wrocławiu. Najbardziej Olę zapamiętała profesor Ludmiła Szteremberg, która przygotowywała Olę do olimpiad chemicznych, jeździła z nią na obozy naukowe. Na wspomnienie o swojej byłej uczennicy, pani Ludmiła nie może powstrzymać łez: – Była osobą nietuzinkową, pamiętam Ją uśmiechniętą, z rozwianym włosem. Z tym rozwianym włosem mieliśmy z resztą problem, bo w Toruniu omal nie spóźniliśmy się na konkurs. Olka musiała umyć głowę, ja jej wtedy powiedziałam „Ola, w takim razie stawiasz taksówkę”. Ona ją zafundowała, a ja potem postawiłam kolację za wygraną w konkursie. Nie była typową grzeczną, ułożoną prymuską. Była pełna życia, z planami, nauka jej przychodziła bardzo łatwo, była bardzo koleżeńska. Życie zapisane w excelu Dzięki zdobyciu tytułu laureata Olimpiady Chemicznej dostała się na medycynę do Warszawy i do Wrocławia, wybrała ostatecznie Warszawski Uniwersytet Medyczny. Studiowała na III roku na Wydziale Lekarskim. Odbywała praktyki studenckie w trzebnickim szpitalu – na Oddziale Wewnętrznym i w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Bardzo się do nich przykładała: zapamiętywała wyniki przyjętych na oddział pacjentów, ich historie. Lubiła rozmowy z pacjentami, cieszyła się, że już może komuś pomóc. Na SOR-ze wykonywała już pierwsze zabiegi medyczne – zszywała rany, pobierała krew, uczestniczyła nawet jako obserwator w poważnych operacjach chirurgicznych. Zastanawiała się nad wyborem specjalizacji. Nie była do końca pewna. Rozważała pediatrię, neurologię, ginekologię, doszła w końcu do wniosku, że chciałaby zostać specjalistą w dziedzinie endokrynologii. Mówiła mamie, że woli pracować mózgiem, niż rękami, bo w ten sposób zdoła zrobić więcej dla ludzi. W zeszłym roku miała okazję prowadzić konferencję naukową pn. „Twoja przyszłość w Twoich rękach” i chciała kontynuować takie działania. W tym roku została wybrana starostą grupy studenckiej. Miała także swój niezawodny sposób na radzenie sobie z ogromem materiału na studiach. Oczywiście tym pomysłem podzieliła się z resztą grupy. – Ola miała zaplanowany każdy dzień semestru, prowadzony specjalną metodą w excelu. Wybrane dni oznaczała kolorami (np. czerwone to kolokwia; pomarańczowe to te przedmioty, na które trzeba się jeszcze nauczyć; zielone to zaliczony przedmiot). W ten sposób rozpracowywała każdy dzień co do minuty, łącznie z tym, ile musi przeczytać materiału w podręcznikach. Miała różne metody uczenia się. Na potwierdzenie tych słów pani Jadwiga pokazuje fiszki – tutaj przeznaczone do nauki łaciny. Każde słowo było napisane w języku polskim, a na odwrocie niewielkiej karteczki, jego łaciński odpowiednik. Oczywiście te tysiące karteczek ze słowami, także były spięte kolorowymi gumkami (przy czym dany kolor odpowiadał stopniowi zapamiętania danego słowa). Podobne fiszki miała do nauki anatomii. Znakomita pamięć ułatwiała Jej przyswajanie trudnej wiedzy medycznej.  Miała przed sobą tyle planów 26 grudnia Ola miała wyjechać na kilka dni na narty do Austrii: torba z rzeczami była już spakowana. Pisała do swojej mamy, że musi zabrać świetną sukienkę na Sylwestra w górach. Naostrzone narty czekały w domu w Trzebnicy. Dodatkowo jeszcze planowała z grupą przyjaciół kilkudniowy wyjazd narciarski w czasie ferii. – Razem ze swoim chłopakiem Wojtkiem miała wyjechać na wakacje do Stanów. Już cieszyła się tym wyjazdem, na facebooku pisała podekscytowana „New York!”- wspomina pani Jadwiga. Podczas studiów najbardziej przyjaźniła się z Justyną Sztajerowską: – Dużą część swojego życia spędzamy w szkole. Tworzymy tam silne więzi z ludźmi, których nie wybieramy, a którzy stają się bliscy jak rodzina, kłócimy się, rywalizujemy ze sobą, ale też wspieramy się w trudnych sytuacjach i kochamy się. Mija kolejny dzień, a my wciąż czujemy obok nas Jej energię, ciepło, brak tylko Jej, osoby na krześle obok. Ciągle myślę: bo przecież Ola była jeszcze taka młodziutka, z radością w oczach czekała na kolejne wyzwania, przygody jakie czekały nas w nowym semestrze czy roku akademickim. Zawsze jak na nią patrzyłam zastanawiałam się skąd w Niej tyle determinacji, tyle zaangażowania? Te cechy inspirowały nas i nadal są dla nas źródłem wielkiej motywacji do pracy. Wierzymy, że gdyby Ola była dziś z nami, nadal wspierałaby nas w codziennej pracy swoim ciepłem i zapałem, za którymi tak bardzo tęsknimy. Pogrzeb Oli Turko odbył się 30 grudnia 2013 r. W ostatniej drodze towarzyszyło Jej bardzo wiele osób: rodzice, brat z żoną, rodzina i mnóstwo przyjaciół. Nauczyciele, młodzież trzebnicka i wrocławska, studenci z Warszawy – wszyscy, którzy chcieli wspólnie Ją pożegnać. – Wszystkim ogromnie dziękujemy za uczestnictwo w ostatniej drodze Oli. Usłyszeliśmy wiele ciepłych słów, wspomnień. Zobaczyliśmy jak wiele osób dotknęła Jej śmierć. Przeżywany niewyobrażalną tragedię, odejście naszej Córki jest dla nas niepojętą, straszną stratą, z którą będziemy musieli żyć. Niech spoczywa w spokoju, a uśmiech na Jej kochanej buzi rozświetla teraz ten drugi świat, w którym może kiedyś Ją spotkamy… – mówią rodzice Oli.[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here