Sąd: Kierowca tira winny wypadku z radiowozem

604

W ostatnim etapie rozprawy zeznania składali świadkowie obrony oraz biegły sądowy.

Przypomnijmy, do wypadku doszło na krajowej „piątce” między miejscowościami Prusice i Pawłów Trzebnicki. Ok. godz. 14 kolumna aut policyjnych jechała z Wrocławia w kierunku Rawicza, by zabezpieczyć mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin a Widzewem Łódź. Funkcjonariusze wyprzedzali jadące przed nimi samochody, jadąc lewym pasem ruchu. W tym czasie z naprzeciwka nadjeżdżał tir daf załadowany w Prusicach materiałami budowlanymi. Ostatni samochód z kolumny policyjnej zahaczył ciężarówkę, w wyniku czego doszło do bocznego zderzenia. Początkowo, co wynika z notatki policyjnej dotyczącej tego wypadku, jako przyczynę wypadku podawano nieprawidłowe wyprzedzanie przez kierowcę radiowozu. Ostatecznie jednak zarzuty postawiono Arkadiuszowi S.

Tadeusz P. feralnego dnia wykonywał prace melioracyjne na pobliskim polu. Jak zeznał, był ok. 200-300 metrów od miejsca zdarzenia. W pewnym momencie usłyszał wycie syren. Przerwał pracę i patrzył w kierunku drogi: – Chciałem zobaczyć co się dzieje – wyjaśnił. – Zobaczyłem, że jedzie dłuższa kolumna samochodów policyjnych. Miały włączone syreny i „koguty”. W pewnym momencie doszło do zderzenia ostatniego z tych radiowozu z jadącą z przeciwka ciężarówką. Ten ostatni samochód jechał w odległości od 100 do 300 metrów za przedostatnim. Na jazdę ciężarówki nie zwracałem uwagi – powiedział. I dodał, że cała kolumna była rozciągnięta na ok. kilometrze drogi.

Józef B. jest kierowcą. 16 marca 2012 r. jechał podobnie jak kolumna policyjna „piątką” z Wrocławia w kierunku Poznania. – Zjeżdżałem wtedy z obwodnicy na „piątkę” i widziałem kolumnę samochodów policyjnych. W odległości jakieś 200-300 metrów za nimi jechał jeszcze jeden radiowóz. Miałem włączone CB radio i słyszałem, jak inni kierowcy mówili, że ten ostatni coś wywinie, jak będzie tak jechał, bo on gonił policję. Za jakiś czas okazało się to prawdą – powiedział świadek. Dodał, że kolumna mogła jechać z prędkością ok. 60 km/h, a goniący ją radiowóz – 80 km/h. Samego wypadku ten świadek nie widział.

Biegły sądowy Andrzej Dutkiewicz,odpowiadał głównie na pytania obrony. Stwierdził m.in. że kierowca ciężarówki mógł zjechać na pobocze, ale tylko prawymi kołami i to przy założeniu, że poruszałby się z prędkością kilku, kilkunastu km/h. Zdaniem biegłego, żadnego wpływu na przebieg wypadku nie miał fakt, że pojazdy policyjne poruszały się w zwartej kolumnie. – Bezspornym w tej sprawie było to, że radiowóz, który uczestniczył w tym wypadku, miał włączone sygnały dźwiękowe i świetlne – podkreślił biegły.

Stwierdził, że ze śladów na jezdni wynika, iż samochód uprzywilejowany rozpoczął hamowanie będąc 2,5 m od lewej krawędzi jezdni. Dodał jednak, że początek hamowania nastąpił w momencie, gdy kierowca zareagował na powstałą niebezpieczną sytuację na jezdni. Według obliczeń, przy założeniu, że radiowóz jechał z prędkością 80-85 km/h, początek reakcji kierowcy radiowozu nastąpił, gdy samochód znajdował się w pobliżu środka jezdni. A ponieważ „w trakcie reakcji kierowcy i zadziałania układów samochodu” nie ma śladów hamowania na jezdni, Andrzej Dutkiewicz stwierdził, że należy „cofnąć samochód” o 1 sek. czyli 23-25 metrów do tyłu i w ten sposób można określić miejsce hamowania. Biegły jednak zastrzegł, że zebrane dowody nie pozwalają na określenie, czy samochód w chwili wypadku rozpoczynał wyprzedzanie, był w trakcie, czy też je kończył. Rzeczoznawca dodał, że można oszacować, iż w chwili gdy kierowca radiowozu rozpoczął hamowanie,  jadący z prędkością 70 km/h tir znajdował się w odległości 49 metrów od miejsca zderzenia z radiowozem.

Na pytanie obrońcy, czy policjant miał prawo rozpocząć wyprzedzanie, rzeczoznawca stwierdził, że „w chwili rozpoczęcia wyprzedania kierowca radiowozu miał pewność, że odległość do ciężarówki była wystarczająca do podjęcia takiego manewru, a zapytany, czy kierowca uprzywilejowanego radiowozu może rozpocząć lub kontynuować manewr wyprzedzania nie mogąc obserwować drogi przed sobą, biegły odpowiedział, że tak, bo nie mógł widzieć całej szerokości drogi przed sobą, ponieważ drogę zasłaniały inne radiowozy, ale mógł wyprzedzać, bo jechał w kolumnie.

Obrona złożyła wniosek o dopuszczenie  opinii innego biegłego. –  Ta która została przeprowadzona w sprawie jest niejasna i niepełna. Biegły dokonał jednostronnej oceny zachowania się oskarżonego jako kierowcy. Nie odniósł się do zachowania kierującego radiowozem – powiedział mec. Karol Idzik.

Sędzia nie uwzględnił tego wniosku, stwierdzając, że jego zdaniem przedstawiona opinia biegłego Dutkowskiego jest pełna, jasna i nie zachodzą w niej sprzeczności. Po tych słowach sędzia zamknął sprawę.

W ostatnim słowie prokurator wnioskowała o uznanie oskarżonego winnym spowodowania wypadku i wymierzenia mu kary jednego roku więzienia z warunkowym  zawieszeniem na trzy lata, 1,6 tys. zł grzywny, zakazu prowadzenia wszelki pojazdów przez jeden rok i  pokrycia kosztów sądowych.

Obrońca wnioskował o uniewinnienie. Zwrócił po raz drugi uwagę na niepełną opinię biegłego co do winy kierowcy policyjnego radiowozu. Cytował zeznania świadków – policjantów, jadących wtedy w kolumnie, którzy podkreślali, że prowadzący samochód uprzywilejowany także w kolumnie powinien zachować szczególną ostrożność i nie może wyprzedzać jeśli nie upewni się, że ma wolne przedpole jezdni. Adwokat ponownie zwrócił uwagę na notatkę policjanta, będącego na miejscu wypadku, z której wynika, że to pokrzywdzony policjant, przez nieprawidłowe wyprzedzanie stworzył zagrożenie w ruchu i doprowadził do wypadku. Oskarżony poprosił o uniewinnienie.

Sędzia uznał Arkadiusza S. winnym spowodowania zagrożenia w ruchu lądowym przez to, że widząc nadjeżdżającą z przeciwka kolumnę samochodów uprzywilejowanych nie ułatwił jej przejazdu i doprowadził do zderzenia z ostatnim radiowozem, i skazał go na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata,  zakaz prowadzenia pojazdów przez 1 rok i nakazał zapłatę kosztów sądowych w wysokości 2 tys. 739 zł i opłatę w  i opłatę w wysokości 180 złotych.

Sędzia uzasadniając wyrok powiedział, że zajęło mu to bardzo mało czasu, ponieważ opierał się na pełnej i jasnej opinii biegłego. Jak podkreślił, oskarżony widząc i słysząc nadjeżdżające oznakowane powinien zrobić wszystko, aby umożliwić przejazd tej kolumnie. Sędzia dodał, że oskarżony ani nie zwolnił, ani nie zjechał na pobocze, a jadąc „śmiercią na ośmiu kołach”, jak nazwał tira, czuł się panem sytuacji.

Wyrok nie jest prawomocny. Adwokat zapowiedział, że złoży wniosek o pisemne uzasadnienie, by móc ewentualnie odwołać się do sądu wyższej instancji.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here