Spółdzielnie dobre do licytacji

349

W Obornikach Śląskich orkiestra zaczęła grać już w sobotę. W hali sportowej gimnazjum odbyły się towarzyskie mecze halowej piłki nożnej; zespoły: pierwszy i młodzieżowy gościły odpowiednie drużyny MKS Wieluń (woj. łódzkie). Oba mecze wygrały teamy gospodarzy. Podczas meczu po raz pierwszy pokazano też oficjalną maskotkę Obornik Śląskich, czyli Pana Choinkę.

W niedzielę o 9 rano na ulice Obornik Śląskich, Pęgowa, Urazu Golędzinowa, Rościsławic i innych miejscowości wyszło 101 wolontariuszy – gimnazjalistów oraz uczniów Powiatowego Zespołu Szkół oraz mieszkańcy Domu nad Stawem.

Całe szczęście, że nie było deszczu, bo z powodu wiatru było zimno i marzły ręce – powiedziały nam Weronika Kryś z klasy III c i Dominika Knap z klasy II c pęgowskiego gimnazjum. Obie dziewczynki do szkoły dojeżdżają, a z puszkami chodziły w miejscowościach, w których mieszkają. Weronika z Obornik Śl. kwestowała już po raz trzeci, a Dominika z Rościsławic – po raz pierwszy. – W porównaniu z ubiegłymi latami, mniej ludzi wrzucało pieniądze, za to były to większe sumy i więcej papierowych – powiedziała Weronika, a Dominika dodała: – Ludzie na ogół byli życzliwi i uśmiechali się, gdy podchodziłam z puszką. Zdarzało się jednak, że przyspieszali kroku lub mówili np. że się w to nie bawią, a nawet, że to jest oszustwo. Ale to już były sporadyczne przypadki – dodała jej koleżanka.

O godz. 10 w Obornickim Ośrodku Kultury rozpoczął się blok imprez dziecięcych: zabawa plastyczna „Radość niesienia pomocy”, przedstawienie  „Andersen i jego baśnie” w wykonaniu zespołów teatralnych OOK: Teatrałek, Dziecięcego Teatrzyku „Bajeczka” oraz uczestników spotkań literacko-teatralnych, występ baletnic ze Studia Tańca Klasycznego „Sofija” oraz dziecięca aukcja orkiestrowa. Najmłodsi licytowali odważnie – choć pod kontrolą rodziców, którzy trzymali porfele – a najwyższą cenę – 100 złotych, uzyskała maskotka żaba.

W południe spod Urzędu Miejskiego wystartowało 115 zawodników i zawodniczek do biegu „Policz się z cukrzycą”, którego trasa, długości 2,7 km, biegła ulicami miasta. Na mecie na wszystkich czekały pamiątkowe dyplomy.

Godzinę później w starym kinie rozpoczęła się emisja filmu o przystanku Woodstock zorganizowana przez stowarzyszenia: „W starym kinie” oraz Przyjaciół Kuraszkowa „Lipowa Dolina”.

O godz. 16 w ośrodku kultury wystartował orkiestrowy kiermasz: w foyer ośrodka były czynne stoiska, na których za „wrzut do puszki” można było nabyć m.in.: „Książkę z sercem” na stoisku biblioteki im. Jarosława Iwaszkiewicza, wypalane serduszka – ze studia ceramiki, rękodzieło – mieszkańców Domu Pomocy Społecznej lub egzotyczną herbatkę „Szczypty świata”.

Ratownicy z Pokojowego Patrolu prowadzili kurs udzielania pierwszej pomocy. – Szef obornickiego sztabu orkiestry, który jest też liderem Pokojowego Patrolu napisał na Facebooku, że potrzebuje ratowników do prowadzenia szkoleń. Zgłosiło się parę osób z różnych stron kraju. Ja z żoną przyjechałem z Poznania, są ludzie z Wrocławia i Legnicy. Przywieźliśmy własny sprzęt, A prowadzimy podstawowe szkolenie z pierwszej pomocy: jak udrożnić drogi oddechowe, przeprowadzić restytucję krążeniowo-oddechową, a także jak rozmawiać z dyspozytorem pogotowia, żeby uzyskać gwarancję właściwego postępowania – powiedział nam nieformalny szef grupy Tomasz Korbas.

Stałym elementem obornickiego finału jest licytacja orkiestrowych gadżetów. Najciekawsze z nich to: koszulka kapitana Śląska Wrocław Sebastiana Mili, która „poszła” za 560 zł, piłka z autografami reprezentacji Polski w piłce ręcznej – za 400 zł oraz koszulka z ręcznie namalowanym przez grafika tatuażystę Piotra Korkucia godłem SPR „Bór”. Artysta na wykonanie tej pracy poświęcił 54 godziny. Tradycją, a właściwie już pewnym obrzędem jest aukcja orkiestrowego tortu. Licytujący, którzy nie są w stanie przebić kolejnej ceny łączą się w tzw. spółdzielnie i walczą dalej. W niedzielne popołudnie pod koniec na parkiecie zostały dwie spółdzielnie: Balkon i Schody. Po ostrej licytacji, gdy cena tortu przekroczyła 2 tys. zł obydwie grupy połączyły swój majątek i do orkiestrowej puszki wrzucono 4 tys. 160 zł. Tort został uroczyście podzielony wśród uczestników licytaji i widzów.

Oprawę artystyczną zapewnił break dance zespołu Ekspresja oraz koncert zespołu Mizia and Mizia Blues Band.

Wykopali topór… strażacki

Już po raz dwunasty obornicka orkiestra ma filię w Pęgowie. – Tworzymy jeden sztab, ale ze względu na komunikację imprezy wielkoorkiestrowe organizujemy u nas w szkole – powiedziała nam Anna Bębenek, pedagog w Szkole Podstawowej. – Do organizacji orkiestry włączyli się nauczyciele, dzieci i młodzież obu szkół, a także rodzice. Sytuacja ekonomiczna nie jest najlepsza, więc nie chcemy pobijać rekordów w zbiórce pieniędzy. Chcemy, żeby ludzie przyszli, wsparli szlachetny cel, ale dali tylko tyle, na ile ich stać.

W auli uczniowie szkoły podstawowej odegrali jasełka, a razem z gimnazjalistami wspólnie kolędowali. Uczestnicy finału w Pęgowie mogli za „wrzutkę” do puszki napić się kawy czy herbaty, zjeść dobre ciasta, upieczone przez rodziców, wziąć udział w loterii. Można było zbadać sobie wzrok i… warstwę tłuszczu.

Po raz czwarty w orkiestrze uczestniczyli fryzjerzy ze Studia Urody „Dolce Vita”: – Przez cały dzień na czesaliśmy i strzygliśmy za datki na rzecz orkiestry. Mieliśmy około stu klientów. To znacznie więcej niż w „normalny dzień” – powiedziała nam właścicielka salonu Joanna Gawlik. W salonie był też poczęstunek dla klientów: mięsiwo z grilla, bigos i ciasto. Po komisyjnym otwarciu orkiestrowej skarbonki okazało się, że jest w niej 4 tysiące 154 złote i 98 groszy.

Najbardziej szczodrym ofiarodawcą w salonie był 8,5-letni Karol Wacławski, który do puszki wrzucił pieniądze zarobione na tegorocznym kolędowaniu. Jak nam wyjaśnił, zgodnie z rodzinną tradycją, chodził po sąsiadach, sypiąc otrzymany od dziadka owies i życząc by się gospodarzom darzyło, za co otrzymywał drobne datki. – W sumie uzbierałem sto złotych – powiedział nam.

W Pęgowie – w szkole i salonie fryzjerskim również przeprowadzono licytacje. Najcenniejszymi fantami były na nich zabytkowe toporki strażackie: – Są to pięćdziesięcioletnie toporki, które dwadzieścia lat temu zostały wycofane z użycia OSP. Dwa egzemplarze znaleźliśmy podczas przeprowadzki do nowej remizy. Jeden podarowaliśmy na aukcję do szkoły, drugi do fryzjera – powiedział Aleksander Wacławski, członek zarządu i skarbnik OSP w Pęgowie.

Szkolny toporek został wylicytowany za 190 zł, a w studiu Dolce Vita utworzyła się spółdzielnia, która cenę drugiego topora podbiła do 620 zł. Spółdzielcy oddali narzędzie strażakom. – W przyszłym roku znowu zostanie wystawiony na licytacji WOŚP – zapewnił skarbnik.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here