Piłkarze ręczni przygotowują się do rundy rewanżowej

408

Już  pierwsze mecze okażą się bardzo ważne dla układu tabeli; będą to spotkania z sąsiadującą  w niej drużyną z Obornik Wielkopolskich i zajmującym wysokie 6 miejsce ASPR-em Zawadzkie. Żmudną pracę na treningach uzupełnił sparing z II-ligową drużyną z Wielunia w ramach WOŚP.

Dla zajmujących bardzo dobre, trzecie miejsce zawodników Boru ta runda będzie prawdziwym sprawdzianem sił. Połączenie rutyny w postaci doświadczonych  zawodników, takich jak: Przemysław Bagiński, Artur Szabat, czy Eryk Sawicki wraz z młodzieńczą fantazją Kamila Ramiączka czy Piotra Jagodzińskiego dało egzamin w pierwszej rundzie. Pomimo wielu problemów kadrowych i „wpadce” z Politechniką Wrocław zespołowi można wystawić solidną „czwórkę” w szkolnej skali ocen.

     Powrót wychowanka obornickiego szczypiorniaka Artura Szabata, który po wojażach ekstra-klasowych i pierwszoligowych wrócił do macierzystego klubu, wywarł duży wpływ na postawę zespołu w rozgrywkach. Funkcja trenera i zawodnika w jednym wydają się być do pogodzenia. Jak się okazało „paliwa w baku” mu nie brak. Już w pierwszych meczach sezonu: w Obornikach Wielkopolskich i u siebie z ASPR Zawadzkie, grający trener Boru był praktycznie bezbłędny i zdobywał zdumiewającą ilość bramek, a rundę kończy jako jedyny gracz ligi z dorobkiem ponad 100 bramek, a dokładnie 120, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji Bartosza Glinkowskiego (Lider Swarzędz) o ponad 20.

      Zmienił się również system przygotowań do sezonu, który był bardziej wymagający. Oprócz trzech treningów tygodniowo, SPR rozegrał  sześć sparingów, głównie z klubami pierwszoligowymi, co miało dobrze przygotować szczypiornistów do walki o ligowe punkty. Kilka z nich, mimo że przegranych, przyniosło wymierne efekty w trakcie sezonu.

Inauguracyjne spotkanie SPR rozegrał ze Spartą Oborniki Wielkopolskie. Hasłem przewodnim tego meczu mogłoby być słowo „obrona”, gdyż piłkarze ręczni „Boru” w 20 minucie meczu wygrywali 8:2 dzięki temu właśnie elementowi gry. Pierwsze kary w spotkaniu dla twardo grających gości spowodowały jednak zniwelowanie strat do 4 bramek na półmetku meczu. W drugiej połowie oborniczanie z Dolnego Śląska konsekwentnie powiększali przewagę, nawet do 6 bramek. Jednak bardzo doświadczona drużyna jaką jest Sparta, grająca dodatkowo u siebie, potrafiła nawiązać walkę do ostatniej sekundy, przegrywając jedynie jedną bramką. SPR odegrał się gospodarzach za poprzedni sezon, w którym musiał uznać dwa razy wyższość Sparty.

 Kolejny mecz tym razem ze spadkowiczem z I ligi pokazał, że Bór musi jeszcze wiele pracować nad swoją grą. Wygrywając 6 bramkami w drugiej połowie nie powinno się przegrać meczu, tym bardziej na własnym parkiecie. Jak wiadomo jednak człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach i jeśli można powiedzieć, że porażka może w przyszłości pomóc, to tak się stało.

Po tej wpadce Bór  wygrał cztery spotkania z rzędu. Zaczęło się od potyczki z beniaminkiem z Legnicy, który na swoim terenie stawił opór SPR-owi. Zwycięzców się nie sądzi i jakość gry nie była najważniejszą kwestią tego spotkania ale to Bór się przełamał i jak się okazało to był początek dobrej serii. Kolejno wygrał z aspirującymi do gry w I lidze zawodnikami z Kościana, z którym nie wygrał w poprzednim sezonie. Kolejne zwycięstwo w końcówce powoli cementowało drużynę, a kolejne minuty wspólnie spędzone na parkiecie pozwoliły na zgrywanie się poszczególnych formacji zespołu. Wysokie zwycięstwo w Lubinie z miejscowymi rezerwami ekstraklasowego zespołu Zagłębie osadziło oborniczan „w czubie”  ligowej tabeli. Kolejny mecz tym razem z Orlikiem Brzeg musiał zostać powtórzony z powodu awarii i 2,5 godzinnej przerwy w dostawie prądu. Jak się później okazało był to najlepszy mecz naszych szczypiornistów w I rundzie. Żelazna obrona, jaką postawili Konrad Burchacki i Adam Bagiński nie pozostawiła złudzeń rywalom, a wynik 32:21 mówił sam za siebie…

Do jednego z najważniejszych pojedynków rundy z Żagwią Dzierżoniów, Bór pozostawał  liderem tabeli ex-aequo z KU AZS Zielona Góra, a Żagiew zajmowała drugie miejsce. W szlagierowym spotkaniu Bór po prostu nie sprostał wymaganiom bardzo doświadczonej drużyny z Dzierżoniowa i przegrał 7 bramkami. Ta porażka jednak nie mogła dziwić, gdyż obie drużyny przed sezonem miały zgoła odmienne cele.

Żagiew razem z AZS Zielona Góra miały toczyć między sobą walkę o awans, a reszta miała tylko asystować. Piękno sportu jednak stanowi odmienne prawa i przez 60 minut grając 7 x 7, wszystko mogło się zdarzyć. Warto nadmienić, że od meczu z Orlikiem Brzeg SPR pozostawał bez swojego podstawowego środkowego rozgrywającego, grającego trenera Przemysława Bagińskiego, który z powodów osobistych nie wystąpił już w żadnym spotkaniu do końca I rundy.

Kolejne dwa spotkania z niżej notowanymi zespołami ze Swarzędza i Konina miały dać szczypiornistom Boru łatwe 4 punkty. Pomimo kompletu punktów w obu spotkaniach, zespół nie ustrzegł się błędów, pieczętując wygrane dopiero w końcówkach meczy.

Skuteczna gra naszych zawodników i korzystne wyniki dla SPR w pozostałych meczach spowodowały, że wyjazdowe spotkanie w Zielonej Górze było zarazem meczem o fotel lidera. Pojedynek dwóch największych gwiazd ligi, byłych kolegów z ekstraklasowej Miedzi Legnica, a pozasportowo przyjaciół – Artura Szabata i Bogumiła Buchwalda z AZS-u okazał się niezwykle zacięty i emocjonujący. Jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują; Bór prowadził 9:5 kompletnie unieszkodliwiając największą broń akademików, a mianowicie wspomnianego już Buchwalda. Bór prowadzony przez nieomylnych tego dnia Artura Szabata i Kamila Ramiączka, którzy zdobyli po 4 bramki na 100% skuteczności, bezpiecznie małymi kroczkami „odbierał chęć gry” gospodarzom. Niestety, jak to w sporcie bywa, zdarzył się wypadek losowy. Kontuzji uległ Kamil Ramiączek, co wykluczyło go z dalszej gry i od 16 minuty spotkania nasi zawodnicy musieli radzić sobie bez niego. Nie udało się utrzymać prowadzenia do końca spotkania. Jednak porażka czterema bramkami na boisku głównego kandydata do awansu do I ligi wstydu nie przynosi. Kto wie jak potoczyły by się losy tego spotkania, gdyby świetnie dysponowany tego dnia Kamil nie opuścił boiska. Uraz stopy  Ramiączka okazał się na tyle poważny, że w kolejnym spotkaniu z Politechniką Wrocław Bór również nie wystąpił w pełnym składzie. Niestety w tym meczu ponieśliśmy klęskę na własnym parkiecie.

Porażka z wrocławianami to największa wpadka SPRu w I rundzie.

Dwa ostatnie spotkania sezonu to istne horrory. Mecze z Oławą i Komprachcicami kończyły sezon, a także były bardzo ważne dla układu tabeli. Porażki mogły spowodować spadek nawet na 8 pozycję. Mecz z Oławą na wyjeździe ostatecznie skończył się remisem, który nie krzywdził żadnej z drużyn i pozostawiał kwestie trzeciego miejsca do rozstrzygnięcia w ostatnim meczu rundy pomiędzy SPR-em Bór a OSiR-em Komprachcice. Mecz jak to bywa w spotkaniach o jakąś stawkę był bardzo zacięty, a 4 czerwone kartki i łącznie 44 minuty kar pokazują, że ten sport to nie przelewki i grają w niego naprawdę twarde chłopaki. Bohaterem spotkania został bramkarz gospodarzy Dawid Kalinowski, który dosłownie zamurował bramkę i raz po raz stopował ofensywne zapały drużyny z Komprachcic.

 Zwycięstwo pozwoliło oborniczanom skończyć rundę na trzecim miejscu, czyli świetnym do ataku na premiowane awansem lub barażami o I ligę. Kolejne treningi na pewno pozwolą zgrać się jeszcze lepiej, a Bór wróci na II ligowe parkiety mocny jak nigdy. Jeśli chcesz być częścią tego przedsięwzięcia – drużyna Bór Oborniki Śląskie zaprasza już na pierwsze spotkanie  w sobotę18 stycznia, do hali Gimnazjum w Obornikach Śląskich, jak zwykle o godzinie 18.

    Należy także wspomnieć o kibicach SPR-u. Jest to silna grupa ludzi, którzy byli z drużyną na dobre i na złe we wszystkich  rozegranych spotkaniach. Zawiązał się w trakcie rozgrywek Klub Kibica, który jako nieliczny w II lidze organizował wyjazdy i dopingował w obcych halach swoich pupili. Bez udziału publiczności gra nie miałaby sensu, dlatego zawodnicy w tym miejscu pragną podziękować za wspaniały udział „ósmego” zawodnika swojej drużyny. Mecze piłki ręcznej w obornickim wydaniu dostarczają  zawsze dużo wrażeń i emocji, których w następnej rundzie na pewno nie zabraknie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here