Papier toaletowy i mydło na przydział?

513

Nasz Czytelnik, który poprosił o interwencję i wyjaśnienie sprawy zastrzegł sobie anonimowość. Nie chce bowiem, aby za to, że podniesie publicznie problem, jego dziecko ponosiło konsekwencje.

Rodzica zaniepokoiło to, że jak przekazało mu jego dziecko, za to, że dzieci nie potrafiły „uszanować” papieru toaletowego, nie ma go w szkolnych toaletach, a wydawany jest tylko „w razie potrzeby”.

Papier i mydło pobierają w klasie

Dziecko powiedziało mi, że o zmianach w systemie „wydzielania” papieru uczniowie zostali poinformowani na apelu szkolnym. Wszystko przez to, że jakieś dzieci wynosiły papier toaletowy ze szkoły na pobliskie boisko i plac zabaw. Tam ponoć rozwijały go i bawiły się nim, owijały jakieś elementy. Teraz, za karę, papier ma być wydzielany najmłodszym dzieciom. Mogą z niego korzystać praktycznie tylko w czasie lekcji, bo przecież na przerwach klasy są zamykane. A co jeśli dziecku zachce się do toalety w czasie przerwy? Przecież to są małe dzieci, które nie do końca są w stanie przewidzieć swoje potrzeby fizjologiczne. Uczeń będzie musiał chodzić i prosić się o to, żeby otworzono mu klasę? To zupełnie bez sensu – mówił rodzic. Jak dodał, podobna sytuacja dotyczy również mydełka do rąk. Jego zdaniem, uczeń wychodzący do toalety „za potrzebą”, także mydło musi zabrać ze sobą. – To jakaś paranoja. Nie wiem jak te maluchy sobie z tym radzą. Po pierwsze, muszą jak najszybciej wrócić do klasy, a po drugie, muszą pamiętać o tym, żeby najpierw wszystko ze sobą zabrać, a potem przynieść z powrotem. Nie wiem jak wygląda sytuacja w starszych klasach, bo jak słyszałem, tam papier toaletowy jest bardzo rzadko wykładany w toaletach, a w klasach go nie ma – dodał rodzic.

Aby sprawdzić czy rzeczywiście w szkole jest problem ze środkami czystości pojechaliśmy do szkoły. Było już po godz. 15, dzieci skończyły już zajęcia. W niektórych toaletach faktycznie papieru były szczątkowe ilości, ale trzeba również pamiętać, że dzień się już kończył.

Dyrekcja zapewnia, że o dzieci dba

O wyjaśnienie sytuacji poprosiliśmy dyrekcję szkoły. Dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 Jolanta Dudczenko, zapewnia, że w placówce nie dzieje się nic niedobrego. – Wszystko jest w porządku. Dzieci mają dostęp do papieru toaletowego, mydełka i ciepłej wody. Dyrektorka wyjaśnia, skąd mogło wziąć się nieporozumienie na linii szkoła-rodzic: Prawdą jest, że jakiś czas temu, na szkolnym apelu poruszyliśmy kwestię tego, w jaki sposób uczniowie wykorzystują papier toaletowy. Może zacznę od tego, że w szkole mamy 4 toalety; łazienki znajdują się na wszystkich kondygnacjach. Od pewnego czasu zaobserwowaliśmy, że zwłaszcza w starszych klasach uczniowie – ku naszemu zdziwieniu nie byli to tylko chłopcy – wymyślili sobie nową zabawę: zwijają papier toaletowy w kulki, moczą go i rzucają na sufit. Któregoś dnia zostałam wezwana do jednej z toalet, w której właśnie na suficie wisiało około 15 takich bomb, jak nazywają je uczniowie. Właśnie dlatego, na apelu poruszyliśmy ten temat. Co roku i tak musimy malować toalety, ale proszę sobie wyobrazić, jakie plamy zostają po takich „zabawach” – mówi dyrektorka i dodaje, że dzieci mają zapewniony dostęp do papieru toaletowego i mydła. – Na piętrach, gdzie zajęcia mają starsze dzieci, papier toaletowy jest dostępny w toaletach, dokładamy go na bieżąco. W klasach I-III uczniowie mają również papier i mydełko z dozownikami w salach, tak aby w sytuacji, kiedy zabraknie czegoś w toalecie, zawsze mogli już z klasy wyjść zaopatrzeni w środki higieny. Jeśli zaś chodzi o ciepłą wodę, to jest ona zawsze w szkole. Dbamy o to, żeby dzieci miały ciepło i ciepłą wodę. W szkole zatrudniony jest palacz, który jest za to odpowiedzialny. Po przerwie świątecznej dzieci wróciły do nagrzanej szkoły dzięki temu, że rozpaliliśmy już na dwa dni przed ich powrotem rozpaliliśmy – tłumaczy Jolanta Dudczenko. Dyrektorka dodaje także, że po to jest dyrekcja szkoły, aby do niej zgłaszać wszelkie wątpliwości. Jeśli rodzice mają jakieś pytania, czy też chcieliby, aby coś im wyjaśnić, najlepiej jakby z wszelkimi wątpliwościami zwracali się do dyrekcji, a nie szukali odpowiedzi za pośrednictwem gazety.   

 

Sanepid sprawdza, ale zgłoszenia tym razem nie miał

Renata Widłak-Stępień, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej zapewnia, że wcześniej nie otrzymała informacji o nieprawidłowościach w szkole. – Oczywiście, że Stacja kontroluje szkoły. Sprawdzamy również takie rzeczy jak to czy jest papier toaletowy, mydło czy ciepła woda. Co więcej, gdyby z jakiegoś powodu nie było ciepłej wody, szkoła ma obowiązek nam to zgłosić. Muszę przyznać, że nasze kontrole zapowiadamy wcześniej, te które są planowe. Wtedy zawsze wszystko jest w szkołach w najlepszym porządku. Jednak kiedy otrzymujemy sygnał, że w placówce są nieprawidłowości – kontrolujemy bez zapowiedzi – wyjaśnia dyrektor PSSE.

Trzeba pamiętać, że szkoły, które są placówkami odwiedzanymi przez wiele osób, żądzą się swoimi prawami. Myślę, że dzieci mogły złośliwie chować papier lub po prostu bezmyślnie go niszczyć i być może dlatego dyrekcja poczyniła pewne kroki. W szpitalach pacjenci niszczą różne przedmioty z wyposażenia, wyrywają krany. Być może podobnie było w szkole. Po państwa sygnale na pewno zajmiemy się tą sprawą. dziwi mnie tylko, że rodzice najpierw dzwonią do gazety, a nie zgłaszają problemu do nas – dodała Renata Widłak-Stępień.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here