Burmistrz Marek Długozima usłyszał w poniedziałek zarzuty

1477

Przypomnijmy, burmistrzowi Markowi Długozimie (za jego zgodą podajemy pełne imię i nazwisko oraz publikujemy pełny wizerunek – przyp. red.) wyznaczono pierwszy termin na 25 listopada, ale jak poinformowała nas prokurator, ponieważ otrzymał informację właściwie dzień przed, to poprosił, by wyznaczyć kolejny termin, tak aby mógł ustanowić swojego obrońcę. Jednak w drugim terminie burmistrz również nie stawił się w prokuraturze, ale zadzwonił i poinformował, że w tym dniu nie może stawić się jego obrońca. Kolejny termin został wyznaczony na dzień 16 grudnia. Około godz. 15 zadzwoniliśmy do oleśnickiej prokuratury, niestety nie udało nam się porozmawiać z prowadzącą postępowanie prokurator Iwoną Krzyżewską, ponieważ, jak usłyszeliśmy, właśnie przesłuchuje. Informacji udzielił nam Marcin Firko, zastępca prokuratora rejonowego, który potwierdził, że burmistrz Marek Długozima stawił się w prokuraturze i że właśnie trwają jeszcze czynności. Nie umiał jednak powiedzieć, czy burmistrz przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Tymczasem w zeszłym tygodniu udało nam się porozmawiać z prokurator Krzyżewską, która poinformowała nas, że najistotniejszą rzeczą, którą ustalili biegli jest to, że nawet przy uwzględnieniu wszystkich prac i zakładając, że zostały one wykonane oraz uwzględniając opcję, że prace te zostały wykonane po najwyższych cenach, to i tak według opinii, całość robót mogła kosztować góra 1 mln 300 tys. zł. Prokurator dodała, że biegli sprawdzili, w jakich cenach w województwie dolnośląskim przeprowadzano podobne prace. Sprawdzili ceny najniższe i najwyższe, i na tej podstawie, przyjmując wariant najkorzystniejszy (czyli najwyższe stawki) dokonano obliczeń. Podkreślić należy, że badanie oparło się jedynie o dostępną dokumentację. Nie sprawdzono, czy rzeczywiście położono np. kilometry rury drenarskiej, czy nawieziono tyle ziemi ile wpisano w kosztorysie lub czy faktycznie wycięto ponad 200 drzew. Prokurator powiedziała nam, że spuszczenie wody ze stawu i przeprowadzenie „odkrywki”, czyli sprawdzenie, czy ów remont był zrobiony tak, jak to wskazano w dokumentacji zrodziłoby ogromne koszty. Stąd decyzja, by tego nie robić i uznać, że opisane prace zostały wykonane. Jednak nawet przy takim założeniu koszty remontu zdaniem biegłych były zawyżone o około 900 tys. zł. Między innymi dlatego prokurator zdecydowała o postawieniu burmistrzowi Trzebnicy zarzutów przekroczenia uprawnień i wyrządzenia znacznej szkody.

Jednak zawyżone prace remontowe to jedno, a inną sprawą jest wprowadzenie w błąd kontrolerów Urzędu Wojewódzkiego, którzy kontrolowali przekazaną dotację. W dokumencie pokontrolnym z 2008 roku czytamy, że wykonawcy NIE NALICZONO KAR UMOWNYCH. Takich wyjaśnień udzielili kontrolerom urzędnicy. Dodajmy, że do udzielania wyjaśnień upoważniono skarbnik Barbarę Krokowską, naczelnika wydziału inwestycyjnego Zbigniewa Zarzecznego oraz Pawła Jędrzejczyka, pracownika tego wydziału. Co więcej dokument pokontrolny został podpisany przez burmistrza Marka Długozimę. Tymczasem dotarliśmy do dokumentu podpisanego jeszcze w 2007 roku, z którego jasno wynika, że naliczono wykonawcy karę umowną i że zawarto porozumienie, by w zamian dokonał on remontu stawu. Dlaczego zatem zatajono te dane przed kontrolerami? Okazuje się, że sprawa jest prosta. Otóż, w przypadku naliczenia kary umownej, gmina zobowiązana była do zwrotu równoważnej kwoty. Zapytaliśmy prokurator Krzyżewską, czy w związku z niejasnościami w dokumentach i w związku z wprowadzeniem kontrolerów w błąd, prokuratura przedstawiła komuś zarzut, np. poświadczenia nieprawdy?

– Rozważamy taką możliwość – oznajmiła prokurator i dodała, że burmistrz takiego zarzutu nie otrzymał, ponieważ to nie on, a urzędnicy udzielali wyjaśnień kontrolerom.

Z naszych informacji wynika również, że jeszcze w tym tygodniu, Urząd Wojewódzki wyda decyzję wzywającą Gminę Trzebnica, do zwrotu części dotacji wraz z odsetkami. Mówi się o kilku milionach złotych.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here