„Tak wyszło” i kasa zginęła

103

Przypomnijmy, że chodzi o przelanie na podstawione konto kwoty blisko 665 tys. zł. Pieniądze za odbieranie i wywóz odpadów komunalnych miały trafić na konto wrocławskiej spółki WPO „Alba. Trafiały jednak  na konto oszustów. Jak się okazało jednym z nich był obywatel Rumunii.

Mechanizm wyłudzenia był prosty: Ktoś zadzwonił do urzędu z informacją, że Alba zmienia numer konta bankowego i, że do urzędu zostaną wysłane odpowiednie pisma. I rzeczywiście, niedługo po telefonie nadszedł faks z nowym numerem konta. Mimo, że pismo różniło się od poprzedniej korespondencji, otrzymanej z Alby – było przygotowane niechlujnie, a pieczątka  i podpis – tylko jednej osoby, choć pisma tak dużej firmy powinny być kontrsygnowane – znacznie różniły się od podpisu i pieczątki tej samej osoby sygnującej inne dokumenty – urzędnicy gminni nie skontaktowali się z domniemanym nadawcą, by potwierdzić jego autentyczność. Nie wzbudził ich podejrzeń również fakt, że na fakturach, które otrzymywali z Alby, było zupełnie inne konto. Pieniądze przelewali na fałszywe.

Sprawa wyszła na jaw, gdy organy ścigania, prowadzące śledztwo w innej sprawie, zobowiązały bank do zablokowania konta. Ostatnia rata  przelana oszustom – ponad 245 tys. zł  – wróciła na konto gminne. Pozostała kwota podobno jest na zablokowanym koncie, ale nie wiadomo kiedy będzie można ją odzyskać, i czy nie będą rościć sobie do niej praw, także inni poszkodowani.

Dopiero po naszej publikacji sprawą zajęli się radni i zarządzili kontrolę komisji rewizyjnej Rady Miejskiej. Komisja ustaliła, że w urzędzie doszło do poważnych nieprawidłowości: przelewy przygotowywała stażystka, która później pracowała nawet jako wolontariuszka. Zdaniem komisji stażystka mogła brać udział tylko w pracach pomocniczych, nadzorowanych przez uprawnionych urzędników. Ale takiego nadzoru nie było.

Tymczasem wiceburmistrz Karol Kos, który osobiście podpisywał przelewy na fałszywe konto powiedział do dziennikarki. – Proszę nie być tak nachalną, nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie.

Jeszcze mniej do powiedzenia miała skarbnik gminy Dorota Fiłon. – Wszystko jest odpowiednio nadzorowane przeze mnie, przez burmistrza i przez służby finansowe… A my panujemy nad wszystkim – powiedziała przed kamerą. Jednak na pytanie o brakujące 420 tys. zł nie chciała nic odpowiedzieć, tylko stwierdziła: –  Powiedziałam pani, że nie udzielam żadnej odpowiedzi i proszę opuścić mój gabinet.  A na pytanie, dlaczego nie zweryfikowano konta: – Wszystko było zrobione zgodnie z procedurami i dziękuję państwu już. Nie mam więcej nic do powiedzenia.

Wiceburmistrz Kos przez jakiś czas uciekał przed kamerą, dodając reportażowi ekspresji, ale w końcu autorka programu go zastopowała: – Przeszło to przez sześć osób. Ja byłem siódmą osobą, która ewentualnie ten przelew wykonała – zaczął się tłumaczyć. – Tak to wyszło – skwitował krótko, gdy dziennikarka zapytała, jak to możliwe, że tego nie wychwycili.

Wiceburmistrz ujawnił też, jakie konsekwencje poniósł on i inni urzędnicy odpowiedzialni za spowodowanie tej strat: – Została odbyta rozmowa. Taka dyscyplinująca… – i tylko tyle.

Autorka reportażu zauważyła, że w urzędzie nikt nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Także burmistrz, choć przyznaje, że jego podwładni popełnili błąd, konsekwencji też nie zamierza wyciągać, konkluduje autorka programu.

A burmistrz Sławomir Błażewski deklaruje: – Czekamy na postępowanie prokuratorskie. Jeżeli ono wykaże, że pracownicy nie dopełnili formalności pod tym względem, będę wyciągał daleko idące konsekwencje z tego tytułu.

Rada Miejska nie czekała, konkluduje Sylwia Widziak i obniżyła burmistrzowi pensję o trzy tysiące złotych.

Link do reportażu znajdziesz na naszej stronie www.http://nowagazeta.pl

4 KOMENTARZY

  1. Jak to w POlsce – urzędowy brak odpowiedzialności, każda z tych osób powinna wylecieć dyscyplinarnie za marnotrawienie pieniędzy mieszkańców… skoro dalej tkwią na swoich stołkach to prokuratura też im nic nie zrobi.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here