Rozkopany przejazd odciął nas od świata – zobacz film

63

O tym, że żeby było lepiej, to najpierw musi być trochę gorzej wie chyba każdy kto prowadził najprostszy remont w domu. Zwykli ludzie mogą sobie tylko wyobrażać, jak wielkim i skomplikowanym przedsięwzięciem może być remont trasy kolejowej. Tego nikt chyba nie neguje, ale niektórzy mieszkańcy, którzy mieszkają blisko torów mają już chyba dość remontów na kolei.

Kilka dni temu zadzwoniła do nas mieszkanka Pęgowa. Kobieta mieszka po drugiej stronie torów. Jak mówi pani Magda, zarówno ona jak i inni mieszkańcy rozumieją, że remont musi być przeprowadzony, ale jej zdaniem prace wykonywane są bez głębszego przemyślenia. – Pracownicy, którzy wykonują remont w ogóle nie zadbali o bezpieczeństwo i wygodę osób, które na piechotę pokonują przejazd. Nie zrobili żadnego przejścia dla pieszych, teraz idzie się pod płotem, po dziurach i błocie. Kiedy po raz pierwszy ekipy pracowały na przejeździe pracownicy pomagali przenieść wózek czy rower. Teraz nikt się nie kwapi do pomocy. Poza tym przejście jest niezabezpieczone. Można wpaść w wykop, nie mówiąc już o tym, że przechodzi się pomiędzy pracującymi maszynami – mówi pani Magda i dodaje, że jako mama dwójki dzieci, codziennie odprowadza je do przedszkola… po drugiej stronie torów. – Dzieciom chodzi się bardzo niewygodnie, kiedy dochodzimy do przedszkola jesteśmy cali w błocie. Nie chcę nawet myśleć jak o swoje dzieci martwą się rodzice, którzy pracują i nie mogą ich odebrać ze szkoły. Moim zdaniem i zdaniem moich sąsiadów, na torach powinna być kładka, tak jak to było kiedyś. Przed remontem piesi przechodzili po kładce, a teraz wygląda tak, że dalej będziemy chodzić drogą pomiędzy samochodami – dodaje mieszkanka Pęgowa i jak zauważa, w najgorszej sytuacji są starsi ludzie, którzy mają problem z chodzeniem. – Moje sąsiadki z wózeczkami na kółkach nie mogą przejść z zakupami do domów. Dla nich to dopiero jest straszne. Jakby chciały przejść wyznaczonym objazdem, to moim zdaniem lekko licząc musiałyby nadłożyć około 2 km –  Mówi pani Magda i dodaje, że tak najbardziej denerwuje ją fakt, że ekipa schodzi z budowy o godz. 15, mimo, że jeszcze jest widno. Jej zdaniem, gdyby robotnicy pracowali dłużej, szybciej skończyliby remont.

O tym, jak niedogodności dla mieszkańców tłumaczy PLK przeczytasz w najnowszym wydaniu NOWej gazety.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here