Oszustwo? Orkan Ligota Piękna podstawił zawodnika

642

Przypomnijmy, że w 10. kolejce rozgrywek klasy B, grupy Wrocław II, na boisku w Pęgowie został rozegrany mecz pomiędzy Zorzą Pęgów a Orkanem Ligota Piękna. Spotkanie zakończyło wynikiem 0:2. Już po meczu, kiedy rozmawialiśmy z Bartoszem Mazurem, trener pęgowian wskazywał na to, iż jego zdaniem w drużynie przeciwników zagrali nieuprawnieni zawodnicy. Trener gospodarzy wniósł o sprawdzenie zawodników przeciwnej drużyny. Dokumentację, między innymi zawierającą protokół ze sprawdzenia wykonanego przez sędziego przesłano do DZPN-u. Aby dowiedzieć się jakie związek podjął decyzję, zadzwoniliśmy do samego źródła. Jak się jednak okazało, nikt w Związku nie chciał nam udzielić informacji, jakie rozstrzygnięcie zapadło. Najpierw odsyłano nas do kolejnych osób, aby na końcu stwierdzić, że jeżeli chcemy wiedzieć jaka decyzja zapadła, to powinniśmy się skontaktować z zainteresowanymi klubami.

Dlaczego przedstawiciele DZPN-u nie chcieli nam powiedzieć jaką decyzję podjęli? Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że na stronie www.90minut.pl pojawiła się informacja, iż mecz zakończył walkowerem. Przy wynikach kolejki jest również wiadomość, że w drużynie Orkanu grali nieuprawnieni zawodnicy. Aby dowiedzieć się jaka była decyzja DZPN-u i jakie było jej uzasadnienie, skontaktowaliśmy się z Piotrem Stalą, prezesem Zorzy Pęgów. Ten jednak, do końca zeszłego tygodnia, nie otrzymał żadnego oficjalnego pisma z DZPN-u.

Piotr Stala nie był obecny na meczu. Wydarzenia, jakie miały miejsce na boisku w czasie meczu i tuż po nim zna z relacji trenera zespołu, Bartosza Mazura. – Na tym meczu akurat nie mogłem być. Nasz trener mówił, że już przed meczem sygnalizował zarówno przeciwnej drużynie, jak i sędziemu, że w składzie zespołu Orkanu Ligota Piękna są osoby nieuprawnione do gry w tej drużynie zespole. Tak się złożyło, że Bartosz Mazur zna osobiście tych piłkarzy. W Ligocie Pięknej są dwie drużyny: B-klasowy Orkan i C-klasowy Grom, który ma szansę na awans do B-klasy. Nasz trener miał wątpliwości co do trzech zawodników. Nie zgadzały się mu ich nazwiska i właśnie dlatego, jeszcze przed końcem meczu powiedział sędziemu, że będziemy sprawdzać zawodników. I już tu sędzia popełnił błąd regulaminowy, ponieważ zamiast sprawdzić naszych przeciwników, powiedział, że jeżeli są jakieś wątpliwości, to będziemy sprawdzać obie drużyny. To sędzia zadecydował, że również my będziemy sprawdzani, i to właśnie jest niezgodne z regulaminem DZPN-u, bo przedstawiciele drużyny przeciwnej o to nie wnosili. Z tego, co dowiedziałem się nieoficjalnie, wiem, że na sędziego została nałożona kara za złamanie regulaminu. Ma to być 200 lub 500 zł, ale to tylko nieoficjalne informacje. Już w trakcie sprawdzania przez sędziego doszło do dziwnej sytuacji, ponieważ wszyscy zawodnicy mieli dokumenty, tylko nie ci trzej, którzy nam się wydawali „podejrzani”. Ponieważ nie mieli dowodów tożsamości, nie można było jednoznacznie stwierdzić, czy to są te osoby, które zostały wpisane w składzie zespołu. Zaproponowaliśmy, żeby zawodnicy, co do których były wątpliwości, pojechali do domu po dokumenty, przecież do Ligoty nie jest daleko, ale nie zgodzili się na to. W takiej sytuacji sędzia wziął tylko pod uwagę zdjęcia dołączone do kart zawodniczych, które przedstawiały piłkarzy sprzed kilku lat, i nie dało się jednoznacznie stwierdzić czy to te osoby. Sędzia stwierdził, że „istnieje podobieństwo” osób grających do tych z kart zawodniczych – mówi Piotr Stala i dodaje, że jego dociekliwość i dociekliwość trenera i kierownika sprawiła, że do DZPN-u dostarczyli niezbite dowody na to, że zawodnik, który rzekomo miał grać na boisku, w czasie meczu był zupełnie gdzie indziej. Przez to, udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że doszło do oszustwa. – Najprawdopodobniej DZPN wziął pod uwagę także materiały dostarczone przez nas. Zresztą w udowodnieniu naszych racji pomogła nam również obecność dziennikarza NOWej gazety. Na opublikowanym zdjęciu, które pojawiło się tuż obok relacji z meczu widać zawodnika z numerem 17. To właśnie o sprawdzenie tego zawodnika wnioskowaliśmy. To właśnie ten piłkarz grał bardzo dobrze całe spotkanie. Z numerem 17 miał grać Krystian Łącki i to on miał przesądzić o wyniku meczu. Piłkarz o tym nazwisku był trenowany w Wiszni Małej przez naszego trenera Bartosza Mazura, dlatego od razu wiedział, że to nie jest ta osoba, za którą się podaje – wyjaśnia Piotr Stala. Jak dodaje, już podczas gry wątpliwości budziła wysoka forma przeciwników, którzy poprzednie spotkania przegrywali do zera i to 8-12 bramkami. – Były spotkania, jak na przykład z Szewcami, kiedy na mecz przyjechało 8 zawodników, czyli absolutne minimum, żeby spotkanie w ogóle mogło się odbyć. Dziwi mnie, że na takim poziomie rozgrywek, dwie osoby, czyli kierownik drużyny i kapitan drużyny poświadczyły nieprawdę. Myślę, że takim fałszerstwem powinny się zająć organy ścigania. Nie wiemy, czy wcześniej, z innymi drużynami również nie dochodziło do takich poświadczeń nieprawdy. Być może inne spotkania też powinny zakończyć się inaczej. No tu pech akurat chciał, że nasz trener znał niektórych piłkarzy.  Będę domagał się przeprosin na łamach gazety NOWej i Słowa Sportowego. Wieść, że Pęgów przegrał z ostatnią drużyną z tabeli wpłynął na wizerunek naszego zespołu. W klubie mamy 80 dzieci. Ci mali piłkarze interesują się tym, co robią seniorzy. Jak mamy im wytłumaczyć, że w piłce nożnej da się oszukiwać? Im bliżej końca rundy, tym ciekawsze sprawy się w lidze pojawiają. My na pewno nie popuścimy – zapowiedział Piotr Stala.

Otrzymaliśmy w formie pisemnej uzasadnienie DZPN. Nasz klub został również ukarany. Po pierwsze unieważniono wynik meczu zasądzając walkower, po drugie została na nas nałożona kara finansowa – powiedział nam kierownik drużyny Sylwester Janiga. – To jest bardzo zawiła sprawa. Pan Bartosz Mazur twierdzi swoje a my swoje. Na pewno przygotujemy pismo, odwołanie od decyzji DZPN-u, bo jest dla nas krzywdząca.  Decyzję DZPN-u dostaliśmy w ostatni czwartek czy piątek, ale nie wiemy na jakiej podstawie związek ją podjął. To jest bardzo zawiła sprawa. Wydział dyscypliny podjął taką a nie inną decyzję, a my w ciągu dwóch tygodni się odwołamy. Miejmy nadzieję, że w ciągu 3 tygodni sprawa się wyjaśni. Zobaczymy jakie będzie rozstrzygniecie – dodał Sylwester Janiga.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here