Komu wolno robić wędliny i przeprowadzać ubój?

5161

Od jakiegoś czasu narzekamy na wyroby wędliniarskie. Często mówimy, że szynki nie smakują jak dawniej, że są pompowane wodą, solą, że mają w sobie mnóstwo chemii. Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, kupują drogie wędliny, ponieważ chcą mieć poczucie, że jedzą mięso, które nie jest naszpikowane ulepszaczami. Bardzo popularne stało się wypiekanie w domu chleba, również na zakwasie. Coraz częściej sami pieczemy szynki, a przy domach i na działkach pojawiają się prowizoryczne wędzarnie. W programach kulinarnych, a także w internecie, można znaleźć przepisy na to, jak samemu zrobić wędliny, a nawet kiełbasy (proponowane jest na przykład wykonywanie kiełbas w słoikach). Zwolennicy domowego przygotowania wędlin przekonują, że dzięki temu, iż sami robią jedzenie, dokładnie wiedzą, co jedzą.

Kiełbaski i szyneczki tylko na własny użytek

Powiatowy lekarz weterynarii Artur Pamuła mówi, że takie jedzenie można wykonywać tylko na użytek własny. Jak podkreśla, zasada ta obowiązuje nawet wtedy, kiedy wyroby przygotowywane są z surowców, które pochodzą z pewnych źródeł, jak chociażby ze sklepów: – Kiełbasy czy szynki, które zostały wykonane w warunkach domowych nie mogą być wprowadzane do obrotu detalicznego. Aby produkować wyroby na sprzedaż, należy spełnić wymogi nie tylko weterynaryjne, ale i sanitarne. Zupełnie inaczej sprawa się ma, jeśli wytwarzamy na własny użytek. Należy pamiętać, że jeżeli są miejsca, w których można kupić „swojską” szynkę czy kiełbasę, to działają one nielegalnie. Kupujący od takich „producentów” powinni mieć świadomość, że takie domowe wyroby mogą ich kosztować zdrowie. Nie tylko zarażenie włośniem wchodzi w grę, ale i salmonellą. Chorzy bardzo często nie kojarzą swoich objawów z faktem zjedzenia mięsa. Może dojść do takiej sytuacji, że zjemy mięso zwierzęcia, które przyjmowało antybiotyki. Okres karencji nie został zachowany i przez spożycie takiego mięso nabędziemy bakterie, które będą odporne na antybiotyki. Dla zdrowia człowieka może mieć to tragiczne konsekwencje – tłumaczy Artur Pamuła. Lekarz weterynarii dodaje, że wszystkie miejsca, w których obrabiane jest na różnych etapach mięso, muszą mieć odpowiednie zezwolenia. I tak, na terenie naszego powiatu działa tylko jedna ubojnia, w Tarnowcu, a jeśli chodzi o sklepy będące pod nadzorem inspekcji weterynaryjnej, które mogą dokonywać rozbioru mięsa, to są dwa: market Intermarche w Obornikach Śl.oraz Intermarche w Trzebnicy.

Trzeba jasno powiedzieć, że „punkty”, które sprzedają wyroby powstajace w warunkach domowych są nielegalne. Jeśli udowodnimy komuś, że sprzedaje swoje wyroby z mięsa, sprawę przekazujemy policji, a później zajmuje się nią prokuratura. Powiatowy Lekarz Weterynarii może poprosić o asystę policję, która zabezpieczy fachowo dowody. Sąd może zasądzić w takiej sprawie nawet karę więzienia – przestrzega lekarz weterynarii.

 Dziczyzna bezpieczna po przebadaniu

A jak się sprawa ma z dziczyzną, którą możemy zjeść w restauracjach i kupić w niektórych supermarketach? Czy ich mięso jest bezpieczne? – Punkty skupu dziczyzny, to wynajęte przez zakłady przetwórstwa mięsa, typu LAS-Kalisz, miejsca gdzie pozyskiwane są od kół łowieckich zwierzęta łowne. To właśnie koła łowieckie mogą organizować polowania, które przebiegają zgodnie z prawem łowieckim. Punkty skupu to zakłady pośrednie. Po polowaniu zwierzęta są oddawane do punktów, a kiedy zapełnią się w nich chłodni, wtedy właściciel punktu skupu dzwoni do producenta i prosi o odbiór. Po polowaniu myśliwi mogą zakupić dziczyznę, ale również tylko na własny użytek. Nie wolno im jej rozparcelować i sprzedawać – zaznacza Artur Pamuła.

Zdarzają się jednak przypadki, kiedy na przykład jadąc samochodem, dzikie zwierzę wybiega na jezdnię i wpada pod koła samochodu. Mniejsze zwierzęta często giną, większe, jak na przykład dziki, ze względu na swoją budowę przeżywają i uciekają. Prawie każdy słyszał opowieść, że ktoś gdzieś kiedyś potrącił dzikie stworzenie, wrzucił je do bagażnika, a potem zając, dzik czy sarna skończyły na talerzach. Czy takie spożywanie dziczyzny nie niesie za sobą zagrożeń dla zdrowia ludzi?

Najważniejsze jest, żeby dziczyznę zbadać w kierunku nosicielstwa włośnia, bardzo niebezpiecznego pasożyta, który lokalizuje się w mięśniach. Ostateczne konsekwencje zarażenia się nim mogą być tragiczne; choroba może się zakończyć nawet śmiercią. A nie trzeba dużo. Badanie kosztuje 20 zł, wykonywane jest metoda kompresorową, a lista gabinetów weterynaryjnych – razem z numerami telefonów – które są uprawnione do tego badania znajduje się na naszej stronie internetowej www.piwtrzebnica.e-bip.org.pl. Tutaj warto dodać, że również nutrie i świnie należy bezwzględnie badać. O tym obowiązku mówi rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 2010 roku w sprawie wymagań weterynaryjnych przy produkcji mięsa na użytek własny – przypomina lekarz weterynarii.

Ubój tylko humanitarny i przez fachowców

Jak się okazuje, restrykcyjne przepisy obowiązują również rolników. Właściciel zwierzęcia, który chce dokonać uboju trzody chlewnej, powinien zgłosić ten zamiar przynajmniej na 24 godziny przed planowanym ubojem. Warunkiem jego dokonania jest to, że musi być wykonany przez wykwalifikowanego ubojowca z uprawnieniami. Ubojowiec pobiera próbę mięsa, która powinna zostać dostarczona do uprawnionego lekarza weterynarii dokonującego badań na obecność włośni.

Zgodnie z rozporządzeniem, poddawane ubojowi może być również bydło do 6 miesiąca życia. Przy tych zwierzętach, po uboju, do zakładu utylizacji należy oddać tak zwany materiał wysokiego ryzyka, między innymi migdałki i gałki oczne. W warunkach domowych dozwolone jest ubicie owcy, kozy, oczywiście przez uprawnionego ubojowca, ale nie wolno bydła powyżej 6 miesiąca życia, koni, osłów i ich mieszańców. Co istotne, mięso pochodzące z takiego „przydomowego uboju” musi zostać bezwzględnie poddane obróbce termicznej w temperaturze minimum 70 st. Celsjusza. Rozporządzenie stanowi, że zwierzęta powinny być uśmiercane tak, aby nie cierpiały i co bardzo ważne, uboju nie można dokonywać w obecności dzieci. Drób nie podlega tym przepisom, ale dokonując uboju kur czy kaczek należy pamiętać, że trzeba zrobić to humanitarnie i również bez obecności dzieci. Jeżeli zdarzy się tak, że rolnik dokona uboju zgodnie z zasadami, ale nie zgłosi tego powiatowemu lekarzowi weterynarii podlega karze od 100 zł do 2 tys. zł, jeśli zwierzę było zarejestrowane w Agencji Restrukturyzacji i Rozwoju Rolnictwa. W poprzednim roku nałożyliśmy sporo takich kar, ale w najniższym wymiarze. To była z naszej strony bardziej akcja informacyjna niż represyjna – zaznacza Artur Pamuła.

Zdaję sobie sprawę, że uprawnionych ubojowców nie jest wielu, ponieważ na terenie naszego powiatu działa tylko jedna ubojnia – w Tarnowcu. Gospodarze ze Żmigrodu korzystają z usług ubojowców z Rawicza, bo tam jest zdecydowanie więcej ubojni. Na naszej stronie internetowej znajdują się wszystkie wzory formularzy, ale zachęcam, żeby do nas zadzwonić, a my poinformujemy krok po kroku, co należy zrobić, żeby dokonać uboju zgodnie z prawem i  żeby mięso było bezpieczne dla zdrowia – dodaje powiatowy lekarz weterynarii.

20 zł
tyle kosztuje badanie na obecność pasożyta włośni w mięsie dzików, świń i nutrii.

1 KOMENTARZ

  1. […] Dla niektórych pewnie dobrym rozwiązaniem byłoby kupowanie mięsa i jego wyrobów od małych lokalnych hodowców, którzy prowadzą zrównoważone hodowle oraz przetwórstwo mięsne w warunkach domowych. Ale to jest mocno obwarowane przepisami, a w niektórych przypadkach kompletnie nielegalne pod groźbą nawet kary więzienia. 12 […]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here