Adam Broniecki wspomina lata spędzone na froncie

792

Adam Broniecki był bardzo młodym chłopcem, kiedy wstąpił do pułku. 10 września 1939 r. miałby swoje 18. urodziny, a 1 września ruszył z 1 dywizją na front. – Bardzo chciałem walczyć w pułku im. Tadeusza Kościuszki, to było moje marzenie. Lubiłem wojsko, fascynowało mnie chociaż wiedziałem, że od ojca dostanę lanie. Na ćwiczeniach i manewrach potrafiłem spędzić cały dzień. Przed wstąpieniem do pułku, naszą rodzinę wywieziono do Rosji na Sybir, a mój rocznik podlegał poborowi do wojska. Z przyjemnością wstąpiłem do formującej się armii. Tylko nasz pułk szedł do Berlina, a ja bardzo chciałem zobaczyć morze. Ostatecznie uczestniczyłem w walkach aż do końca wojny. Mogłem zostać we wojsku i skończyć szkołę, jak to zrobili moi kompani. Mam tylko skończoną szkołę podstawową i kursy jazdy samochodem. Wróciłem jednak do domu, ponieważ po śmierci rodziców musiałem się opiekować moim rodzeństwem. Kiedy szedłem na front zapamiętałem ich jako maleństwa, po powrocie do domu to byli prawie dorośli ludzie – wspomina nasz rozmówca.

Zaraz po wojnie chciał wydać swoje wspominania w formie pamiętnika, ale pracował jako kierowca pierwszego starosty, więc jak sam mówi „nie miał czasu by spisać swoje wspomnienia”. Gdyby jednak wydał wówczas taką książkę, to nie mógłby napisać w niej całej prawdy – Cenzura by na to nie pozwoliła. Teraz spisałem wszystko, co miało miejsce na froncie. Nie bałem się nikogo.

Wspomnienia zawarte w książce być może by nie powstały gdyby nie namowa młodszej siostry pana Adama: – Ona mieszka w Chicago, kiedyś poradziła mi abym napisał pamiętnik, by moje dzieci i wnuki wiedziały, że służyłem w wojsku. Mój kolega Tadeusz Rutkowski rozpisuje się o mnie w książce „Gorąca karta życia”, więc pomyślałem, że skoro on może, to dlaczego ja nie mogę? Alicja Stręk-Tworek pomagała mi w redagowaniu książki. Wspomnienia zacząłem spisywać w grudniu.

Oprócz wspomnień, w książce znalazły się także archiwalne zdjęcia z domu rodzinnego, czy frontu, a także z uroczystości upamiętniających ważne rocznice historyczne, w których nasz rozmówca zawsze bierze udział. – Musiałem się skupić, by odtworzyć swoje wspomnienia. Nad Zalewem Szczecińskim byłem kontuzjowany, cudem uniknąłem śmierci. Uratowali mnie koledzy, ale nie poszedłem do szpitala, powoli dochodziłem do siebie na froncie. Wiedziałem, że jesteśmy niedaleko od Berlina. Jednak po tym wypadku nie tak łatwo przychodzi mi zapamiętywanie wierszy, czy piosenek. Za każdym razem dany tekst muszę po 5-6 razy przeczytać. Jak byłem dzieckiem i szedłem do szkoły, to po drodze uczyłem się wierszyków na pamięć, a potem zgłaszałem się na ochotnika do recytacji – wspomina Adam Broniecki.

Będąc na froncie korespondował ze swoją ciotką, która mieszkała w Trzebnicy i po wojnie zamieszkał u niej. W 1946 r. rozkazem  nr 03 został zwolniony do cywila. Miał 21 lat, gdy zamieszkał w Trzebnicy. Szybko po przyjeździe został kierowcą w starostwie:  – Bardzo imponował mi ta praca. Jeszcze przed zaciągnięciem się do wojska, mieszkałem niedaleko dworca kolejowego. Widziałem, jak kierowcy podwożą wysoko postawionych urzędników. Kierowcy zawsze mogli liczyć na napiwki, byli elegancko ubrani.

Książkę niebawem będzie można nabyć w księgarni, a także w siedzibie Muzeum Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej.

1 KOMENTARZ

  1. Wedlug interpretacji Pani Basi Pan Broniecki wyruszyl z 1 Praskim Pułkiem Piechoty I Dywizji Pancernej im. Tadeusza Kościuszki na front 1 wrzesnia 1939 czyli tak 3.5 roku przed jego powstaniem! Komu teraz mature „daja”- ta kobieta zupelnie nie wie o czym pisze…Prosze nastepnym razem poprosic np. Pana Kowalskiego o konsultacje…

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here