Młoda kobieta wypadła z II piętra. Jej chłopaka oskarżono o próbę zabójstwa.

826

Była noc. W jednym z mieszkań przy ul. PKWN w Żmigrodzie doszło do awantury, kolejnej już w tym miesiącu. Jak mówią sąsiedzi, do kłótni w tym domu dochodziło często. Kobieta wielokrotnie była bita przez swojego chłopaka. Około 3.30 jeden z okolicznych mieszkańców usłyszał przez otwarte okno, że kobieta woła ratunku. Wybiegł z mieszkania, bo głos dochodził tak, jakby potrzebująca pomocy kobieta była na podwórku. – Narzuciłem coś na siebie i wybiegłem przed dom, ale nigdzie nie widziałem sąsiadki. Wcześniej wielokrotnie interweniowaliśmy z sąsiadami, kiedy jej chłopak ją bił. Czasem robił to w mieszkaniu, czasem na podwórku, a czasem na schodach w bloku. Tym razem jednak nie mogłem zlokalizować głosu. Po chwili zobaczyłem, że kobieta siedzi na parapecie. Była prawie naga. Miała na sobie tylko bluzkę. Spodnie miała lekko zarzucone na nogi, próbowała je podciągnąć, ale siedziała na zewnętrznym parapecie i miała z  problem utrzymaniem równowagi. Krzyknąłem do niej, żeby się nie ruszała. Sąsiadka nie mogła wejść do mieszkania, ponieważ jak widziałem, okno było zamknięte od wewnątrz. Za oknem, przez firankę widziałem jej chłopaka. Stał i patrzył. Zacząłem biegać po podwórku. Szukałem worków, trocin. Wiedziałem, że skoro on popił, to na pewno nie wpuści jej z powrotem do mieszkania. Chciałem ją uratować. Krzyczałem, żeby jeszcze chwilę dała radę, żeby wytrzymała. Próbowała się ratować, złapać piorunochronu, trzymać parapetu, jednak po chwili, zanim zdążyłem pozbierać rzeczy, które mogłyby zamortyzować upadek – spadła. Spadła na nogi, potem na plecy, zahaczyła jeszcze o samochód sąsiada – relacjonuje mężczyzna. Jak dodaje, pierwszy raz zadzwoniono na policję, kiedy tylko zobaczył, że kobieta siedzi na parapecie. Drugi raz, dokładnie o 3.55, kiedy już leżała na ziemi.

Karetka przyjechała po pół godzinie

Według jego relacji pierwsi na miejsce tragedii przyjechali żmigrodzcy policjanci.

– Nie chcieliśmy jej jeszcze bardziej zaszkodzić. Nie wiedzieliśmy co ma złamane, czy przypadkiem ruszając jej nie pogorszymy jeszcze jej stanu. Przecież spadła na beton. Kiedy do niej podszedłem nic nie mówiła, tylko bardzo ciężko oddychała. Pobiegłem do domu po koc i przykryłem ją. W międzyczasie na dół zszedł jej chłopak. Był kompletnie pijany. Policjanci kazali mu dmuchać. Jak potem między sobą rozmawiali, to usłyszałem, że miał 1,48 promila alkoholu we krwi. Stał nad nią i mówił: „co ja zrobiłem, co ja zrobiłem…” Bardzo długo czekaliśmy na żmigrodzkie pogotowie. Ponad pół godziny. Karetka z Trzebnicy przyjechała prawie po godzinie.  Najpierw ratownicy razem ze mną i policjantami usztywnili jej ciało, a potem przełożyliśmy ją na nosze. Karetka zabrała ją do szpitala. Wiem, że jej stan jest ciężki – opowiada świadek tych dramatycznych wydarzeń.

Zarzut: usiłowanie zabójstwa

Leszek Wojtyła, prokurator rejonowy w Trzebnicy, nie chce zdradzać szczegółów sprawy.

Mogę tylko powiedzieć, że mężczyźnie, konkubentowi kobiety został postawiony zarzut – mówi prokurator.

W sobotę Sąd Rejonowy w Trzebnicy zadecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci 3 miesięcznego aresztu. Wobec podejrzanego zastosowano art. 13 paragraf 1, w związku z art. 148 Kodeksu Karnego – podaje prokurator. Oznacza to, że mężczyzna będzie sądzony za usiłowanie zabójstwa. Za taki czyn podejrzany może trafić na minimum 8 lat do więzienia, a sąd może orzec nawet 15 – 25 lat więzienia, a w szczególnych przypadkach nawet dożywocie. Przypomnijmy, że każdy czyn, który jest zagrożony karą więzienia od lat 3 kwalifikowany jest jako zbrodnia.

Jeśli chodzi o ofiarę, to jest w stanie ciężkim. Do mieszkania dwudziestopięcioletniej, poszkodowanej kobiety, policja była wcześniej już wzywana. Policja interweniowała, ale nie mogę potwierdzić czy wzywała ją ofiara, czy sąsiedzi – dodaje prokurator Leszek Wojtyła.

Bił ją ciągle

Sąsiad poszkodowanej twierdzi, że mężczyzna wielokrotnie ją bił:

Jakieś półtora miesiąca temu chodziła przez niego 4 tygodnie z usztywniona nogą, bo pogruchotał jej kolano. Ona była bardzo mocno bita, kopana. Kiedyś ją nawet zapytałem, dlaczego tak sobie daje, to odpowiedziała mi, że go kocha. Przypuszczam, że była przez niego tak sterroryzowana, że nie miała już siły się bronić. Ciężko mi to mówić, ale kilka dni temu, kiedy kolejny raz ją pobił, rozmawialiśmy z innymi sąsiadami, że kiedyś, jak ona nic z tym nie zrobi, to w końcu ją zabije. Winą za tę tragedię obarczam policję, prokuraturę i ich rodziców. Jak policjanci byli w ciągu półtora roku wzywani ponad 30 razy, to chyba mogli jakoś mocniej reagować. Ale teraz to już po wszystkim. Oby tylko doszła do siebie i nie była kaleką do końca życia. To naprawdę spokojna i dobra dziewczyna. Jego powinni zamknąć na długo, bo my, sąsiedzi obawiamy się, że będzie się na nas mścił – dodaje mężczyzna.

Sąsiedzi chcieli pomóc, interweniowali

Tragedią zszokowani są również inni sąsiedzi pary. Jak mówi nam jedna z sąsiadek, która pragnie pozostać anonimowa, do awantur w mieszkaniu na drugim piętrze dochodziło dość często. Młoda kobieta była jednak spokojna i łatwo nawiązywała kontakt z sąsiadami.

Monika, bo tak ma na imię, jest bardzo sympatyczna. Kiedy przeprowadziła się rok temu do naszego bloku od razu dobrze się nam rozmawiało. Mówiła, że przyjechała do Żmigrodu z Bogatyni, bo chciała uciec z domu, przede wszystkim od matki. Z tego co opowiadała, na początku mieszkała w mieszkaniu swojego chłopaka. Potem wzięła kredyt i kupiła mieszkanie w naszym bloku. To ona spłacała wszystkie zobowiązania, bo to ona miała stałą pracę. Z tego co mówiła, przez jakiś czas pracowała we Wrocławiu, we Wrozamecie. To naprawdę miła i spokojna dziewczyna. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego z nim była. W okolicy wszyscy mówili, że on jest agresywny. Wszyscy w mieście znali go chyba z tej strony. Dość często się awanturował, często wzywaliśmy, jako sąsiedzi do nich policję. Z tego co wiem, to był normalnie zameldowany w tym mieszkaniu, dlatego jak policja przyjeżdżała, to tłumaczyli, że nie za dużo mogą zrobić. Przez niego w tym mieszkaniu było wszystko co najgorsze: alkohol i narkotyki. Ona pracowała na to, żeby mieli na życie, na opłaty i na ratę za mieszkanie, a on czasem tylko dorywczo coś zarobił. Kiedy wzywaliśmy jako sąsiedzi policję, to jeszcze go broniła. Pamiętam, jak kiedyś powiedziała, że oni tylko się tak głośno bawią – opowiada sąsiadka, której zdaniem mężczyzna miał założoną tak zwaną „niebieską kartę”.

Chciała się z nim rozstać

Po awanturach, kiedy ją spotykałam, zawsze mi mówiła, że to był już ostatni raz, że już na pewno nie pozwoli więcej na to, żeby kolejny raz ją tak potraktował. Dziwiło mnie to, że taka mądra, młoda dziewczyna tkwi w takim związku. I doszło do takiej sytuacji... – mówi łamiącym się głosem kobieta. – Cieszę się, że mogę porozmawiać z dziennikarzem z gazety, bo jest mi naprawdę ciężko. Doszło do tragedii. Zawsze w takich sytuacjach, kiedy dzieje się jakiś nieszczęście, kiedy na przykład stanie się krzywda dziecku, odzywają się głosy, że panuje znieczulica, że ludzie widzą czyjeś cierpienie, wiedzą, że może dojść do nieszczęścia, a nic nie robią. My robiliśmy, dzwoniliśmy na policję za każdym razem. To właśnie do naszych policjantów mam największe pretensje. Kiedy usłyszeliśmy awanturę, jeden z sąsiadów zadzwonił na policję, ale oni nie przyjeżdżali. Po kilkunastu minutach zadzwoniliśmy kolejny raz, żeby powiedzieć, że Monika wypadła z okna. Kto wie, może gdyby wcześniej zareagowali nie doszłoby do takiej tragedii. Przecież ona wypadła z drugiego piętra, jej życie na pewno nie będzie takie jak wcześniej – dodaje rozżalona kobieta.

Policja reagowała szybko

Iwona Mazur, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy potwierdza, że żmigrodzcy policjanci interweniowali już wcześniej w mieszkaniu przy PKWN. – Feralnej nocy, policjanci dostali zgłoszenie z prośbą o interwencję, a po 7 minutach kolejny raz zadzwoniono na komisariat, aby powiedzieć, że kobieta wypadła z okna i leży na ziemi. Policjanci nie zbagatelizowali informacji. Kiedy mieszkańcy bloku zadzwonili po raz drugi, radiowóz był już w drodze na miejsce zgłoszenia.

O terminie rozprawy zadecyduje sąd.

Ponad 30
tyle razy zdaniem mieszkańca ul. PKWN interweniowała policja w mieszkaniu, w którym w czwartek nad ranem doszło do tragedii

4 KOMENTARZY

  1. Żmigrodzka policja to same przekręty, większości policjantów jest uzależniona od alkoholu, i innych środków, zdarzyło się nawet ze policjant rozbił jedno z małżeństw… na komisariacie panuje swoistego rodzaju sielanka, komendant na wszystko przymyka oka bo sam lubi chlapnąć na służbie… mam nadzieje ze redakcja gazety zaciekawi się żmigrodzkim komisariatem, ja mam pytanie po co był budowy nowy komisariat jeśli nie jest on wykorzystywany w 100%?
    jest tzw dołek tylko nie ma policjanta który by się nim zajmował wiec trzeba wozić ludzi do trzebnicy co wiąże się z kosztami… a co do zdarzenia wiem z pewnego źródła ze policja była informowana o awanturze w danym mieszkaniu 3 razy lecz przyjechali jak było już po wszystkim, ale pewnie mieli daleko do miejsca zdarzenia gdyż lubią w nocy schować się gdzieś i przekimać cala służbę TAKA JEST ŻMIGRODZKA POLICJA. W imieniu mieszkańców proszę o interwencje.

    • co to za dziwny człowiek pisze takie głupkowate komentarze , chyba naoglądał się filmów takich jak „drogówka” i opowiada jakieś swoje fantazje . Ja jakoś nigdy nie widziałem żeby jacyś policjanci chodzili pijani. To czy ktoś się rozstaje czy nie to chyba tych ludzi sprawa a nie wypisujesz tutaj że rozbiło się kogoś małżeństwo. Stary komisariat jak pamiętam go to nie chciał bym być tam wezwany nawet na przesłuchanie jako jakiś świadek bo wyglądał tak że strach było tam siedzieć na poczekalni, a temu kto siedzi w celi to chyba obojętne czy w żmigrodzkie czy też w trzebnicy , no chyba że nie lubisz wracać z buta z trzebnicy 🙂 a to że niby śpią na nockach to chyba za mocny sen masz. Nie raz jadąc samochodem w nocy widziałem przejeżdżający radiowóz, kilka razy mnie zatrzymali do kontroli i co z tego? Nic bo nie mam nic na sumieniu więc dlaczego mam narzekać, wykonują swoją pracę i dobrze że są. Ktoś to robić musi inaczej bym nie mógł wyjść na miasto bo te niektóre oszołomy pijane i naćpane , których jedynym zajęciem jest naje…ać się na mieście laliby wszystkich. Tak to wołają hwdp a jak dostaną na jakimś wyjeździe po pyskach to pierwsi biegną na komisariat . Wszyscy narzekają że policja jak nic nie robi to niekompetentna jak coś zrobi to znowu że za ostro jej zastanówcie się co chcecie.

      • m1984 nie napinaj się tak bo Ci żyłka pęknie. Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie i poglądy moje są takie jak napisałem wyżej. Pozdrawiam

  2. no własnie każdy ma prawo więc ja wyraziłem swoje. O moją żyłkę się nie przejmuj daje radę 🙂 ten komentarz jest dobry” p……. żony naszych kolesi ,jest kilka które lubią policyjne pałki” haha 🙂 ale jak mówi stare przysłowie „Jak suka nie da to pies nie weźmie” tutaj chyba dosłownie 😀

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here