Problematyczna opieka weekendowa w trzebnickim szpitalu

504

Kilka dni temu do naszej redakcji przyszedł e-mail, w którym zdenerwowana mieszkanka (dane do wiadomości redakcji) opisała nam w jaki sposób w trzebnickim szpitalu sprawowano opiekę medyczną nad jej mężem. Kobieta miała wiele zastrzeżeń, do działalności placówki.

„Mój mąż chorował na anginę, po zakończeniu antybiotykoterapii nie było poprawy, lekarz rodzinny stwierdził, że mąż jest zdrowy i powinien pić dużo herbaty! Tego samego dnia mąż gorączkował do 40 stopni C przez całą dobę. Uskarżał się też na inne dolegliwości, więc następnego dnia znowu poszliśmy do lekarza rodzinnego. Ten nie wiedząc jak może pomóc mężowi, który słaniał się na nogach wystawił skierowanie do szpitala w Trzebnicy.

I w tym momencie następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i realiami szpitala w Trzebnicy.

 Pech chciał, że był akurat piątek i godziny popołudniowe. W szpitalu na izbie przyjęć męża zbadano, wyszła do mnie pani z pogotowia ratunkowego i poinformowała, że mąż zostaje przyjęty na oddział.

 I tutaj kończą się jakiekolwiek informacje. Mąż zostaje przyjęty, „zakwaterowany” i … nic. Lekarza jak nie było, tak nie ma.

 Pielęgniarki nie wiedzą co jest mężowi i dlaczego zostaje. Pomimo to podają antybiotyk i coś na gorączkę (która ciągle utrzymuje się na poziomie 40 stopni C). Był piątek wieczór ok. godz. 18 – 19.

 Następnego dnia pojechałam od razu do męża bo skarżył się że czuje się coraz gorzej i czekałam aż zacznie się obchód. Miał być rano, nie było, miał być po godz.16, nie było. W niedzielę byłam już mocno przerażona, że lekarza jak nie było, tak nie ma. Podawać coś na gorączkę to ja mogę mężowi w domu. Zero informacji. Tego dnia byłam w wielkim szoku, że nikt się pacjentami na oddziale chorób wewnętrznych nie zajmuje.

 Postanowiłam poszukać lekarza, ponieważ mąż czuł się coraz gorzej i nie miał siły. Poszłam do pań pielęgniarek i usłyszałam, ze lekarza nie ma (?), jest tylko lekarz dyżurujący. Pytam jaka różnica. A Pani mi odpowiada, że to lekarz z innego szpitala, który pełni tu dyżur i pilnuje, żeby nikt nie umarł (!). Nogi się pode mną ugięły.

 Zażądałam spotkania z  ordynatorem oddziału. W odpowiedzi usłyszałam śmiech i odpowiedź: „jest weekend, ordynatora nie ma w weekendy”, no to proszę o skontaktowanie mnie z dyrektorem szpitala. Odpowiedz była ta sama.

 Spróbowałam dotrzeć do pani doktor pełniącej dyżur. Pani siedziała sobie zamknięta w pokoju lekarskim, widać było, że jej w czymś przeszkodziłam (choć tego dnia nie było obchodu, ani nikt jej ani razu na korytarzu nie widział) i wysłuchała mnie ze zdenerwowaną miną,  po czym zamknęła się w pokoju ponownie. Po jakimś czasie przyszła i poprosiłam o podanie jakichkolwiek informacji na temat stanu zdrowia mojego męża, bo mija już prawie trzecia doba, a my nic nie wiemy.

 W odpowiedzi usłyszeliśmy, że pani jest tylko na dyżurze, że nie ma radiologa, więc nie ma opisu do zdjęcia rtg, nie ma wyników z laboratorium, bo jest weekend (cokolwiek to znaczy) i że prawdopodobnie mąż ma zapalenie płuc, ale jutro! będzie lekarz, który określi leczenie i powie co i jak.

 W głowie mi się nie mieści, że w weekend nie ma żadnego lekarza, który chociażby powiedział nam co się dzieje i dlaczego mąż jest na oddziale. Mamy malutkie dzieci w domu i chcieliśmy tylko się dowiedzieć czy jest to coś, czym mogły się zarazić. Do końca weekendu niczego konkretnego się nie dowiedzieliśmy.

 Dzwoniłam również do Pani Hermanowej, która sprawuje funkcję Rzecznika Praw Pacjenta i niestety uświadomiła mnie, że nie jest to nowością. Jeżeli następnego dnia nie będzie poprawy, mam ponownie się z nią skontaktować.

 W dniu jutrzejszym tj. w poniedziałek przenoszę męża do innego szpitala.

 Najgorsza jest ta świadomość że gdyby było to coś poważnego (choć do końca nie wiadomo jakie powikłania wyjdą po nieodpowiednim leczeniu) nikt nie udzieliłby pomocy mojemu mężowi gdyż w weekend w szpitalu w Trzebnicy nad życiem ludzi czuwają Panie Pielęgniarki.

Sprawę postanowiliśmy wyjaśnić, kontaktując się zarówno z Dobrosławą Dzierzgowską – Herman, pełnomocnikiem ds. zdrowia, jak i Edwardem Puchałą, dyrektorem szpitala.

Ta pani mija się z prawdą, ponieważ kobieta, która do mnie zadzwoniła nie przedstawiła się jako żona, tylko jako szwagierka. Na początku rozmowy ta pani była bardzo nieprzyjemna, bo gdy zadzwoniła do mnie w weekend, to myślała, że rzucę wszystko i przyjadę ratować sytuację – powiedziała nam Dobrosława Dzierzgowska – Herman.

Pani pełnomocnik twierdzi, że poinformowała kobietę także o tym, że niestety jest to problem szpitala i, że we wszystkie weekendy dyżury sprawują lekarze „dochodzący”. Ponadto poleciła także skontaktować się z ordynatorem oddziału.

Ta pani powiedziała, że w poniedziałek przeniesie męża do innego szpitala, a gdy we wtorek zadzwoniłam, to okazało się, że nadal jest w trzebnickim szpitalu, że są zadowoleni z opieki i jednak nie będą się przenosić. Byłam także u dyrektora szpitala, który w komputerze pokazywał mi dokumentację tego, jakie badania były przeprowadzone i nie stwierdziłam nieprawidłowości – powiedziała Dobrosława Dzierzgowska – Herman.

Skontaktowaliśmy się także z dyrektorem szpitala, który poinformował nas, że zanim udzieli nam jakichkolwiek informacji, musi najpierw zbadać całą sytuację.

Sytuacją zaskoczony był także starosta Robert Adach, który poinformował nas o tym, że w jego imieniu wypowie się na pewno pełnomocnik ds. zdrowia, ale zaraz dodał: – Nie jest tak, że gdyby z pacjentem działo się coś złego lub jego życie byłoby zagrożone, to nie miałby kto się nim zająć, bo przez weekend na oddziale internistycznym opiekę sprawował lekarz dyżurujący. Gdyby stan pacjenta był poważny i zagrażał życiu, na pewno skierowany by został na inny oddział, np. OIOM, gdzie przez cały czas miałby pełną opiekę wszystkich potrzebnych lekarzy – oznajmił na koniec Robert Adach.

1 KOMENTARZ

  1. Po pierwsze „wyszła do mnie pani z pogotowia ratunkowego” – nie z pogotowia ratunkowego, bo takowe nie ma swojej siedziby w trzebnickim szpitalu a z SOR-u a to jest różnica. A, że podobna sytuacja miała miejsce, hm…byli pacjenci szpitala w Trzebnicy sami mogą powiedzieć coś odnośnie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here