Po stażystkach, gościliśmy wydawców z Białorusi

53

Władimir (niestety zmieniliśmy imiona naszych gości i ze względów bezpieczeństwa nie możemy podać ich nazwisk) oraz Oleg, byli od piątku gośćmi naszej redakcji. Obaj Białorusini w sobotę zwiedzili naszą redakcję, poznali technikę pracy. Pytali o trudności, o kontakty z władzą, ale i o zagadnienia techniczne i ekonomiczne związane z prowadzeniem gazety.

Opowiedzieli również o życiu i wydawaniu gazet na Białorusi. Okazuje się, że mimo sporego reżimu, w różnych częściach kraju są wydawnictwa niezależne, które opisują lokalne sprawy mieszkańców. Tylko jak to zrobić, by nie zamknięto gazety?

– Musimy wykazać się sprytem. Dla przykładu, gdy pisaliśmy o drodze, która zgodnie z obietnicami miała być wyremontowana, a tego nie zrobiono, nie krytykowaliśmy otwarcie władzy, bo pewnie wtedy mielibyśmy problemy. Wpadliśmy na pomysł, żeby rozdać mieszkańcom kartki z różnymi napisami np: „nie mamy drogi, zróbcie nam metro”, „czy rozdacie nam skrzydła, by dostać się do domu” i tym podobne. Ludzie chętnie wzięli kartki do ręki i pozwolili nam się sfotografować. Władza początkowo powiedziała, że skoro tak to tej drogi nie zrobi, ale jednak wkrótce potem przystąpiła do inwestycji – opowiada Władimir.

– My również otwarcie nie krytykujemy władz, ale pokazujemy, że prąd podwyższono już np. piąty raz, że drożeją artykuły spożywcze itp. Niestety, u nas nie każdy może przyjść na posiedzenia rady. Trzeba mieć specjalną akredytację, którą w każdej chwili można stracić – dodaje Oleg.

Życie na Białorusi do łatwych nie należy. Małe zarobki, a koszty artykułów spożywczych czy AGD są przeważnie wyższe niż w Polsce. Do tego przedsiębiorcy, nawet ci prywatni są „pod kontrolą” władzy, a więc w każdym momencie mogą mieć naciski, by reklamy nie zamieszczać w ich gazetach. Na szczęście obie miejscowości są dość duże (170 i 200 tys. mieszkańców), dlatego reklam w gazetach jest sporo.

Co ciekawe, gazeta Władimira, jako jedna z niewielu wydawana jest w całości w języku białoruskim.

– Może dlatego, gdy moją gazetę zamknięto na 3 miesiące, mieszkańcy sami pojechali do Mińska i żądali, aby ministerstwo zdjęło zakaz – opowiada – i udało się, władza się ugięła. A gazetę zamknięto tylko za to, że strony nie były ponumerowane po kolei, a wynikało to z tego, że w środku mieliśmy wkładkę telewizyjną, która miała swoją numerację.

Władimir ma dwie córki i obie zajmują się dziennikarstwem. Niestety nie możemy podać w jakich mediach. Są to jednak media niezależne.

Warto dodać, że córka Władimira ma niecodzienne zainteresowania. Przejechała stopem całą Amerykę, od Nowego Jorku, po południowy kraniec Chile.

Syn Olega, również jest związany z rodzinnym wydawnictwem. Właśnie kończy studia informatyczne i to on zajmuje się składem gazety.

Nasi goście zwiedzili Trzebnicę, a następnie starówkę we Wrocławiu, po czym w niedzielę odjechali do Warszawy.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here