W cieniu Araratu

53

Po spędzeniu nocy w miejscowości Stepancmina (Kazbegi) ruszamy słynną Drogą Wojenną w kierunku Tbilisi. Droga na prawie całej swojej długości jest w dobrym stanie, oprócz jednego odcinka, który aktualnie jest remontowany. Warto przejechać się tą trasą nie tylko ze względu na jej wartość historyczną, ale również dla pięknych widoków, które towarzyszą jej praktycznie przez cały czas. Pod wieczór dojeżdżamy do Ananuri, gdzie znajduje się twierdza nad jeziorem Żinwali. Jest to sztuczny zbiornik wodny, który powstał na potrzeby istniejącej tu elektrowni. Sama twierdza jest jednym z tych obiektów, które widnieją w niemal każdej broszurze reklamującej Gruzję.

Początkowo mieliśmy w planach zwiedzenie północnej Kachetii, która słynie z najlepszego wina w kraju, jednak po drodze spotykamy grupkę Czechów na motocyklach, od których dowiadujemy się, że główna droga w tym kierunku może przysporzyć nam wiele problemów, ze względu na liczne kamienie i dziury. Szukając noclegu w pobliskiej wsi, trafiamy na Badrego, który zaprasza nas do swojego mieszkania w Tbilisi. Tutaj przekonujemy się czym jest słynna gruzińska supra (biesiada z toastami – przyp. red.). Zostajemy ugoszczeni suto zastawionym stołem i niekończącym się domowym winem, którego dwa litry jadą z nami do Polski.

Kolejnym punktem naszej wyprawy jest Mccheta – była stolica Gruzji i kolebka gruzińskiej cywilizacji. Dominująca nad miastem katedra Sweti Cchoweli to jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej w Gruzji. Udajemy się jeszcze do wyrastającego na szczycie wysokiej skarpy klasztoru Dżwari (Krzyża Świętego), który związany jest z początkami chrześcijaństwa w tym państwie. Postanawiamy również spędzić trochę czasu w Tbilisi, gdzie próbujemy tradycyjnej lokalnej kuchni. Najbardziej do gustu przypada nam chaczapuri (placek z białym serem) oraz chinkali, czyli pierogi z pogrubieniem na szczycie, faszerowane rosołem oraz wieprzowym lub wołowym mięsem.

Po nocy spędzonej pod stolicą ruszamy w kierunku Dawida Garedżi. Z każdym kilometrem krajobraz diametralnie się zmienia. W przeciwieństwie do północnej części kraju, ukazują się naszym oczom ogromne przestrzenie bezludnych wzgórz, między którymi znajduje się częściowo wykuty w skale klasztor Dawid Garedża. Nazywany jest on również Monastyrem Niezgody ze względu na swoje położenie na granicy Gruzji i Azerbejdżanu. Monastyr tylko częściowo jest udostępniony turystom, gdyż wciąż jest zamieszkiwany przez duchownych, co niewątpliwie dodaje uroku temu miejscu. Początkowo do monastyru wiedzie nowa asfaltowa droga. Z czasem pojawiają się nierówności i dziury, aż w końcu droga zmienia się w szutrową. Mimo wszystko towarzyszące nam widoki sprawiają, że niespecjalnie nam to przeszkadza.

Następnego ranka obieramy kierunek na Armenię. Po wykupieniu obowiązkowego ubezpieczenia motocykla na granicy, ruszamy przed siebie. Kilkanaście kilometrów później docieramy do kanionu rzeki Debed. Ze względu na bardziej wilgotny klimat, występuje tu inna niż na południu Gruzji roślinność. Od pierwszego momentu w oczy rzucają się nam coraz liczniejsze tereny zielone. Jadąc kanionem, docieramy do monastyru Haghpat, który znajduje się na wzgórzu kilka kilometrów od drogi głównej. Następnie pniemy się w górę w kierunku jeziora Sewan. Z każdym kilometrem robi się coraz chłodniej, więc zatrzymujemy się na poboczu, aby wpiąć podpinki do naszych kurtek. Ku naszemu zaskoczeniu zaraz obok nas zatrzymują się dwa TIR-y. Z jednego z nich wysiada mężczyzna w średnim wieku i po rosyjsku pyta co u nas słychać i dokąd jedziemy. Gdy dowiaduje się, że próbujemy dojechać do jeziora Sewan, nie zastanawiając się mówi, żeby jechać za nim, ponieważ udaje się w tym samym kierunku i chętnie pokaże nam drogę….

 

Od redakcji:

Dalszą część opisu wyprawy Moniki i Michała przedstawimy za tydzień….

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here