Dożywocie na (nie) łasce syna

569

Państwo Korzępowie wychowali czworo dzieci. Gdy założyli własne rodziny, rozjechali się po świecie. W Trzebnicy został jeden syn. I to on za tzw. dożywocie obiecał opiekować się rodzicami. Notarialna umowa darowizny została spisana w 30 kwietnia 1996 roku, kiedy jeszcze żyła żona p. Ludwika: małżeństwo przekazało synowi mieszkanie  w Nowym Dworze i udział w przydomowej działce w zamian za dożywotnie nieodpłatne korzystanie z całego mieszkania.

Kilka lat lat później starszy pan żałował swojej decyzji. – Syn nie tylko nie pomagał mi, ale nie dbał także o mieszkanie. Dwanaście lat temu na własny koszt wstawiałem okna. Syn nie dokończył remontu.  Do dziś framugi  trzymają się tylko na piance.  Z daleka widać, że nie zostały otynkowane – mówi p. Ludwik. – Po śmierci żony  chciałem się wycofać z umowy darowizny, ale wtedy pozostali synowie mnie zatrzymali, bo „tak nie wypada”. Posłuchałem i teraz żałuję – mówi. – Później dostałem udaru. Po szpitalu pojechałem na rehabilitację do Żmigrodu. Tam byłem trzy tygodnie, to mi się trochę poprawiło, ale nie mogę nic robić, bo jedną rękę mam  niesprawną. Wtedy okazało się, że mogę liczyć tylko na siebie.

– Musiałem przeprowadzić remonty, bo już się nie dało wytrzymać. Dwa razy kryłem papą dach garażu. Teraz nie mam siły i leje się przy każdym deszczu. Ponieważ kaloryfery były ciepłe tylko do połowy, mieszkanie ogrzewałem drewnem, które przywoził mi syn mieszkający w Oleśnicy. W końcu musiałem sam  wymienić grzejniki. Kosztowały mnie 860 zł. Pokazałem rachunki Andrzejowi, a on je rzucił i pojechał. Przecież ja grzejników ze sobą do grobu nie wezmę,  a pieniądze potrzebne mi są do życia. Jestem po udarze, mam chore serce, więc potrzebuję stałej pomocy. Ten syn z Oleśnicy  przyjeżdża, jak zadzwonię, ale tylko na soboty i niedziele.  Trzeci mieszka  aż w Legnicy, więc rzadko jest w domu. Mogę liczyć tylko na Andrzeja, który nie chce mi pomóc – mówi nasz czytelnik, który ma już 83 lata.

Pan Ludwik twierdzi, że z Andrzejem widział się ostatni raz w ub. roku po remoncie grzejników.  –  Od czasu, gdy mu pokazałem rachunek za nie, więcej się nie pokazał –  mówi.

9 września ubiegłego roku syn p. Ludwika przepisał mieszkanie na swoją  córkę.  –  Powiedziała mi później, że „tatuś przepisał na mnie” i jak pojechała, tak jej nie ma. Ani nie dzwoni, ani nie daje znaku życia w żaden inny sposób. Uważam, że syn powinien mi powiedzieć, gdy przepisał mieszkanie na córkę. Ona powinna była wziąć na siebie  zobowiązania wobec mnie. Muszę mieć jakieś warunki ja do życia – mówi p. Ludwik.

Mieszkający w Trzebnicy syn, nie odwiedza ojca, co nie znaczy, że nie zagląda na ojca/swoją/córki posesję: – Mam na działce dwie komórki. W jednej syn trzymał swoją kosiarkę. Niedawno to było, w maju, chyba jej potrzebował, ale przyjechał akurat jak ja byłem u lekarza. Nie mógł się dostać do środka, więc próbował wybić skobel. Nie dał rady, to urwał kłódkę i wszedł do środka. Gdy wróciłem od lekarza sąsiad mi wszystko opowiedział. Poszedłem do garażu, a tam poharatane i pokrzywione drzwi, kłódki nie ma. To była dobra kłódka, kosztowała chyba ze czterdzieści złotych. Zdenerwowałem się strasznie i zadzwoniłem na policję.  Przyjechali jego koledzy i powiedzieli, że za to go czeka przynajmniej rok, bo jest policjantem. To zdecydowałem, żeby nie skarżyć; notatkę tylko spisali…  Zadzwoniłem do niego i pytam, coś ty narobił. Obiecał, że przyjedzie i naprawi. Do dzisiaj go jeszcze nie widziałem. Sąsiedzi mogą poświadczyć, jak on minie traktuje – opowiada bezradny ojciec.

Ostatecznie mieszkaniec Nowego Dworu zdecydował się cofnąć darowiznę. Napisał nawet stosowne oświadczenie: „Ja Ludwik Korzępa oświadczam, że mój syn Andrzej  nie wywiązuje się z umowy  notarialnej z zapisu mieszkania w Nowym Dworze. Mój syn nie opiekuje się mną, nie interesuje się stanem mojego zdrowia, nie pomaga mi w domu, np. nie przynosi mi opału, nie zawozi mnie do lekarza, nie maluje mi mieszkania, nie pomaga mi w niczym. Oświadczam, że jestem bardzo chory na serce (…), mam I grupę inwalidzką bez opieki nie jestem w stanie robić nic. A mój syn przepisał mieszkanie wnuczce (…), która minie straszy, że mnie wyrzuci z tego mieszkania.. Przepisał mieszkanie bez mojej wiedzy, a więc nie wywiązuje się z umowy (…)” .

Niestety, prawnik, do którego się zwrócił odmówił mu pomocy. – Adwokat powiedział, że gdybym sprawę oddał do sądu zanim mieszkanie przepisał córce, to mógłbym mu je odebrać, ale teraz jest za późno – mówi  Ludwik Korzępa.

Skontaktowaliśmy się telefonicznie z synem p. Ludwika. Zaprzeczył, jakoby nie odwiedzał ojca. – Jak potrzebuje, to dzwoni do mnie, a ja wiozę go np. do lekarza. Ostatnio nie dzwoni, bo nie potrzebuje. Mieszka z panią, która mu gotuje, sprząta i opiekuje się nim.  Jeśli chodzi o mieszkanie, to od początku było przeznaczone dla mojego dziecka…  Zostało zapisane na mnie, bo  córka wtedy była niepełnoletnia. Proszę nie szukać u nas tematu, bo wszystko jest w porządku –  powiedział.

Pan Ludwik jednak zaprzecza, jakoby z kimś mieszkał: – Przyjeżdża do mnie pani z Masłowa, która mi gotuje i sprząta. Jest u mnie najwyżej sześć godzin dziennie – stwierdził,.

Opiekunka nie chciała z nami rozmawiać: – To jest sprawa rodzinna. Po co ją nagłaśniać, po co robić aferę – powiedziała.

Pan Ludwik, za naszą radą, zgłosił się do ośrodka opieki społecznej. Obiecano, że będą interweniować. Jak dotąd czeka.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here