„Robię to, co kocham.” Kobieta ze stali.

240

NOWa: –  Jak zaczęła się Twoja przygoda z rowerem? Kiedy zaczęłaś jeździć jako zawodniczka i czy miały na Ciebie wpływ sukcesy brata – wpis do Księgi Rekordów Guinessa.

Sylwia Saladra: – Faktycznie. „Cyklozą” zaraziłam się od Tomka, mojego brata, gdy wrócił „z rekordu”. To z nim powolutku „stawiałam pierwsze kroki”, to znaczy jeździłam pierwsze kilometry.

NOWa: A jaki był Twój pierwszy rowerowy sukces?

SS: – Zdecydowanie pierwszy przejechany maraton! To był 2009 rok. Leszczyński Maraton Rowerowy, dokładnie 86 km. Pamiętam, że pogoda była wtedy deszczowa, niezapomniany stres, lekka chęć wygranej. Po przekroczeniu mety byłam z siebie megadumna… W sumie to uczucie towarzyszy mi  po każdym pokonanym maratonie.

NOWa: – Z tego sezonu też możesz być dumna. Okazałaś się najlepszą kobietą w kat. K-2 na rowerze „innym”. Jakie to uczucie?

SS: – Trudno to określić, w każdym razie bardzo pozytywne. Uświadamiasz sobie, że na twój sukces oprócz ciebie, wpłynęli ludzie, którzy w ciebie wierzyli, którzy na trasie wysyłali ci uśmiech, to pomaga gdy masz już dość. Po części moje zwycięstwa są dla nich.  A z drugiej strony jest lekki niedosyt, wrażenie, że mogłam więcej i lepiej…

NOWa: – Co najbardziej lubisz w jeździe na rowerze?

SS: – Rower to lekarstwo dla duszy i przyjemność dla ciała. Jazda na nim sprawia, że czuje się wolna, a ukochany ból mięśni sprawia niesamowitą przyjemność.

NOWa: – Pokonujesz ogromne odległości. Jaki najdłuższy dystans pokonałaś w swoim życiu i w jakim czasie?

SS: – To było 300 km w ponad 13 godzin.

NOWa: – To ogromny wyczyn! Musisz mieć świetny sprzęt. Ile masz rowerów?

SS: – Jeden jedyny.

NOWa: – Czy to jakaś supermaszyna? Czy żeby pokonywać takie odległości trzeba mieć drogi sprzęt? Ile kosztuje Twój rower?

SS: – Lekko ponad tysiąc kosztował jakieś 5 lat temu. Najzwyklejszy góral, niestety już raczej na lekkie rajdy niż maratony. Towarzysz mi od  początku „kariery”, więc teraz to już rozklekotany dziadek góral. (uśmiech).

NOWa: – Czyli nie trzeba mieć bardzo drogiego roweru. A czy starty w maratonach to duży wydatek?

SS:– Zdecydowanie tak. Kasa leci na udział w maratonie, dojazd, nocleg i oczywiście wyżywienie. Jeden maraton to koszt ok. 200 zł, a w sezonie jest ich sporo.

NOWa: – Pamiętamy, że w  tym sezonie zdarzały się maratony, w których miałaś pecha. Czy mogłabyś powiedzieć, jaki był Twój największy pech w tym sezonie?

SS: – Nawet nie wiem jak to nazwać, chyba totalna niedyspozycja roweru. Sama nie wiedziałam co się dzieje, niby wszystko grało łańcuch się kręcił, a koło stało. Byłam załamana i strasznie zdezorientowana. „Przecież ja jeżdżę nie serwisuję!”. Ale miałam telefon-koło ratunkowe. Po krótkiej rozmowie, nieprzyjemnie, ale skutecznie „naprawiłam” rower.

NOWa: – Jak przygotowujesz się do maratonów?

SS: – Staram się przygotowywać, ale robię zdecydowanie za mało. Moje przygotowania są proste: siadam i jadę, stawiam sobie cele i staram się je osiągnąć. Bieganie też zdecydowanie poprawia kondycję.

NOWa: – Treningi i starty w zawodach na długich dystansach zajmują dużo czasu. O czym myślisz kiedy jedziesz?

SS: – O wszystkim. Począwszy od „ciekawe, co jedzą biedronki?” do najskrytszych spraw. Chociaż maratony są wyjątkami. Wtedy obliczam sekundy strat, prędkość, chwilami kłócę się sama z sobą, że stać mnie na więcej. Głownie staram się skupić i zgrać oddech z  ciałem, co przyznam nie zawsze mi wychodzi.

NOWa: – Uważa się, że kobiety są delikatne i mało wytrzymałe na duży wysiłek fizyczny. Ty jesteś mocniejsza od niejednego mężczyzny. Jak to robisz? Czy to kwestia przygotowania fizycznego, czy bardziej silna wola walki?

SS: – Dziękuję. Nie robię nic specjalnego. Jestem osobą zawziętą. Jeżeli powiem sobie, że coś zrobię, to tak będzie choćbym miała paść z bólu. Ale spokojnie, wszystko w granicach rozsądku. Czyli zdecydowanie wola walki. Gdy dołożę lepsze przygotowanie fizyczne, to będzie już bombastycznie.

NOWa: – Co jeszcze chciałabyś osiągnąć w tym sporcie?

SS: – Chcę na bieżąco stawać się lepszą i zawsze pamiętać, że robię to dla satysfakcji, a nie zabawiam się w „wyścig szczurów”. Jeżeli tak będzie to sporo osiągnę.

NOWa: – Jesteś bardzo zajętą osobą. Jak godzisz studia, życie towarzyskie i rodzinne z wyjazdami na zawody, treningami i ze śpiewaniem w zespole Etnovo?

SS: – W  sezonie często bywa, że prosto z próby Etnovo, jedziemy na maraton. A jak wracam, lecę prosto na koncert.  Studia zaczynają się, jak kończy się sezon maratonów, więc  tyle dobrze.  Dobre rozplanowanie, to połowa sukcesu. Trening w wolnej chwili albo trening lekki na rajdzie ze znajomymi.  Dla przyjaciół zawsze wyskrobie się parę godzin i wyskoczy na imprezę. Życie rodzinne toczy się równolegle z Bike Family Team, jedno jest częścią drugiego. Co prawda niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć i trudno wygospodarować wolny weekend. Ale czy to źle? Robię co kocham, realizuje się, jestem szczęśliwa.

NOWa: – Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

SS: – Plany się zmieniają, ale wiem, że chcę robić to, co kocham. Rower i radość są nieodłącznymi elementami mojej przyszłości.

NOWa: – Czego Ci życzyć?

SS: – Zdecydowanie większej konkurencji! (uśmiech)

NOWa: – Dziękuję za rozmowę.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here