Marek Gołębiewski odkrywa sam siebie

560

Oglądając wystawę obrazów artysty mieliśmy rozdwojone uczucia. Zobaczyliśmy obrazy dawnego Marka, w pasteli, spokojne, urocze, miłe dla oka. A obok widzimy innego Marka i te jego najnowsze obrazy tryskające kolorem, prowokujące, zakryte i odkryte akty kobiece. Wszystkie urocze i wyraziste. Spytaliśmy artystę o przesłanie tak kolorystycznie i tematycznie prezentowanych dzieł. Jego odpowiedź była zwięzła: –Poszukuję nowych form stylu i wyrazu, innego malowania, niż wykonywałem dotąd. Ja jestem od malowania, a nie komentowania swoich dzieł.

Nasze zainteresowanie wystawą rozpoczęło się już w holu budynku. Kolorowe portrety, znanych postaci, ale jakoś inne, jak by przemawiające do nas, z oczyma wpatrzonymi w nas i nasze wnętrze. Albert Einstein całkiem znajomy, wcale nie naukowiec, ale człowiek wielkiego ducha, odważny, mówiący patrz i podziwiaj.

W głównej sali mogliśmy oglądać pejzaże i widoki. Zawsze podziwiałem w obrazach Marka finezję i głębokie oddanie kolorystyki. Zaś w głębi sali wielkie obrazy. To już nowa technika, kolorystyka, tematyka. Akty kobiece prowokują, cieszą widokiem, chowają się pod zasłoną ociekających kolorów. Jedne odkryte, inne schowane za mgiełką kolorów, bądź w cieniu innych barw. Widać w nich poszukiwanie nowych wyrazów sztuki malarskiej, a zarazem zagubienie w kolorystyce.

Marek włożył w każdy z oglądanych obrazów cząstkę swej osobowości. Obecne jego poszukiwania artystyczne zaprezentowane na wystawie pozwalają  oglądać jego warsztat malarski od wewnątrz i od zaraz, w tym jego rozwój i dokonania. Warto już obecnie oglądać to, co wychodzi spod pędzla Marka Gołębiewskiego.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here