Jak zaskoczyć obcokrajowca? Czyli przyjechały do nas dziennikarki z Białorusi.

177

Julia (nazwisko do wiadomości redakcji)  i Tatiana (nazwisko do wiadomości redakcji) przyjechały do nas w niedzielne popołudnie. Ze swoich domów, z Brześcia i Baranowicz, wyjechały w sobotę wieczorem. A na Białorusi, wyjechać za granicę, to wcale nie taka prosta sprawa. Trzeba zdobyć wizę, która dla obywatela tego kraju jest niestety bardzo droga. Oficjalny koszt to 60 euro, ale na wizy są limity, więc aby je otrzymać często korzysta się z pomocy przeróżnych agencji, które w sobie tylko znany sposób załatwiają wszystko w terminie. Koszt 200 euro. Kwota zawrotna, zważywszy, że tyle mniej więcej zarabia się miesięcznie na Białorusi.

Obie dziennikarki odbywają w naszej redakcji krótki wizytę. Chcą zobaczyć jak wygląda praca przy redagowaniu lokalnej gazety. Interesuje ich, jak dziennikarze lokalnej gazety zdobywają informacje oraz praca lokalnych samorządów. Ale nim do tego dojdzie chcieliśmy im pokazać Trzebnicę. I tu pojawił się pierwszy problem. Bo co chciałyby zobaczyć 25-letnie kobiety? Gdy jechaliśmy z Wrocławia zaczęły pytać, jakim miastem jest Trzebnica? Powiedzieliśmy, że ma około 12 tys. mieszkańców, obie się uśmiechnęły. – To maleńkie miasteczko – podsumowała Julia, która, jak się okazało, 4 lata studiowała dziennikarstwo, właśnie we Wrocławiu. Obie mieszkają w dużych miastach – Tatiana w 400-tysięcznym Brześciu, a Julia w 170-tysięcznych Baranowiczach.

O godz. 17 w niedzielne popołudnie wyruszamy, by pokazać im nasze miasteczko. Pierwsza myśl, czym możemy się pochwalić? Może pokażemy bazylikę i klasztor, może aquapark?

Jedziemy przez Trzebnicę, ulicą Prusicką, dojeżdżamy na nasze jedyne światła. Ruch niewielki. Czerwone! Stoimy, a przy okazji pokazujemy, gdzie mieści się urząd gminy i siedziba burmistrza. Dziewczyny są pod wrażeniem, że naszego włodarza mogą wybrać mieszkańcy w głosowaniu bezpośrednim. Na Białorusi to nie do pomyślenia. Mera miasta, desygnuje prezydent kraju. Owszem, ludność niby wybiera radnych, ale oni nie mają właściwie nic do powiedzenia. Praktycznie się nie spotykają. Usłyszeć można o nich jedynie podczas kolejnych wyborów. Dlatego też miejscowa ludność właściwie nie interesuje się lokalną polityką, bo i po co, skoro o wszystkim i tak decydują „na górze”, a jak wiadomo w wyborczą noc nad urnami dzieją się cuda.

No dobrze, ale nim dojedziemy na basen pokażemy kilka innych miejsc. Skręcamy więc w Daszyńskiego. Opowiadamy im o remoncie ulicy, która ma się wkrótce stać deptakiem. Białorusinki są zdziwione, że ulica będzie zamknięta tylko na pewnym odcinku, ale z uznaniem kiwają głowami widząc ogromne rozkopy. Wspominamy im też o ostatniej sesji rady miejskiej, na którą kupcy przynieśli transparent i protestowali przeciwko polityce burmistrza. Nie mogły uwierzyć, że tak można.

Dojeżdżamy do Rynku. Pokazujemy odnowiony ratusz i zrewitalizowane ulice wokół, wyłożone kostką. Ukradkiem patrzymy na ich reakcję. Słuchają co opowiadamy, ale nie robi to na nich większego wrażenia. To fakt, po starówce można by oczekiwać czegoś więcej, a w Trzebnicy w Rynku są raptem dwie restauracje. Dojeżdżamy do stadionu. Dziewczyny śmiejąc się pytają, czy tu rozgrywano Euro. Odpowiadamy, no jasne, finał.

Wracając podjeżdżamy pod nasz największy zabytek, czyli trzebnicką bazylikę. Opowiadamy o historii, o klasztorze. Słuchają uważnie i pytają, czy gmina dużo dokłada do utrzymania kościoła? To pytanie nieco nas zaskakuje. Tłumaczymy, że kościół utrzymuje się z datków wiernych, a gmina owszem, daje czasem dotacje celowe, a to na remont dachu, a to na ogrzewanie, czy inne pilne potrzeby.

W końcu dojeżdżamy do stawów. Opowiadamy, że niedawno, z pomocą środków unijnych, zostały one zrewitalizowane. W końcu dojeżdżamy do aquaparku. Obie stwierdzają, że ładny, ale gdy mówimy, że w wolnej chwili mogą tu przyjść, skorzystać z sauny itp, mówią, że nie są zainteresowane. Jednak otoczenie stawów, miejsc spacerowych i bukowego lasu bardzo im się podoba.

Opowiedzieliśmy jeszcze o trzebnickich wzgórzach, o pieszych i rowerowych trasach, które są wprawdzie oznakowane, ale ich stan budzi wiele kontrowersji. Fakt, najbliższe ścieżki rowerowe z prawdziwego zdarzenia znajdują się w okolicach Milicza. W naszym powiecie samorządy dopiero niedawno przystąpiły do wspólnego projektu. Kiedy się zakończy? Na razie nie wiadomo.

To był koniec naszej krótkiej wycieczki. Podczas kolacji, dziewczyny zapytały, czy mamy tu jakiś teatr, kino czy inne rozrywki? No cóż, teatrów nie ma, a sala kinowa i ośrodek kultury od dawna czekają na remont. Białorusinki zapytały, jak mogą dojechać do Wrocławia, bo chciałby się tam wybrać w poniedziałkowe popołudnie. Wtedy z dumą stwierdziliśmy, że dojazd jest bardzo dobry, bo kursują busy i autobusy, ale najlepiej będzie, gdy pojadą nowoczesnym szynobusem.

Na koniec opowiedzieliśmy im troszkę o naszej pracy, o tym jak wyglądają relacje z samorządem. Zapytały: jak zdobywamy informacje, czy z urzędu możemy je bez problemu otrzymać? Tłumaczyliśmy, że w zasadzie wiele spraw jest publicznie dostępnych na stronach internetowych urzędu. Że przetargi, czy oświadczenia majątkowe władzy są jawne. Mówiliśmy, że właściwie, to nie ma problemu z dotarciem do informacji, choć przyznaliśmy, że czasami utrudnia nam się do nich dostęp i np. w Trzebnicy, czy w Obornikach Śl. często otrzymujemy ją po pisemnym wniosku i dopiero po 14 dniach. – Ooo, to podobnie jak u nas na Białorusi – z rozbawieniem podsumowały nasze stażystki.

Mamy nadzieję, że to, co chcemy im pokazać w kolejnych dniach, nieco je zaskoczy. Pokażemy, na czym polega wolność słowa i demokracja, którą po tylu latach odzyskaliśmy. Pokażemy też, jak współpracuje nam się z samorządami. Będziemy mieli spotkanie z młodzieżą w liceum oraz wizytę w trzebnickim urzędzie oraz starostwie. Co z tego wyjdzie? Jakie będą wrażenia naszych gości? O tym napiszemy za tydzień.

7 KOMENTARZY

  1. Pan Redaktor Naczelny był łaskaw napisać: ” Przejechały ponad 1000 km pociągiem. Na granicy kontrola, zmiana podkładów, bo w Polsce tory są węższe.”
    Po primo: jaka zmiana podkładów ? Albo Panie z Białorusi Pana źle poinformowały, albo tłumacz coś pokręcił albo Pan Redaktor nie wie o czym pisze.
    Po wtóre: Nie mamy w Polsce węższych torów ( no dobra, śp. ciuchcia miała) rozstaw szyn na naszych szlakach kolejowych jest taki jak w całej Europie – to kraje byłego ZSRR mają rozstaw szyn szerszy.
    Po trzecie: Zapomniał Pan Redaktor dodać, że brak teatru, kina i innych rozrywek to wina Długozimy a szynobus to zasługa Pana Posła
    Po czwarte: Proszę dokładnie wytłumaczyć Paniom z Białorusi na czym polega niezależność Pana gazety, obiektywność w przekazywaniu informacji, nieangażowanie się po żadnej ze stron konfliktu i wspieranie lokalnych samorządowców.
    Po piąte: Dlaczego o Panu Mirosławie Marcu skądinąd bardzo sympatycznej osobie pisze Pan i pana reporterzy per ” kupcy” ?
    A po szóste: to tak po ludzku trochę mi tych Pań z Białorusi które tak się wykosztowały na wyjazd i trafiły akurat na „Nową” szkoda.

  2. Kolego „M” dałbyś już spokój z takimi wpisami, bo tylko się ośmieszasz. Jesteś klakierem władzy i widać to w każdym twoim poście. To naprawdę jest już nudne i infantylne. Szkoda, że jeszcze nie dodałeś, że jedyną słuszną gazetą w naszej gminie jest Panorama Trzebnicka, bo tylko tam zobaczymy burmistrza Długozimę prawie na każdej stronie.

  3. Trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, a to widać niezwykła rzadkość. Redaktor napisał konkretnie. W porównaniu z Białorusią, u nas tory są węższe. Nie pisał o tym, jaka jest norma w Europie Zachodniej. Na granicy jest zmiana podkładów nośnych pod wagonami i to jest fakt, sam jechałem i widziałem. We wszystkich postach szukasz zaczepki, weź na wstrzymanie. Uważasz, że Nowa jest taka strasznie zła, to po prostu jej nie czytaj, a ty widzę, wertujesz z wypiekami na twarzy każdy numer. Podobnie jest w urzędzie gminy, niby nikt nie czyta, a wszyscy o artykułach w Nowej dyskutują. Ot ciekawostka.

    • Co to za zwierzę „podkład nośny” ? – pół życia spędziłem w pociągach a dotąd nie spotkałem.
      Dlaczego nie mam czytać i komentować Nowej ? Czy forum to kółko wzajemnej adoracji ? Czy miejsce wymiany uwag i poglądów. W żadnym z postów nie neguję prawa Pani Basi i Pana Redaktora Naczelnego do wyrażania swoich opinii, tylko wytykam błędy, idiotyzmy, brak obiektywnej oceny i zacietrzewienie. Mam nadzieję, że w końcu po latach zdopinguję ich do podniesienia nieco poziomu tej gazety, czyli w sumie działam dla ich dobra.

  4. „A po szóste: to tak po ludzku trochę mi tych Pań z Białorusi które tak się wykosztowały na wyjazd i trafiły akurat na „Nową” szkoda”.

    Chciały zobaczyć jak wygląda praca dziennikarzy prasy lokalnej w Polsce, to przyszły do „Nowej”. Gdyby chciały zobaczyć jak włazić w dupę lokalnej władzy, to by poszły do „Kuriera”. A jak włazić w dupę bez wazeliny – to do „Panoramy”.

    • Taaa. Bo „Nowa” to taki słynny w całem cywilizowanem świecie wzorzec solidnego dziennikarstwa – nic tylko odlać pierwszą stronę ze stopu platyny i irydu, oprawić w ramki i wysłać do Sevres.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here