Dramat właścicieli sklepów

143

Inwestycja już teraz prowadzona jest na całej długości planowanego deptaka. Wykonawca zerwał nawierzchnię i chodnik po stronie pasażu, gdzie na parterze mieszczą się zakłady usługowe i sklepy. Trwa także budowa parkingu na ul. Polnej – przypomnijmy, że zgodnie z harmonogramem ten etap robót powinien zakończyć się do 30 listopada br. Jednak już teraz sprawdza się to, o czym informowali nas zaniepokojeni właściciele sklepów z ul. Daszyńskiego, grozi im upadłość, ponieważ odwiedza ich coraz mniej klientów.

Z grupą kupców rozmawialiśmy w ubiegły wtorek. Opowiadali nam o swoich problemach i obawach. Żalili się, że nie dostają znikąd żadnej pomocy, a przez tę inwestycję ich firmom grozi upadłość. – Klienci mają utrudniony do nas dostęp, z tyłu nie mamy zaplecza, a dostawcy skarżą się, że nie będą nam przywozić towaru, bo nie mają gdzie podjechać samochodem. Na Daszyńskiego miałyśmy dwa sklepy spożywcze; ten drugi otworzyłyśmy w sierpniu, ale jest już zamknięty. Robotnicy przyszli do nas i w ciągu jednego dnia kazali pozabierać towar, pościągać z półek słoiki, ponieważ powiedzieli, że będą kopać. Obstawili nas blachami, i tyle. Dojścia do sklepu już nie ma, a musimy za niego jeszcze płacić czynsz. Najgorsze jest to, że nie dostałyśmy zawiadomienia o terminie rozpoczęcia prac, nikt nic nie mówi – opowiada właścicielka sklepu spożywczego. Słowa kobiety potwierdza właścicielka salonu fryzjerskiego: – Do mojego zakładu klienci też mają utrudniony dostęp, wszystko przez zerwany chodnik. Czasem zdarzało się, że przyjeżdżały osoby starsze czy na wózkach, bo miały wygodne wejście. A kto do mnie teraz przyjdzie. W sobotę miałam tylko cztery klientki, to jest niemożliwością, tak dłużej się nie da funkcjonować.

Rozmawiamy przed wejściem do sklepu, obserwując postęp prac na budowie. Od głównego frontu robót, a dawnego chodnika oddziela przechodniów jedynie taśma. Zdziwił nas także fakt, że po chodniku, po którym chodzili przechodnie, przejeżdżała koparka. Przechodnie uciekali na bok, by mogła przejechać. Widzieliśmy nawet matkę, która wzięła na ręce wózek wraz z kilkuletnim dzieckiem i przeszła obok ciężkiego sprzętu. Nie miała innej możliwości, bowiem nie było innej „drogi ucieczki”. Trudno było przechodniom poruszać się po nieutwardzonym piasku, co głośno komentowali, gdy przechodzili remontowaną ulicą. Jak się dowiedzieliśmy od pracowników, nie zdecydowano się na wyłączenie chodnika z ruchu pieszych, z obawy przed ewentualnymi protestami mieszkańców. Zerwany chodnik powinien zostać założony z powrotem za kilka tygodni, gdy tylko skończą się prace ziemne i będą wymienione media: sieć energetyczna i wodociągowa.

Klientów mniej, a koszty te same

Jak informują nas właściciele sklepów, nie są przeciwni oni samej inwestycji, ale panującej wokół budowy deptaka dezinformacji: – Żeby chociaż pracowali etapami i zamykali „deptak” w poszczególnych etapach. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy inwestycja ruszy, po prostu w jedno popołudnie przyszli robotnicy i powiedzieli, żeby usunąć z parkingu wszystkie samochody, bo na drugi dzień zamykają ulicę. Zastanawiające jest to, dlaczego zamykają główną ulicę dla tego „deptaka”, czy już lepiej nie można było zamknąć Rynku? Nie wiemy również dlaczego burmistrz powiedział, że konsultował sprawę deptaka z ludźmi, gdy tutaj spacerował. Z kim rozmawiał? Do nas nie zwrócił się z żadnym pytaniem, a gdy teraz przechodzi, to odwraca głowę w drugą stronę... Najgorsze jest jednak to, że przez tę inwestycję znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Klientów jest teraz o połowę mniej, już teraz mówią, że nie będą do nas przychodzić, bo nie mają gdzie zaparkować, wolą pójść do marketu. Koszty nam się nie zmniejszyły, co miesiąc płacimy czynsz spółdzielni prawie 4 tys zł. Już teraz zalegamy z opłatami. Mamy problem z dostawami, bowiem straszą, że odmówią nam dostawy towaru. Wszystko przez to, że nie mają gdzie zaparkować. Kiedy był tutaj jeszcze chodnik, to dostawcy przewozili towar na wózku, albo nieśli w rękach skrzynki z chlebem czy wędlinami. Teraz, żeby przynieść nam nabiał, kierowca zatrzymał się niedaleko straży pożarnej i stamtąd niósł towar. Mówi, że więcej tego nie zrobi. Innej możliwości nie mamy, bo z tyłu nie ma zaplecza. Ludzie z góry pisali pisma do spółdzielni, że hałasujemy a my przecież nie prowadzimy agencji towarzyskiej tylko sklep spożywczy, musimy mieć codziennie dostawy. W imieniu pokrzywdzonych kupców porozumiemy się z burmistrzem przez adwokata. Będziemy chcieli, by pokrył część naszych kosztów w trakcie tej inwestycji. Jesteśmy w fatalnej sytuacji – opowiadały właścicielki Delikatesów Familijnych.

 Problemu za to nie ma właściciel pizzerii: – Żeby było lepiej, to musi być gorzej. Osobiście jesteśmy za tym, aby deptak w tym miejscu powstał. Nawet jeżeli teraz mamy trochę mniej klientów to wytrzymamy – powiedzieli nam barmani z Pizza on the Way.

Protest na sesji

Grupa kupców przybyła z transparentem na czwartkową sesję rady miasta. Chwilę przed rozpoczęciem obrad rozwinęli przygotowany transparent z napisem – „Stop dla Długozimy! Przestań niszczyć nasze firmy”. Przewodniczący wskazał kupcom miejsce przeznaczone dla gości. Za drzwiami wejściowymi czekało dwóch strażników miejskich, jednak obyło się bez ich interwencji. Mateusz Stanisz pozwolił kupcom na wygłoszenie swoich uwag na początku obrad. Głos zabrał prezes Stowarzyszenia Trzebnickich Kupców Mirosław Marzec: – Czujemy się bezradni i pokrzywdzeni przez burmistrza i radę. Utrudnienia, które powstały po wprowadzeniu deptaka, zadania, które nastąpiło bez konsultacji z najbardziej zainteresowanymi osobami, doprowadziły do tego, że firmy stanęły na skraju bankructwa. Są ludzie, którzy nie płacą czynszów za lokale, za towar, a terminy „poleciały”. Umieramy. Nie mamy możliwości prowadzenia dyskusji, ponieważ jest pan ograniczony „tylko na swój wizerunek”. Dzisiaj stawia się nam twarde warunki, kiedy my wegetujemy, nie możemy spłacać kredytów, które tak chętnie pan nam dawał, gdy był dyrektorem banku. Dzisiaj przyszliśmy tutaj by protestować, a jutro przyjdziemy ze szpadlem, by pana w cudzysłowie „wykopać”, a pojutrze przyjdziemy z pojazdem, by pana „wywieźć”.  Lekceważy pan nas na każdym kroku. Pan zapomniał dla kogo jest, kto tu będzie w przyszłości tworzył miejsca pracy. Podatki podnoszone są dlatego, że markety ich nie płacą. My niedługo również przestaniemy je płacić, to pan je będzie płacił, a my przyjdziemy do pana z rachunkami, by je pan rozliczył – mówił wzburzony Mirosław Marzec.

Głos zabrał również właściciel jednego z lokali na Daszyńskiego, który nie należy do stowarzyszenia kupców: – Projektant zaprojektował barierę na całej długości sklepów, co zabije handel. Jeszcze możemy to zmienić, jeśli pan burmistrz wyda polecenie, by pozostał ten fragment tak, jak jest obecnie. Pod mój sklep i spożywczy codziennie podjeżdżają dostawy. Kierowcy mają po kilka ton, kto to będzie nosił?

Burmistrz od razu zgodził się z tym głosem i zapewnił, że wprowadzi dogodne rozwiązanie: – To rozsądna propozycja, po sesji porozmawiam z projektantem myślę, że uda się tę barierkę usunąć, by nie kolidowała z płynnością chodzenia.

– Nie będę się odnosił do słów Mirosława Marca, bo trudno się tutaj odnosić do jakichkolwiek kupców, gdy jest cztery czy pięć osób na sali – kontynuował burmistrz. – Panie Marzec pan był radnym przez dwie kadencje, mógł pan wtedy zadbać o miejsca pracy – w taki sposób Długozima skwitował protest kupców.

W trakcie wystąpienia Marzec wspomniał o budowie marketów, przez co wymiera lokalny handel. Do tej kwestii również odniósł się Długozima: – Nie tylko gmina Trzebnica, nie tylko burmistrz wprowadza markety, ale również prywatne podmioty. Vis a vie pana powstał market i może to spowodowało, że stracił pan klientelę. Nie przez burmistrza tylko przez działania innych podmiotów. Co do innych pana słów, które tutaj padały: oskarżenie, oszczerstwa. Oczywiście znam pana na tyle, i wiem, że pana rodzina na tym nie ucierpi – tak odpowiedział na pierwszy protest włodarz Trzebnicy.

Do wystąpienia kupców odnieśli się po sesji także radni z klubu „Trzebnica ponad podziałami”, którzy zamieścili taki komentarz na swoim profilu na facebooku: „Czwartek 26 września zwołana dzień wcześniej XL nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Trzebnicy. 15 uchwał, z czego większość mogła zaczekać. Dowód na lekceważenie Radnych (czytaj mieszkańców). Po raz kolejny okazuje się, że uchwały, o których wiadomo, że będzie je trzeba podjąć przyjmuje się bez dyskusji na komisjach i bez umożliwienia radnym rzetelnego zapoznania się z ich treścią. Ktoś albo ma coś do ukrycia albo brakuje mu odwagi. O uchwałach napiszemy niebawem.”

Czy kupcy, którzy przyszli na sesję zostali wmanipulowani w protest? Czy wystąpienie Mirosława Marca, to była tylko nieelegancka gra polityczna? Tak podsumowała wystąpienie na sesji prezesa stowarzyszenia kupców, jedna z gazet przychylna burmistrzowi: – Przyszliśmy po to na sesję, by walczyć o to, by nie zamykać ulicy Daszyńskiego. W poniedziałek rozmawiałem jeszcze z kupcami, którzy byli obecni na sesji i potwierdzili, że są przeciwni tej inwestycji. Nie wycofuję się z żadnego ze słów, które wypowiedziałem w swoim wystąpieniu. To nie jest moja walka, występuję w imieniu kupców trzebnickich. Jeżeli będę chciał kandydować w przyszłości na burmistrza, to o tym poinformuję opinię publiczną – powiedział nam Mirosław Marzec.

Sesja rozpoczęła się od dramatycznego apelu przedstawicieli kupców z ulicy Daszyńskiego, rujnowanych z powodu budowy deptaka. Czy prawdą jest, jak twierdzili kupcy, że burmistrz pomysłu budowy deptaka, z nimi nie konsultował? Może w tak ważnej sprawie, jak zmiana funkcjonowania głównej ulicy, warto było przeprowadzić referendum?

1 KOMENTARZ

  1. Z tego szumu informacyjnego zrozumiałem, że ci Państwo nie są właścicielami a jedynie najemcami sklepów. Skoro tak, to rodzi się kilka pytań.
    1. Czy przy takiej inwestycji dokonuje się uzgodnień z właścicielem czy najemcą ?
    2. Skoro wszystkie sklepy przy Daszyńskiego padną to dlaczego nie ma chętnego na sklep przy Głowackiego na przeciw straży pożarnej? Dojazd jest i od frontu i od zaplecza.
    3. Skoro nikt nie przychodzi i nie kupuje to skąd problem z donoszeniem ton towarów do sklepów – to wszystko na potrzeby obsługi ?
    4. O budowie deptaka było wiadomo kilka miesięcy wcześniej. Skoro to inwestycja zabójcza dla handlu to dlaczego nikt z najemców nie wypowiedział spółdzielni mieszkaniowej umów najmu i nie przeniósł się na Jadwigi, Milicką czy wspomnianą Głowackiego ?

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here