Święto Sadów z występami lokalnych gwiazd

139

XXXIV Trzebnickie Święto Sadów to już historia. W tym roku impreza trwała dwa dni i odbywała się na Placu Pielgrzymkowym. W sobotę, lokalnym akcentem był występ trzebnickiej formacji Cran, której wokalistą jest Piotr Zdybek.

Najwięcej atrakcji i uciech przygotowano dla najmłodszych – na parkingu, a także na błoniach rozstawiono batuty i eurobungiee, kule wodne do skakania i dmuchane zamki. Dla nieco starszych dzieci i młodzieży przygotowano wesołe miasteczko.

Na jakie atrakcje i kramiki mogliśmy liczyć podczas tegorocznego święta? Oj, było z tym krucho. Trzebnicką gminę reprezentowało jedynie sołectwo z Koniowa z lokalnymi potrawami. Ponadto można było spróbować cydru przygotowanego przez Henryka Nowakowskiego, a także kupić miody, jabłka, warzywa i owoce u kilku sprzedawców. Nie zabrakło również stoisk oferujących sprzedaż drzewek, nasion, a także wędlin prosto z wędzarni oraz ryb czy pieczywa jednej z miejscowych piekarni – tyle, jeżeli chodzi o lokalne wyroby.

W przeważającej większości długie kolejki ustawiały się do stoisk oferujących: dania z grilla, fast foody, gofry, lody. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszyły się stoiska oferujące alkohole: w jednym z nich można było nabyć warzone piwa, nalewki i miody pitne. Natomiast w kolejnym, sprzedawano mocne trunki. Co ciekawe alkohol można było także kupić w małych ilościach, tj. kieliszkach o poj. 40 ml. Zastanawiamy się, kto wydał przyzwolenie na picie  wódki pod parasolem? Do tej pory pamiętamy, że na Święcie Sadów można było kupować piwo i ewentualnie cydr.

Zamknięte na cztery spusty

Niestety i tym razem toalety na Placu Pielgrzymkowym, wykonane jako element wyposażenia szlaku cysterskiego były zamknięte „na cztery spusty”. Ten problem, wielokrotnie przez nas opisywany, pozostawiamy bez komentarza.

Kilka kramów przeznaczonych było na prezentację grup działających przy ośrodku kultury: i tak swoje wyroby artystyczne (biżuterię, naszyjniki), prezentowało koło rękodzielnicze, oprócz tego swoje stoisko miały także panie z Uniwersytetu III Wieku, wydawnictwa i broszury oferowało TMZT, a dalej informacje o gminie prezentowało stoisko promocyjne Urzędu Miejskiego. W jednej z alejek rozstawieni byli harcerze z „Watahy”, którzy prowadzili zbiórkę na sfinansowanie obozu – w zamian oferowali domowe ciasto i malowanie twarzy. Nieco dalej obrazy wystawiała jedna z miejscowych artystek, Marina Czajkowska.

Co warto odnotować podczas tegorocznych obchodów, to fakt, że od dawna na scenie nie wystąpiło tyle lokalnych zespołów: Sounds of Iona, Izabela Możdżeń Band, a w niedzielę gwiazdami wieczoru byli artyści wypromowani dzięki ogólnopolskim programom rozrywkowym: Dorota Osińska, Tomasz Kowalski z FBB oraz Ewelina Lisowska. Niespodzianką dla uczestników Święta Sadów był krótki, acz widowiskowy występ Mariana Kowalskiego (ojca Tomka), który udowodnił, że jego perkusyjna solówka z Czerwono – Czarnymi przed półwiekiem, nie była tylko legendą.

Lokalizacja tej imprezy okazała się dobrym pomysłem – na Placu Pielgrzymkowym było więcej miejsca, niż na ul. Daszyńskiego (gdzie w poprzednich latach odbywała się impreza).

Co można natomiast powiedzieć o samej idei Święta Sadów? Cóż, z dawnych czasów pozostała jedynie tylko nazwa. Od dobrych kilku lat nie pojawiają się przecież sadownicy, sprzedających jabłka z własnych sadów. Pojawiła się za to „masówka” w postaci karkówek, gofrów, kręconych lodów z automatu i waty cukrowej, która pojawia się w każdym mniejszym i większym mieście, podczas imprez miasta. Czy kiedyś jeszcze uda się przywrócić Trzebnicy dawny klimat Święta Sadów? Na koniec warto pochwalić organizatorów za to, że zdecydowano się na lokalnych artystów. Pewnie na gaże wydano dużo mniej pieniędzy, a zabawa była równie dobra…

2 KOMENTARZY

  1. Tak, wpadłem tam na chwile około 21:00, zapowiadający przedstawiał zespół który miał zagrać , twierdząc że jechali całą noc pociągiem gwałcąc w tym czasie konduktorkę. Potem pytał się ich czy wiedzą że w Trzebnicy jest święto „wsadów”. No cóż organizatorzy mogli by bardziej zadbać o artyzm swoich konferansjerów, wszak ludzi kultury ci u nas nie brakuje. Poza tym to dodatkowy dowód na to że imprezy miejskie na placu pielgrzymkowym które przede wszystkim jest miejscem kultu to jakies nieporozumienie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here