Dramaturgia meczu rozpisana na raty

156

Mecz rozegrany został na zastępczym boisku w Krynicznie. Boisko w Malinie nie nadaje się, w obecnym stanie technicznym do użytku. Miejsce spotkania wpłynęło na to, że znaczącą część kibiców stanowili miejscowi, swym zachowaniem inaczej reagujący na przebieg meczu niż zwolennicy klubów występujących na boisku.

Grę obu drużyn można opisać „w zależności” od stosowanych zagrań. Malinka lubowała się długimi przerzutami, zwykle celnymi i odbieranymi przez kolegów. Obrona gości nie mogła sobie poradzić z przechwytującymi piłkę zawodnikami. Zaś Spartakusy przyjęły taktykę gry skrzydłami. Oba sposoby rozegrań były na tyle skuteczne, że gra często toczyła się przed lub w polu karnym obu drużyn. Takie „mocowanie” trwało prawie do dwudziestej minuty pierwszej połowy. Pierwszy celny strzał, obroniony przez bramkarza został oddany w 12 minucie przez atakującego Malinki. W minutę później podobny strzał oddał zawodnik Sparty. Po paru minutach gospodarze ponowili atak. Pomocnik z prawego skrzydła długim wrzutem posyła piłkę w pole karne. Do piłki wychodzi bramkarz. Piłka mija go nad głową, a Wojciech Marycz wprost wpycha ja do bramki. W ten to sposób, w 20 minucie meczu malinianie objęli prowadzenie. W ostatnich pięciu minutach był to czas lekkiej przewagi gospodarzy. Po straconym golu goście przyspieszyli grę stwarzając kilka groźnych sytuacji strzeleckich. Jedną z nich był rzut wolny. Strzał wykonany źle, poszybował wysoko nad bramką. Następny – Wojciecha Hrycewicza, był już celny, ale obroniony przez bramkarza Pod koniec pierwszej połowy zarysowała się przewaga gospodarzy. Oni częściej byli w posiadaniu piłki, skutecznie odbierali ją zawodnikom gości, byli szybsi.

Druga połowa jota w jotę była powtórzeniem pierwszej. Pierwsze minuty charakteryzowały się bieganiną za piłką, próbami szybkiego podejścia pod bramkę rywali. Dopiero w połowie tej odsłony gra zazębiła się. Można było dostrzec wyraźne zmęczenie zawodników. Gospodarze za wszelką cenę chcieli zdobyć drugą bramkę. Prawie cała drużyna udała się za piłką na stronę boiska rywali. W ten sposób dwójka atakujących gości została nie pokryta obroną. W jednej takiej sytuacji piłkę przejęli goście . Gdy jest w jej posiadaniu znalazł się Kamil Grudzień, zdobył wyrównującego gola. Mamy 1: 1.

Od tego momentu gra zaostrza się i zaczyna się „dramaturgia meczu”. Po niespełna dwu minutach gospodarze będąc w posiadaniu piłki, podprowadzają w pole karne rywali i Tomasz Marycz zdobywa drugiego gola (2:1). W 32 minucie Grzegorz Czechura będąc sam na sam z bramkarzem zdobywa wyrównującą bramkę (2:2). W tym fragmencie meczu goście, co rusz wychodzą na czystą pozycje strzelecka, ale nie wykorzystują ich. W jednym z takich wejść, w zamieszaniu podbramkowym piłkę umieszczają w siatce. Sędzia nie uznaje gola. Pod sam koniec meczu gospodarze przerzucają piłkę na prawe skrzydło. Zawodnik czekający na wysokości linii pola bramkowego dostaje piłkę i wrzuca ją do nadbiegającego atakującego, ten piłkę umieszcza w siatce. Sędzia uznaje gola i mamy wynik 3 do  2.

Wówczas wchodzą do gry kibice. Jedni krzyczą spalony, a inni, że gol. Tumult wśród zawodników. Interweniuje kapitan drużyny. Sędzia jest nieugięty. „Wynik idzie w świat, a smród pozostaje”.

W meczu wystąpili:

Gospodarze – Kamil Cebula, Daniel Kloc, Tomasz Marycz, Roman Jurzysta, Wojciech Marycz, Mateusz Dudek, Tomasz Grześ, Artur Jurzysta, Kamil Dębowski, Kamil Fołtyn, Bartłomiej Świt, Grzegorz Mysza, Daniel Pręziak, Piotr Mysza.

Goście – Grzegorz Wojciechowski, Paweł Szymański, Bartłomiej Matecki, Kamil Mazij, Miłosz Mazij, Wojciech Hrycewicz, Józef Ulatowski, Kacper Kundera, Marek Wincaszek, Piotr Fiediuk, Piotr Rudnicki, Grzegorz Czechura, Paweł Kundera, Marcin Szafrański, Kamil Grudzień, Damian Knapiński.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here