Na moście w Wyszogrodzie

71

Oczywiście staraliśmy się tak podróżować, by droga docelowa i powrotna różniły się od siebie, i to też nam się udało. Trasa nie obfitowała w zbyt wiele atrakcji turystycznych, ale parę ciekawych rzeczy udało nam się obejrzeć. Po kilku kilometrach od Łowicza zatrzymaliśmy się w Kompinie. Tu w dniach 14 – 15 września 1939 r. polscy żołnierze toczyli zacięte walki z niemieckimi najeźdźcami, czego pamiątką jest cmentarz z mogiłami poległych. Obejrzeliśmy także neogotycki kościół, którego patronem jest św. Wojciech.

Kolejne kilometry naszej drogi, to piękne krajobrazy, szerokie zielone przestrzenie, mnóstwo owocowych sadów, pól dojrzałego zboża, łąk z bocianami, przydrożnych mazowieckich wierzb. I płasko, wszędzie równo jak stół.  Mijaliśmy kolejne miejscowości, trochę klucząc, bo drogowskazy nie zawsze pokazywały to, co pokazywać powinny. Do ciekawych momentów należało nagłe ujrzenie pasących się zgodnie: koni i… dwu wielbłądów (jedno i dwugarbnego). Ponieważ był to już już enty kilometr naszej wędrówki, a słońce nieźle przygrzewało, myśleliśmy zrazu, że to jakaś fatamorgana, ale zwierzęta okazały się realne. Pochodziły z cyrku i… miały właśnie urlop.

Jechało się dobrze, chociaż droga niezmiernie się wiła. W pewnym momencie trafiliśmy na niedawno oddaną do użytku drogę ekspresową. Najpierw obok była wygodna ścieżka rowerowa, ale wkrótce się (dosłownie w polu) skończyła. Musieliśmy więc kluczyć po drogach różnej jakości, jechaliśmy nawet kawałek piaszczystym wałem nad Bzurą, ale wreszcie wylądowaliśmy na słynnym moście prowadzącym do Wyszogrodu. To most całkiem nowy, bo oddany do użytku zaledwie 14 lat temu (wcześniej w tym miejscu był najdłuższy europejski most drewniany). Jest oczywiście bardzo długi (niemal 1,5 km), a rozciąga się z niego przepiękny widok na Wisłę i wpadającą do niej Bzurę, a także na położone na wysokiej skarpie miasteczko. Wyszogród wymieniony był już w Kronice Galla Anonima jako castellum Wysegrad. Dziś liczy niecałe 3 tys. mieszkańców. Miasteczko nie wywarło na nas specjalnego wrażenia. Obejrzeliśmy jeszcze dwa barokowe kościoły i  wracając (raz jeszcze przez niezwykły most) zatrzymaliśmy się przy pięknie wtopionym w nadwiślański krajobraz pomniku żołnierzy z bitwy nad Bzurą, w formie kamiennego kręgu.

Droga powrotna wiodła innymi drogami, na ogół bardzo dobrze utrzymanymi i okazała się zupełnie przyjemną i znacznie prostszą.

Wróciliśmy na tyle wcześnie, że można było skorzystać jeszcze z interesującej propozycji kulturalnej. Bowiem w okresie wakacyjnym, raz w tygodniu, właśnie w środę, w łowickiej bazylice katedralnej odbywają się koncerty organowe w ramach międzynarodowego festiwalu, którego patronem jest Jan Sebastian Bach. Organizatorami są: Warszawskie Towarzystwo Muzyczne i Łowicki Ośrodek Kultury. Solistą tego koncertu był belgijski organista Eric Hallein (tydzień później wystąpił duet z Ukrainy: organistka Olga Jefremowa oraz wiolonczelista Oleksander Łysiuk). W sumie na lipiec i sierpień zaplanowano 9 koncertów, naprawdę świetnych wykonawców (m.in. Karol Gołębiowski i Krzysztof Jakowicz). Wstęp na koncerty jest płatny (10 i 5 zł), a ciekawą sprawą jest pokazywanie na ekranie siedzącego na chórze organisty. Piękne wnętrze świątyni, cudowna muzyka i fachowy komentarz – to wszystko sprawiło, że wrażenia z tego i kolejnego koncertu były bardzo pozytywne.

Gdy syci wrażeń z drugiego wuwuerkowego dnia udawaliśmy się na spoczynek, zapoznaliśmy się jeszcze z prognozą pogody. Była optymistyczna nie tylko na dzień kolejny, ale także na kilka następnych. I to się spełniło!

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here