Klaudia Adamus – od tej strony jej nie znacie

906

– Jak zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? Kto rozpoznał Twój talent?

Hm, w zasadzie już w przedszkolu (chodziłam do Strzeszowa) rodzice zauważyli, że mam dryg muzyczny, że lubię potańczyć, chętnie śpiewam… Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się  w Domu Kultury „Agora” we Wrocławiu. Miałam wtedy mniej więcej 5- 6 lat. Rodzice zapisali mnie na tańce, potem zespół z tanecznego przekształcił się w wokalno-taneczny. Na fortepianie przygrywał nam wtedy pewien starszy pan, który z kilkudziesięciu dzieciaczków wychwycił akurat mnie i wytypował do zaśpiewania partii solowych podczas występu na  wrocławskim Rynku. To były święta i koncert podczas którego prezydent Wrocławia zaświecił choinkę. Właśnie ten starszy pan od fortepianu szepnął rodzicom na uszko, żeby może mnie „pchnęli” dalej w tym kierunku (wokalnym) i tak się też stało. W dalszych latach rozwijałam swoje umiejętności z zakresu wokalu i aktorstwa w Centrum Kultury „Zamek” w Leśnicy. Wystawiliśmy nawet dwa spektakle.

– A jak to się stało, że zaczęłaś występować w powiecie trzebnickim?

– W pierwszych latach nauki w  Szkole Podstawowej w Psarach, muzyki uczyła nas pani Małgosia Kuźniak, która wysłała mnie i zespół  stworzony z moich kolegów i koleżanek na konkurs kolęd w Trzebnicy. Potem jeździłam tam co roku. Uczestniczyłam jeszcze w wielu innych tego typu konkursach aż pewnego dnia pojawiły się pierwsze zaproszenia na różne imprezy i tak sie wszystko ruszyło.

– Obecnie występujesz już nie tylko jako solistka ale masz swój własny zespół – Hoverla. Jak doszło do pierwszego spotkania i współpracy?

– Z Hoverlą zaczęło się wszystko dokładnie dzień przed rozpoczęciem moich egzaminów maturalnych, w maju tego roku. Alex (Paweł Aleksanderek- lider i założyciel zespołu) znalazł mnie gdzieś w internecie i skontaktował się ze mną.

– Jak zareagowałaś na wieść o tym, że to zespół folk-rockowy. Na co dzień odnajdowałaś się przecież w zupełnie innych klimatach?

– No właśnie.. Szczerze mówiąc na początku podchodziłam do tego bardzo na luzie. Nie wiedziałam czy w ogóle coś z tego wyjdzie, czy się odnajdę w takiej muzyce (próbowałam różnych gatunków muzycznych, ale nigdy nie miałam styczności z folkiem).

– Co Cię ostatecznie przekonało by zostać?

– Od razu powiedziałam Alexowi, że nie wiem czy coś z tego wyjdzie, że muszę sama w domu sobie popróbować. Zaraz po egzaminach (dokładnie tydzień po jego pierwszym telefonie) mieliśmy pierwszą próbę z całym zespołem. Okazało się, że całkiem nieźle „się klei” mój głos z muzyką jaka gra zespół. Dodatkowo ich muzyka szybko mnie zafascynowała, chodziłam po domu i śpiewałam różne numery. Muzyka Hoverli, inspirowana ukraińskim folkiem, jest bardzo temperamentna – zupełnie jak ja. Wcześniej patrzyłam na zespół jak na zajęcie w czasie 4- miesięcznych wakacji po maturze, ale już po pierwszym koncercie, który zresztą miał miejsce tylko tydzień po pierwszej próbie poczułam „Kurczę, to jest to, co chcę robić dłuższy czas”. Świetnie się w tym odnalazłam.

 

– Jak często macie próby i gdzie się spotykacie?

– Próby mamy z reguły raz w tygodniu, ale przed ważnymi koncertami lub tak po prostu kiedy trzeba, organizujemy dodatkowe próby. Spotykamy się w salkach muzycznych we Wrocławiu lub czasami u przyjaciół Alexa za Wrocławiem, gdzie mamy możliwość zorganizowania próby w plenerze nawet przez całą dobę.

– Kto aranżuje Wasze utwory?

– Staramy się tworzyć wspólnie. Głównym „mózgiem” jest Alex, to on, jak do tej pory, jest autorem wielu tekstów naszych utworów, ale na próbach już pracujemy wspólnie, każdy dorzuca coś od siebie, co dodatkowo sprawia, że wszyscy utożsamiamy się z naszą muzyką.

– Graliście już w wielu miastach Polski, ale naszym powiecie jeszcze z Hoverlą nie występowałaś?

– W powiecie jestem znana jako Klaudia Adamus. Przed moimi występami praktycznie zawsze mówi się „wielokrotna laureatka festiwali ogólnopolskich i międzynarodowych, m.in. Bułgaria, Węgry, Niemcy itd.)”, ale o Hoverli większość jeszcze nie słyszała. Od powiedzmy dwóch lat nie jeżdżę już na festiwale. Nie chcę. Uważam, że są dobre do pewnego czasu. Trzeba wiedzieć kiedy skończyć i zająć się kształtowaniem siebie.. Na festiwalach są pewne sztywne reguły, których należy się trzymać, a które nie zawsze są dobre w praktyce, w koncertowaniu. U mnie konkursy powoli  zaczęły zabijać pewnego rodzaju spontaniczność na scenie, co jest ogromnie ważne. Właśnie dlatego może się niektórym wydawać, że Klaudia zatrzymała się w rozwoju muzycznym i nie idzie do przodu bo nie jeździ na festiwale. To błędne myślenie. Dopiero teraz tak naprawdę się rozwijam. Jeszcze nie mieliśmy do tej pory możliwości zagrania w moich stronach, ale ostatecznie udało się to zorganizować i zagramy 1 września w Zawoni na dożynkach powiatowych i 7 września na dożynkach gminy Wisznia Mała. Dzień przed koncertem w Zawoni, zaśpiewam (ale bez zespołu) na lotnisku w Szymanowie (31 sierpnia). Na wszystkie koncerty serdecznie zapraszam.

– Zapoznaj nas trochę z muzykami zespołu.

– W ostatnim czasie sporo się u nas dzieje. Troszkę zmienił się skład. Dołączył do nas kolega akordeonista, co dodaje nowego brzmienia i tzw. smaczków. Mamy też nowego perkusistę, który na co dzień gra ciężką muzykę, więc również dodaje „kopa” naszym numerom. Dodatkowo jest czystej krwi Ukraińcem, więc koryguje naszą wymowę w ukraińskich numerach. Podsumowując, mamy dwa wokale, główny, którym jestem ja, drugi głos czyli Alex, który równocześnie gra na gitarze akustycznej, na skrzypcach gra Daga, na akordeonie Mateo, na gitarze elektrycznej Wojtek, na gitara basowej Marcin, a na perkusji Yan. Łączymy instrumenty typowo folkowe z nowoczesnymi co daje niemalże nieograniczone możliwości.

– Jak przyjęła Was woodstockowa publiczność?

– Woodstock to było ogromne wyzwanie dla zespołu, szczególnie tak młodego jakim jesteśmy my. Zagrać na tej scenie to niesamowity prestiż, szansa której nie można zmarnować! Jednocześnie dla mnie prywatnie było to niezapomniane przeżycie, spełnienie jednego z marzeń. Sama jestem zakochana w Przystanku Woodstock, jeżdżę tam co roku. Chcieliśmy zaprezentować się jak najlepiej i wydaje mi się, że udało się to w stu procentach. Do tej pory dostajemy gratulacje od ludzi całkiem niezwiązanych z zespołem, twierdzą ,że się świetnie bawili. Sam obraz tylu ludzi którzy tańczą, klaszczą, śpiewają z nami jest ogromna nagrodą dla nas za tyle trudu i pracy. To daje ogromne bodźce do dalszej pracy.

–  Czy śpiewacie po ukraińsku?

 – Śpiewamy po ukraińsku ale mamy też sporo utworów w języku polskim. Staramy się łączyć w jednym utworze oba języki, co sprawdziło się w paru numerach. Kolega perkusista pilnuje żeby wszystko było wyśpiewane poprawnie, wszystkie teksty analizowaliśmy i tłumaczyliśmy, więc wiem o czym śpiewam

Czy planujecie w najbliższym czasie nagranie jakiegoś utworu lub płyty w tym składzie?

– Jak najbardziej! Nagrywamy płytę, pierwsze instrumenty już weszły do studia. Najprawdopodobniej pojawi się pod koniec tego roku.Mnóstwo pracy przed nami, ale przecież  to czysta przyjemność!

– Dziękuję zatem za wywiad i czekamy na płytę!

 

 

 

 

 

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here