W ciągu 3 dni odwiedzili Prusice pod Złotoryją i pod Pragą w Czechach

510

Bike Family Team to prusickie stowarzyszenie, które skupia miłośników jazdy na rowerze, a także każdej innej aktywności fizycznej. Niedawno członkowie SBFT odbyli wyjątkową podróż. Jadąc na rowerach odwiedzili partnerskie miejscowości Prusic.

 Planowaliśmy bardzo szczegółowo

Jak mówi Tomasz Saladra, prezes stowarzyszenia, wyjazd nie był spontaniczną wyprawą. Już w zeszłym roku rowerzyści robili pierwsze przymiarki do maratonu rowerowego. – Pomysł wyprawy zrodził się w mojej głowie, dokładnie mówiąc, zacząłem się zastanawiać jak by tu zrobić jakąś fajną wycieczkę, coś nietypowego, co spodoba się moim bike`owcom. Przypomniało mi się, że kiedyś słyszałem że nasze Prusice podpisały jakąś umowę partnerską z Prusicami pod Złotoryją oraz z Prusicami w Czechach. Długo nie trwało kiedy obmyśliłem trasy, co jak itp. I tak ruszyły przygotowania do organizacji wyprawy.

Tomasz Saladra, planując trasę, musiał wziąć pod uwagę możliwości fizyczne wszystkich uczestników wyprawy. Odcinki, które pokonywano każdego dnia nie mogły być zbyt długie; prezes musiał pomyśleć o wszystkich aspektach bezpieczeństwa, wybrać malownicze i jak najmniej ruchliwe trasy. W organizację wyprawy zaangażowali się członkowie rodziny pana Tomka: żona, syn, mama, tato, siostra, a także cały zespół sprawdzonych ludzi, którzy brali udział w poprzednich przedsięwzięciach. Swój udział w wyprawie zadeklarowało 15 osób: Dorota Saladra, Andrzej Saladra, Sylwia Saladra, Grzegorz Wysopal, Patryk Wysopal, Grzegorz Mikołajczyk, Agnieszka Mikołajczyk, Roman Mikołajczyk, Renata Mierzwa, Marta Poprawska, Piotrek Poprawski, Basia Poprawska. Krystyna Saladra i Maksiu Saladra jechali wozem technicznym, przygotowywali posiłki i napoje, troszczyli się o rowerzystów. I oczywiście jako szef wyprawy pojechał Tomasz Saladra.

 Żegnali ich prusiczanie

Trzydniowa wyprawa rowerowa miała się rozpocząć na prusickim Rynku. W czwartek 11 lipca, o godz. 6.30 zgromadzili się prusiczanie, którzy chcieli pożegnać rowerzystów. Mimo wczesnej pory, również burmistrz Igor Bandrowicz żegnał i życzył bezpiecznej drogi śmiałkom.

Można powiedzieć, że większość członków SBFT jeździ na rowerach wyczynowo, startuje w maratonach rowerowych, uczestniczy w długich wyprawach. Prezes SBFT trafił do Księgi Rekordów Guinessa w 2006 roku, kiedy to w 100 dni przejechał na rowerze 14 tys. km po Europie.  Dla pozostałych członków wyprawy, przejechanie tak długich dystansów było sporym wyzwaniem. – Prócz mnie, chyba każdy pobijał swój rekord życiowy. Jestem pełen podziwu dla swoich „klubowiczów” za to, z jaką odwagą i samozaparciem wykazali się na trasie. Spisali się wspaniale. Przez 3 dni przejechaliśmy łącznie 407 km, a nie jak wcześniej planowano 380 km, ponieważ na trasie wynikły pewne komplikacje, z tego 25 godzin na rowerze. Pierwsze 100 km, pierwsze 150 km w jeden dzień padały rekordy… Pierwsze strome 10 km podjazdu i jakże niebezpieczne zjazdy drogą 100-u zakrętów śmierci. Myślę, że każdy pobił swoje rekordy nie tylko w ilości przejechanych kilometrów i ciągłej jeździe. W końcu jechaliśmy 3 dni pod rząd! największą jednak rolę odegrała walka psychiczne ze zmęczeniem i własnymi słabościami – mówi Tomasz Saladra.

Trasa była malownicza i…  mordercza

Uczestnicy wyprawy opowiadają, że trasa przebiegała malowniczymi drogami ze wspaniałymi widokami. Wiązało się to też z tym, że na  trasie było sporo podjazdów. – Taki wysiłek mógł trochę zniechęcić niektórych, ale jesteśmy Bike Family Team i wspólne wspieramy się na trasie, co sprawia, że jechało się lżej. Nie możemy zapomnieć o naszym serwisie, który bardzo o nas dbał – mówi prezes.

Rowerzyści pojechali następującą trasą: Prusice-Wołów- Lubiąż – Legnickie Pole – Prusice (złotoryjskie) – Jawor – Strzegom (tam nocowali). Drugiego dnia pokonali trasę: Strzegom – Świdnica – Dzierżoniów – Bielawa – Nowa Ruda – Radków – Kudowa Zdrój – Jeleniów, gdzie rowerzyści nocowali. Trzeciego dnia pojechali następującą trasą: Kudowa Zdrój – Nachod – Hradec Kralove- Sedaska- Cerny Brod – Kostelec- Prusice (pod Pragą). W sumie rowerzyści przejechali 407 km, choć zgodnie z planem miało być 380 km. Jednak po drodze rowerzyści napotkali na dwa objazdy, tuż za Lubiążem miał miejsce wypadek samochodowy, a za Legnickimi Polami stawiano wiatraki i droga była zablokowana. Na trasie rowerzyści zatrzymywali się tylko na krótkie postoje, na kanapki, napoje i arbuzy, które jak wspominają, doskonale gasiły pragnie. Podczas chwil odpoczynku nasi cykliści spotykali się ze sporym zainteresowaniem. Pytano dokąd jadą i dlaczego. Także kierowcy pozdrawiali ich na trasie. Były jednak i chwile mrożące krew w żyłach. Jak opowiadają rowerzyści, dwa razy zdarzyło się tak, że tir chciał „zabrać ich pod koła”, wyprzedzając „na trzeciego” na zakręcie i pod górkę. Krew zmroziło również użądlenie przez osę szefa wyprawy, który jest uczulony na jad. Akurat zdarzyło się tak, że samochód techniczny został zatrzymany do kontroli przez policję, a to właśnie w nim znajdowała się strzykawka z substancją odczulającą. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Prusiczanie przyjmowali nas bardzo serdecznie

Rowerzyści dotarli najpierw do Prusic pod Złotoryją. To wioska licząca 700 mieszkańców. – Kiedy dojechaliśmy do tej miejscowości, pod budynkiem Ochotniczej Straż Pożarnej był już rozpalony grill z kiełbaskami, zimnymi napojami i kawą, której rowerzyści bardzo potrzebowali. To było bardzo miłe. Czuliśmy, że byliśmy oczekiwani. Zaprosiliśmy mieszkańców tamtych Prusic do nas – mówi Sylwia Saladra.

W czeskich Prusicach pod Pragą na rowerzystów czekali nie tylko czescy prusiczanie, ale także 35-osobowa delegacja z ich rodzinnych Prusic. Wśród witających rowerzystów była między innymi Kazimiera Rusin, wiceburmistrz Prusic, Zbigniew Ziomek, przewodniczący Rady Miasta i Gminy, a także Joanna Wiraszka, radna powiatowa. Czesi bardzo serdecznie przywitali „partnerskich” Polaków. Mimo iż, ich miejscowość liczy  zaledwie 70 mieszkańców, wszystko było przygotowane i dopięte na ostatni guzik. Przygotowali dla nich pyszny poczęstunek, a także upominki. Jak mówią, świetnie bawili się z Czechami, wspólnie śpiewali i tańczyli. Jak dodaje Tomasz Saladra, wystarczyło, że zarówno oni, jak i gospodarze, mówili powoli i gestykulowali, w związku z czym nie było problemów ze zrozumieniem.

Ostatniego dnia wyprawy, w niedzielę, członkowie wyprawy razem z  oficjalną delegacją zwiedzali Pragę, popłynęli na rejs statkiem po Wełtawie. W drodze powrotnej zwiedzili Skalne Miasto.

Wspierało ich wiele osób

Prezes stowarzyszenia podkreśla, że wyprawa nie mogłaby się odbyć bez pomocy wielu osób. – Chciałbym podziękować burmistrzowi Igorowi Bandrowiczowi i pani wiceburmistrz Kazimierze Rusin za wsparcie naszego pomysłu i przekazanie fundusz, oraz zapewnienie nam powrotu autokarem. Nie możemy zapomnieć, że taki maraton, 407 km w trzy dni, był dużym wyzwaniem dla nas  i nie obyło się bez kontuzji, otarć, naciągniętych mięśni, czy też innych dolegliwości. Ale na szczęście mieliśmy wsparcie apteki w Rynku w Prusicach, naszych Prusicach. Dzięki temu niestraszne były nam bóle, otarcia czy przesilone mięśnie. Odpowiednie maści, zamrażacze, czy też leki przeciwbólowe sprawiły, że daliśmy radę.Na rowerze mogą się też przydarzyć nieszczęśliwe wypadki i tu kierujemy swoje podziękowania dla Ochotniczej Straży Pożarnej w Prusicach, za wypożyczenie torby PSP R-1 do ratowania życia ludzkiego w ciężkich przypadkach. Jak wiadomo, również rower potrzebuje odpowiedniego przygotowania i części zamiennych na trasę. I tu ogromne podziękowanie dla  firmy Dit Bicycles z Obornik Śl., z filią w Trzebnicy, za przygotowanie naszych rowerów oraz części zamienne w czasie podróży – linki, hamulce, dętki czy opony. Żebyśmy byli widocznymi na trasie musieliśmy się jakoś wyróżniać. Tu podziękowania firmie Jarmi ze Żmigrodu za przygotowanie naszych koszulek okazjonalnych, numerów startowych i pamiątkowych buttonów, które sprawiały że na trasie byliśmy widoczni i bezpieczniejsi. Podziękowania również dla Klaudii z Informacji Turystycznej Gminy Prusice; to właśnie ta osoba przygotowała i załatwiała nam powrót oraz pobyt w Pradze. Pomagała również załatwić i dograć wiele spraw. Wielkie podziękowania dla sołtysa Prusic pod Złotoryją za miłe powitanie i ugoszczenie nas na postoju w Prusicach. Szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej, było wspaniale. Dziękujemy również mieszkańcom Prusic w Czechach z sołtysem Franciszkiem na czele. Bardzo mile nas ugościli. Dziękujemy za wspólne tańce śpiewy, cudowny poczęstunek. Aż żal było odjeżdżać. Już za nimi tęsknimy, ale mamy nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Być może teraz oni odwiedzą nas – wylicza Tomasz Saladra i dodaje, że bez tych wszystkich ludzi wyprawa nie byłaby tak udana, a może nawet nie doszłaby w ogóle do skutku.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here