Tutaj naprawdę można się tylko doszukiwać pasji

496

NOWa: – Witajcie. Powiedzcie mi na początku, jak wygląda piłka nożna kobiet w polskich a jak w zagranicznych klubach?

Katarzyna Kiedrzynek: – Jeżeli chodzi o polską piłkę, to może wypowiem się ja. Trzeba powiedzieć, że kobieca piłka nożna w Polsce troszeczkę kuleje, ale wszyscy jesteśmy z wielkimi nadziejami na przyszłość. Trzeba jednak powiedzieć, że czujemy się troszkę zaniedbywane jako kadra Polski. Cieszę się natomiast, że są ludzie którzy chociaż trochę interesują się piłką nożną kobiet i że mamy jakiekolwiek warunki do treningów.

Agata Tarczyńska: – Niestety my musimy się cały czas przebijać w Polsce, aby ktokolwiek o nas usłyszał i chciał nas zobaczyć. Mężczyźni w reprezentacji nie mają takich problemów. U nich stadiony cały czas są pełne, u nas przychodzi bardzo mało ludzi. Co prawda piłka kobiet rozwija się, ale bardzo powoli. Nawet nam nie chodzi już o pieniążki, bo nigdy ich nie było i już nawet nie mamy nadziei na to, że będą. Ale możemy na razie walczyć o to, aby ktoś o nas usłyszał i zainteresował się nami. Marzymy o tym, aby ludzie na ulicy wiedzieli, że jest liga kobiet w Polsce, znał kilka drużyn i potrafił je wymienić. Chcemy by ludzie wiedzieli, że jest reprezentacja. Ludzie często zdziwieni, nie wiedzą, że w Polsce gra reprezentacja kobiet w piłkę nożną.

NOWa: – Tak jak Pan na basenie…

Katarzyna Kiedrzynek: – No właśnie. To jest przykre, prawda? Niby banalne sytuacje, a jednak są. Reprezentacja kobiet w piłce nożnej, tak? A Pan się pyta skąd jesteśmy, czy z Trzebnicy i jaki to klub. Ręce opadają…

 

NOWa: – Powróćmy więc do gry w niemieckim klubie. Jak tam wygląda piłka nożna kobiet?

Agata Tarczyńska: – Jeśli chodzi o reprezentację za granicą, to wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze mężczyźni z reprezentacji znają się z kobietami. Może to nic wielkiego, ale my się nawet z mężczyznami z reprezentacji nie spotkaliśmy. Nie wiem nawet, czy oni wiedzą że my istniejemy.

 

NOWa: – Pytałam Dariusza Dudka, jak był w Trzebnicy, czy wiedział, że jesteście w naszym hotelu to powiedział, że tak…

Agata Tarczyńska: – Bo jego brat (red. Jerzy Dudek) miał akurat kontakt z nami i pewnie stąd wiedział. Co do piłki za granicą. Nawet na poziomie klubowym to wygląda lepiej. Jeśli jest jakiś mecz, nawet na wsi, to przychodzi kilkaset osób. U nas najczęściej przychodzą nasze rodziny. U nas wciąż chyba krąży stereotyp, że „baba” się nie zna na piłce.

 

NOWa: – Ale wy się znacie dobrze. Powiedzcie mi od kiedy gracie w piłkę? Jak zaczęła się wasza przygoda?

Katarzyna Kiedrzynek: – Ja gram w zasadzie odkąd pamiętam. Już na podwórku grałam ze znajomymi. W klubie zaś od 7 lat. Wcześniej byłam zawodniczką w piłce ręcznej, więc cały czas byłam ze sportem związana. Piłką nożną interesowałam się od zawsze, a w ręczną grałam ponieważ poszłam w ślady swojej siostry, która występowała także w reprezentacji Polski. Niestety musiałam wybrać pomiędzy piłką ręczną a nożną i wybrałam nożną. Czy dobrze zrobiłam? Wydaje mi się, że tak.

Agata Tarczyńska: – Ja gram już prawie 19 lat. Na początku grałam z chłopakami. Później był czas, że także grałam zarówno w piłkę ręczną, jak i nożną, ale cały czas mnie pociągały mecze piłki nożnej. Tato który trenował chłopców, był także moim trenerem i w końcu trzeba było wybrać i podobnie jak Kasia, wybrałam piłkę nożną. Trafiłam do wrocławskiego klubu kobiet. Stamtąd  „poszłam” do Niemiec, później wróciłam do Polski do Konina. Po jakimś czasie wróciłam do Niemiec. Po drodze był jeszcze Racibórz, Wrocław i znowu Niemcy.

 

NOWa: – A jak zaczęła się wasza przygoda z reprezentacją?

Katarzyna Kiedrzynek: – Ja nie będę ukrywać, że gdy otrzymałam powołanie do kadry i na jej zgrupowanie pojechałam, to na samym początku chciałam uciec, bo wiadomo, że nowemu człowiekowi na początku jest trudno. Później miałam trochę przerwy w kadrze, ale ogólnie gram w niej przez sześć lat. Najpierw w U-17, później U- 19, a teraz w pierwszej drużynie.

Agata Tarczyńska: – Ja pierwsze powołanie dostałam jak miałam 14 lat. Wtedy było jeszcze U-16. Byłam na ogólnopolskiej olimpiadzie. Właśnie tam wypatrzył mnie trener Góralczyk i dostałam powołanie na U-16, następnie U-17, U-19 i do pierwszej kadry. Łącznie w kadrze gram już 11 lat, w pierwszej drużynie 6.

 

NOWa: – W młodym wieku udało wam się osiągnąć bardzo wiele. Jakie są zatem wasze marzenia?

Katarzyna Kiedrzynek: – Jakie są nasze marzenia? Mieć nazwisko na swojej koszulce. Może jest to bardzo przyziemne marzenie, ale jesteśmy pierwszą reprezentacją i nie mamy nazwisk na  swoich koszulkach.

Agata Tarczyńska: – To są może drobne sprawy, ale dla nas jest to naprawdę ważne. Tym bardziej, że to nie jest jakiś wielki wydatek. Wystarczy tylko naprasować nazwiska.

Katarzyna Kiedrzynek: – Naprawdę bardzo chciałybyśmy mieć koszulki ze swoimi nazwiskami. Tak nawet dla siebie, na pamiątkę. Teraz dziewczyny z U-17 mają koszulki, na których są nazwiska. Dlaczego my musimy najpierw coś osiągnąć, aby dopiero coś dostać? Dlaczego nie możemy mieć nazwisk na koszulkach? Dlaczego nie możemy walczyć o  dalsze cele dla naszej polskiej piłki?

Agata Tarczyńska: – Na razie nasz odbiór jest taki, że mężczyźni nic nie osiągają, a mają wszystko. A my musimy gdzieś tam, poprzez sukces przebić się do większego grona ludzi. To jest niesprawiedliwe troszeczkę. Dlaczego my musimy najpierw z niczego zrobić coś, a oni nie osiągając sukcesów, mają wszystko. Nawet gdy dobra gra przychodzi im ciężko.

 

NOWa: – To prawda. Mężczyźni powinni brać z was przykład…

Katarzyna Kiedrzynek: – Wiele osób nam to mówi, ale co z tego…

Agata Tarczyńska: – Nam naprawdę nie chodzi o to, aby były dla nas jakieś diety, pieniądze, ale aby w jakiś inny sposób nam to oddali. Nawet zamieszczając nasze nazwisko na koszulce lub kupując dla całej drużyny jednakowe buty. Stajemy do zdjęcia, a na nim każda z nas ma inne…

Katarzyna Kiedrzynek: – My przez cały czas widzimy inne reprezentacje, które są troszkę od nas słabsze, a mają wszystko. Mają buty, a to jest przecież takie banalne. Dzięki temu my już wtedy czujemy się jako drużyna. A tak stajemy do zdjęcia i jedna założy trampki, druga żółte buty z zielonymi sznurówkami.

 

NOWa: – Czyli nie jest wam łatwo się przebić?

Agata Tarczyńska: – My się czasami czujemy jak kula u nogi. A przecież jak nawet dostaniemy skarpetki to się tak cieszymy… Ale to o czym teraz my mówimy to jest kropla w morzu. Nie. Tego tak naprawdę nie ma. Bo nie oszukujmy się, kupno 30 par butów dla reprezentacji to nie jest jakiś wielki wydatek. Na mężczyzn idą tak wielkie pieniądze, a przecież tak samo prezentujemy nasz kraj jak oni.

Katarzyna Kiedrzynek: – My jesteśmy dumne z tego, że udaje nam się coś osiągnąć, ponieważ my to robimy naprawdę z serca. Ale proszę sobie wyobrazić, jak po jednym meczu podeszła do mnie zawodniczka z Rosji, bo chciała się ze mną wymienić koszulkami. Niestety powiedziałam jej, że nie mogę się zamienić, bo mam tylko jedną i będę musiała zapłacić duże pieniądze za następną. Później kupiliśmy sobie z dziewczynami na targu kilka koszulek tylko na wymianę.

Agata Tarczyńska: – Gdybyśmy robiły to dla pieniędzy, to chyba żadna z nas nie grałaby w Polsce i by jej nie było. Lepiej o tym nie mówić, bo to wstyd, ale w najlepszych klubach dziewczyny zarabiają tysiąc złotych. Tutaj naprawdę można się tylko doszukiwać pasji i niczego innego. Ale ludzie często myślą inaczej, bo patrzą na nas przez pryzmat piłki nożnej mężczyzn.

NOWa: – Dziękuję za rozmowę!

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here