Wycięli drzewa za ponad 31 milionów złotych, część nielegalnie?

578

Prace przy linii kolejowej Wrocław-Poznań trwają już od kilku lat. Przypomnijmy, że po wyremontowanych torach pociągi będą mogły jeździć bezpieczniej i szybciej. W poprzednim roku pisaliśmy o tym, że ze względów bezpieczeństwa wyburzane były domy, które wybudowano najbliżej torów.

Jak się okazało, nie tylko nieruchomości musiały zostać usunięte. Z powodu remontu wycięte zostały również drzewa, których rolę miały przejąć ekrany dźwiękochłonne. Oczywiście, zanim firmy wyłonione w przetargach weszły na tory i rozpoczęły remont, niezbędne były różne uzgodnienia, również dotyczące wycinki drzew. Przypomnijmy, że istnieje specjalny kalkulator (jest on również dostępny na stronie obornickiego urzędu), który pomaga wyliczyć wartość drzewa. A są to kwoty niemałe. Dla przykładu, wartość lipy, dęba czy buka, którego obwód ma 100 cm to blisko 20 tys. zł. Inwestorzy, zwykle starają się o to, aby nie pobierać od nich opłaty za wycinkę drzew. W przypadku wycinki drzew w Osoli chodziło o niebagatelną kwotę ponad 31 mln 803 tys. zł. O zwolnienie z opłaty występował inwestor PKP PLK.

 Ludzie byli zaniepokojeni

Na plac budowy weszły firmy, które rozpoczęły prace od wycinki drzew i rozbiórki starego dworca PKP. Część zaniepokojonych mieszkańców wsi pytała, dlaczego robotnicy wycinają drzewa i czy jest to zgodne z prawem. – Drzewa zostały wycięte między 19 a 24 października 2011 roku, najpierw po jednej, a potem po drugiej części torów – opowiada Rozalia Ptasińska, mieszkanka Osoli, a także radna Obornik Śląskich. – Jeszcze zanim doszło do wycinki, kiedy tylko rozpoczęły się prace, jako społeczność lokalna dopytywaliśmy, czy te wszystkie prace są zgodne z prawem. Pytaliśmy w gminie, a także panów z nadzoru budowy. Wszyscy zapewniali nas, że tak, że są wszystkie wymagane zgody, tym bardziej, że wyburzany był jeszcze ponad 100-letni budynek przy stacji, na rozbiórkę którego potrzebna była zgoda konserwatora zabytków. Wszystkie te zapewnienia wzięliśmy za dobrą kartę, ponieważ nawet do głowy by nam nie przyszło, że można wycinać drzewa bez pozwolenia. Wszystkie te zapewnienia uspokoiły nas – kontynuuje radna. – Pewnie nic bym z tym nie zrobiła, ale w telewizji widziałam reportaż, w którym opisywano sytuację, kiedy to wycięto bez wymaganych pozwoleń bardzo stare drzewa. Dało mi to do myślenia. W związku z tym, że jestem radną, złożyłam w styczniu tego roku interpelację, żeby wydział ochrony środowiska przedstawił nam całą dokumentację dotyczącą wycinki drzew na stacji w Osoli przy peronach. Wtedy jeszcze myślałam, że urzędnicy mi odpowiedzą, że wszystko jest w porządku, a ja uspokoję siebie i pozostałych mieszkańców Osoli. Muszę przyznać, że cała dokumentacja, którą nam przekazał w odpowiedzi wydział ochrony środowiska była przygotowana bardzo solidnie. Widać, że urzędniczka, która się tym zajmowała podeszła do problemu bardzo poważnie. Kiedy zaczęliśmy analizować dokumenty, okazało się, że zachodzi prawdopodobieństwo, że jednak nie wszystkie drzewa zostały legalnie wycięte – mówi Rozalia Ptasińska.

 Szum o drzewa?

Jak mówi radna, niektórym mogłoby się wydawać, że przecież to tylko kilka drzew, że we wsi jest tyle zieleni dookoła, a oni uparli się, że przeszkadza im wycięcie kilku starych lip. – Osola to miejscowość turystyczna, która nie ma pałaców ani zabytków, dla których się tu przyjeżdża i je zwiedza. Ludzie przyjeżdżają do nas dla przyrody. Te lipy przy stacji były żywym pomnikiem przyrody. Każdy kto przejeżdżał wcześniej i teraz – widzi ogromną różnicę. Wiem, że mamy remont który jest potrzebny, jest postęp, są udoskonalenia, że i nam mieszkańcom będzie wygodniej i ładniej, ale z drugiej strony, jak może być ładniej, skoro wycięto najstarsze i najładniejsze drzewa, które były naszym znakiem rozpoznawczym – mówi radna.

 Urzędnicy wszczęli postępowanie

Jak mówi Rozalia Ptasińska, oborniccy urzędnicy podjęli temat. – Dokładnie 8 marca Monika Wiszniowska z wydziału ochrony z UM, kierownik wydziału inwestycji Andrzej Małkiewicz pod nieobecność kierownika ochrony środowiska Józefa Wnęka i wiceburmistrz Karol Kos przyjechali na wizję lokalną, na której ja też byłam. Zjawili się również przedstawiciele różnych spółek PKP. Wiadomo, że przy tej inwestycji kto inny jest inwestorem, inne firmy wykonują pracę, pewnie też komu innemu zlecane jest wykonanie dokumentacji. Panowie z PKP nie byli przygotowani kompletnie do wizji lokalnej. Nawet nie obejrzeli obu nasypów, z których usunięto drzewa. Jednak na postawie tych oględzin napisano protokół i burmistrz wszczął postępowanie administracyjne, które ma wyjaśnić, jakie drzewa zostały wycięte bez pozwolenia, jakiej wartości i kto nie dopełnił obowiązków. Jak dodaje radna, z ramienia urzędu sprawą zajmuje się Monika Wiszniowska, która prowadzi postępowanie. W ostatnich miesiącach wzywani byli różni świadkowie, między innymi pani Rozalia. Zaproszono również inne osoby, od inwestora i wykonawców, a ostatnio na świadka został powołana osoba, która nadzoruje całość inwestycji.

Urzędnicy potwierdzają, że zajęli się tematem wycinki drzew po interwencji radnej. – Postępowanie to jest w toku, gromadzona jest dokumentacja dowodowa i ustalany jest stan faktyczny – mówi Karol Kos. – Wszczęte postępowanie administracyjne jest w toku, jednak jest ono na zbyt wczesnym etapie, aby wskazać, jakie będą podejmowane dalsze kroki. Gdyby efektem postępowania było wydanie decyzji wymierzającej administracyjną karę pieniężną, to uzyskane pieniądze zostałby przekazane dla Osoli, na inwestycje związane z ochroną środowiska – dodaje wiceburmistrz.

Chodzi o niebagatelną kwotę, bo jak powiedział na ostatniej sesji RM burmistrz Sławomir Błażewski, w grę mogą wchodzić nawet 2 mln złotych.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy rzecznika PKP PLK Mirosława Siemieńca. Zapytaliśmy, czy rzecznik może potwierdzić, że część drzew została wycięta nielegalnie. Jeśli tak, to czy PKP PLK wypłaci gminie odszkodowanie i w jakiej kwocie. – Aktualnie w sprawie drzew w Osoli toczy się w Urzędzie Miejskim postępowanie administracyjne. Obecnie nie mamy informacji o wynikach postępowania. W trakcie modernizacji prowadzonych przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. na sieci kolejowej w całym kraju zasady ochrony środowiska traktowane są bardzo rzetelnie i odpowiedzialnie. Podobne oczekiwania nasza spółka ma wobec wykonawców i współpracowników na każdym etapie prac – odpowiedział Mirosław Siemieniec.

Cieszę, że oborniccy urzędnicy zajęli się tą sprawą, ponieważ ludzie z PKP będą chcieli jak Piłat umyć ręce. Trochę się tego obawiam, że sztab prawników będzie chciał rozmyć odpowiedzialność, ale przecież musi być jakaś osoba, która nad wszystkim trzyma pieczę i ponosi konsekwencje błędów – dodaje Rozalia Ptasińska.

4 KOMENTARZY

  1. Dzieki za wiadomosc, niech mieszkancy Osoli podziekuja durnym urzednikom z PKP, ze zniszczyli to co bylo wizytowka , czyli stary dworzec i otoczenie.Nie ma po co teraz tam jezdzic ,zeby nie psuc sobie humoru.

  2. Wychoiwałem się w Osoli i spędziłem tam najszcześliwsze chwile mojego zycia. To co obecnie prezentuje sobą Osola jest tak jak pisze pani powyżej. Nie poznaje tego miejsca. Zniszczono tyle fajnych lokacji. Najbardziej boli wycinka drzew i całkowity brak poszanowania przyrody w imie chciwosci i zysku…

  3. Osola, ech Osola, chcialoby sie powrocic do Osoli ale tej sprzed 30 lat…
    Jakby mial ktos stare zdjecia przedstawiajace Osole z tamtego okresu bede wdzieczny za kontak: groowing(małpa)tlen.pl

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here