Świadek z wstecznego lusterka

111

Robert R., mieszkaniec Kaźmierza Wielkopolskiego, jest jedynym świadkiem, który zeznawał w ubiegłym tygodniu w procesie żmigrodzianina oskarżonego o spowodowanie wypadku i ucieczkę z miejsca wypadku

Wielkopolanin jest zawodowym kierowcą i pracuje w przedsiębiorstwie transportowym. Krytycznego dnia wracał „z trasy” – jechał z Wrocławia w kierunku Rawicza. Prowadził jedną z wyprzedzanych przez Grzegorza J. ciężarówek. Stwierdził, że widział zajście, bo obserwował zdarzenie prze boczne lusterko.

Świadek stwierdził, że widział, jak na lewym pasie ruchu pojawił się opel astra – model starego typu w kolorze zielonym lub granatowym. Kierowca astry wyprzedzał ciężarówkę jadącą za świadkiem. W pewnym momencie na lewym pasie przed astrą pojawił się srebrny chrysler, który szybko minął samochód świadka i wrócił na swój pas ruchu i pojechał prosto. Dopiero wtedy świadek zauważył, że z przeciwka nadjeżdża samochód osobowy – zeznający nie pamiętał ani marki, ani koloru. Robert R. zeznał, iż widział jeszcze, jak wyprzedzająca astra skręca w prawo przed ciężarówkę.

– Prawdopodobnie ten, który jechał w kierunku Wrocławia, żeby uniknąć zderzenia wpadł do rowu po prawej stronie drogi – powiedział świadek. Dodał, że całe zdarzenie obserwował w… lewym lusterku i trudno mu ocenić odległości.

Robert K. przejechał jeszcze ok. 0,5 km i zatrzymał się przy przydrożnym barze z parkingiem, by zadzwonić po pomoc. Wtedy zobaczył, że na parking wjechał też srebrny chrysler. Jego kierowca zawrócił i pojechał w kierunku miejsca wypadku, stwierdził świadek.

Na wniosek obrony sąd zarządził pięciominutową przerwę, żeby świadek mógł naszkicować sytuację na drodze w momencie wyprzedzania. Po przerwie Robert K. odpowiadając na pytania wyjaśniał przebieg wydarzeń. Powiedział m.in., że nie wie, gdzie znajdował się chrysler w momencie, gdy opel rozpoczął wyprzedzanie. Stwierdził, że manewr prowadzony przez kierowcę astry trwał długo i samochód osobowy jechał obok ciężarowego. – W pewnym momencie zobaczyłem, że chrysler jest przed astrą. Kierowca tego samochodu wyprzedził szybko ciężarówkę. Zrobił to zdecydowanie. Potem wyprzedził mnie i zjechał na prawo – powiedział świadek, nie widział jednak, w jaki sposób chrysler pojawił się przed oplem.  Stwierdził, że w tym czasie chrysler minął jego auto i wrócił na swój pas ruchu, astra kontynuowała wyprzedzanie ciężarówki. Robert R. nie widział samego wypadku. Powiedział, że jadący z przeciwka samochód osobowy (skoda octavia, w której zginęły dwie osoby – przyp A.B.) zjechał do rowu, ale pytany przez adwokata dodał, że wpadł pod samochód ciężarowy. Dodał, że ta ciężarówka nie zmieniała pasa ruchu. Zauważył, że wjechał na nią jadący z tyłu inny samochód samochód, prawdopodobnie też ciężarówka.

Odpowiadając na pytania stwierdził, że nie potrafi określić – bo widział zdarzenie w lusterku – ani odległości między samochodami, ani stwierdzić, czy któryś hamował. O swoim szkicu powiedział, że nie odzwierciedla rzeczywistych odległości.

Robert R. powiedział, że telefonując na policję po wypadku, jako uczestnika wypadku wskazał kierowcę chryslera: podał markę samochodu i kolor: – Tak na gorąco stwierdziłem że był sprawcą – powiedział świadek. Później nie był oficjalnie przesłuchiwany w tej sprawie. Jakiś czas potem – może po miesiącu – zadzwonił do niego w tej sprawie ktoś z policji. Był też wzywany na komendę do Trzebnicy. – Wtedy przedstawiłem sytuację tak jak dzisiaj – zapewnił, dodając jednak, że nie było to przesłuchanie „na protokół”.

Według zeznań Roberta K. sytuacja pod Małuszynem w tragiczny Wielki Piątek 2012 r. wyglądała zupełnie inaczej niż przedstawiali ją dotychczas przesłuchani świadkowie: kierowcy trzech samochodów wyprzedzanych przez Grzegorza J., a także samego oskarżonego. Żaden z nich nie nie wspominał o oplu astrze, a Grzegorz J. zeznał, że na odcinku ok. 1000 m wyprzedzał kolumnę pięciu samochodów, w tym dwóch ciężarówek.

Po przesłuchaniu świadka jeden z obrońców Grzegorza J. mec. Jacek Kruk wniósł o wydanie postanowienia uchylającego postanowienie o zatrzymaniu prawa jazdy oskarżonego (zatrzymano je 10 kwietnia ub. roku po zatrzymaniu Grzegorza J.). Uzasadniając wniosek, adwokat powiedział m.in., że zwłaszcza po zeznaniach ostatniego świadka brak jest podstaw, żeby przypisać oskarżonemu oddalenie się z miejsca wypadku stanowiącego znamiona przestępstwa. Dodał, że Grzegorz J. prowadzi działalność gospodarczą, w której samochód jest niezbędny. Zabranie mu prawa jazdy uniemożliwia mu pracę, a ma on na utrzymaniu małe dziecko. Prokurator i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego – męża i ojca ofiar wypadku – wnieśli o utrzymanie postanowienia. Sąd postanowił nieuwzględniać wniosku obrony, gdyż „zebrany materiał dowodowy w znacznym stopniu uprawdopodobnia sprawstwo oskarżonego

Grzegorz J., jest oskarżony o to, że 6 kwietnia ub. roku ok. godz. 12.30, jadąc samochodem osobowym chrysler 300 C z Trzebnicy w kierunku Żmigrodu na prostym odcinku drogi krajowej nr 5 między Małuszynem a Pawłowem Trzebnickim umyślnie naruszył przepisy ruchu drogowego, przez co spowodował wypadek drogowy, a następnie zbiegł. Mając ograniczoną, ze względu na ukształtowanie terenu, zdolność obserwowania pojazdów jadących z przeciwka, rozpoczął manewr wyprzedzania kolumny pojazdów w miejscu oznaczonym zakazem wyprzedzania, poruszając się przy tym z prędkością znacznie przekraczającą dopuszczalną. Będąc na lewym pasie ruchu zmusił jadącą prawidłowo z przeciwka samochodem skoda octavia 36-letnią Monikę B. do gwałtownego – w celu uniknięcia zderzenia czołowego – zjazdu na prawe pobocze, a następnie na lewy pas ruchu. W wyniku tych manewrów skoda zderzyła się z jadącym prawidłowo od strony Trzebnicy ciężarowym mercedesem. W wyniku wypadku, śmierć na miejscu poniosła 36-letnia kobieta prowadząca skodę octavię. Jej 3-letnia córeczka z ciężkimi obrażeniami, m.in. obrzękiem mózgu, nieprzytomna, została odwieziona do szpitala, gdzie po czterech dniach zmarła. W wypadku ranny został również kierowca mercedesa.

Grzegorz J. nie przyznaje się do winy.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here