Wielki jubileusz Tytanów Rocka – The Rolling Stones grają już pół wieku

428

Gdy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego w Trzebnicy odkryłem, poza wiedzą szkolną, coś nadzwyczajnego i wielkiego. Oto obok Beatlesów, Karin Stanek i Elvisa Presley`a zaistniało na muzycznym firmamencie zjawisko niezwykłe: czterech programowo „niegrzecznych” chłopców z Londynu, których oszałamiającą grę śledziłem wtedy w sposób bardzo niedoskonały – przy pomocy pocztówek dźwiękowych, odtwarzanych na prościutkim, by nie rzec prymitywnym adapterze marki Bambino. Można ich było także posłuchać przez radio: z zakłóceniami z Wolnej Europy, albo bez zniekształceń, ale nie za często, w Studio „Rytm” Polskiego Radia. Nie zapomnę takiej radiowej premiery utworu,”You can`t always get what you want” („Nie będziesz miał tego, co pragniesz”). Sensacją tego pięknego nagrania był wstęp do utworu, śpiewany przez dziewczęta z bachowskiego chóru.  Mam także w uszach (i w sercu) pierwsze trzebnickie wykonanie  utworu Stonesów, w rewelacyjnym opracowaniu grupy Jupiter Beat  -„Get off of my cloud” („Spadaj z mego obłoczka”). Do obu piosenek napisałem zresztą polskie teksty, które nigdy publicznie nie były wykonane. Ale szerzyłem już wtedy stonesmanię, jako konferansjer wymienionej wyżej trzebnickiej grupy beatowej . Istotną rolę w moich zainteresowaniach odegrał także mój pierwszy Mistrz – nauczyciel historii w trzebnickim LO Jerzy Laber. Była taka lekcja, gdy profesor zdegustowany naszym poziomem wiedzy, wędrował po klasie głosząc dobitnie: „Wam nie w głowie nauka historii – wy uznajecie tylko jedno: The Rolling Stones – Toczące się Kamienie – Satisfaction„. No cóż dzięki profesorowi wybrałem podwójnie: studia historyczne i niezmienne przywiązanie, a mówiąc wyraźniej pozytywny fanatyzm (bez krwi i przemocy) dla tej rytmicznej, kołyszącej,  wyrazistej i niespokojnej muzyki, którą Oni wykonują jak nikt inny w całym Wszechświecie.

A teraz, gdy miałem szczęście być pięciokrotnie na ich wspaniałych koncertach, piszę te słowa i słucham nowej wersji owego słynnego ” You can`t always get…”. Tym razem bachowski chórek nie śpiewa tylko we wstępie, ale cudownie włącza się w przebieg całego utworu. To nagranie z najlepszego koncertu Rolling Stonesów jakiego kiedykolwiek słuchałem. Odbył się w poprzednią sobotę, 29 czerwca na festiwalu w angielskim Glastonbury jako ważny element ich jubileuszowej trasy.  Są w fantastycznej formie. Mick Jagger  ma ruchy dojrzałego młodzieńca, a jego sprawność wokalna, umiejętności aktorskie i dar przewodzenia tysiącom młodych słuchaczy w różnym wieku, imponują i przekonują, że „toczące się kamienie nie porastają mchem”.

I oto zabrzmiał fantastyczny, jedyny taki gitarowy riff Keitha Richardsa, obwieszczający początek rockowego hymnu – („I can`t get now) satisfaction”. Niepowtarzalne jest współbrzmienie wszystkich muzyków. Wraz z Keithem gitarową burzę podniecających dźwięków rozniecają: wspaniały Ronnie Wood i świeżo „nawrócony” do RS Mick Taylor. Rytm wybija niesamowity Charlie Watts (wielki miłośnik miękkiego jazzu i koni z Janowa Podlaskiego). Dzielnie sekunduje mu na basie ciemnoskóry Daryll Jones. Jest jeszcze niezrównany klawiszowiec Chuck Leavell i wspaniała sekcja dęta, którą kieruje saksofonista Bobby Keys. I jeszcze współwokaliści ze zjawiskową Lisą Fisher, której interpretacja „Gimme shelter” jest wręcz doskonała.

Pisząc ten tekst przenoszę się myślami do londyńskiego Hyde Parku, gdzie właśnie w tej chwili trwa kolejny przedostatni z zaplanowanych koncertów tej największej rockandrollowej grupy świata (kolejny w sobotę 13 VII – jeśli ktoś tam będzie – proszę o kontakt!). Czy możliwe, że kiedyś jeszcze posłucham bezpośrednio ich niepowtarzalnej muzyki, niosącej radosne pozytywne przesłanie, chociaż „It`s only rock and roll…”. Wierzę, że tak się stanie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here