Co będzie z Muzeum Ludowym w Marcinowie?

1338

Marian Kowalski, dla dzieci i młodzieży odwiedzających jego Muzeum Ludowe jest po prostu „wujem Marianem”. Gdy oprowadza wycieczki szkolne po izbach, wypełnionych nagromadzonymi przez lata eksponatami, tłumaczy najmłodszym dawne przeznaczenie i historię cennych zbiorów. Muzeum w Marcinowie niedawno obchodziło 30. rocznicę istnienia, chociaż nieformalnie działa już od ponad 50 lat! Wtedy właśnie Marian Kowalski postanowił, że będzie wyszukiwał zapomniane przedmioty, a młodszym pokoleniom przekazywał wiedzę o nich. Swoje eksponaty zbierał w różny sposób, jeżdżąc niekiedy po całej Polsce. Z czasem liczba gromadzonych, unikalnych przedmiotów urosła do tak imponujących rozmiarów, że trzeba było pomyśleć o rozbudowie muzeum i utworzeniu izb tematycznych. Pasję pana Mariana przejęli dwaj synowie: Tomek i Miłosz, którzy także pełnią rolę kustoszów regionalnego skansenu.

Spór sąsiedzki

Inspektor nadzoru uznał, że Marian Kowalski dopuścił się samowoli budowlanej, rozbudowując swoje muzeum. W kwietniu Maciej Rataj wydał decyzję, na mocy której pan Marian musi wpłacić 25 tys. zł opłaty legalizacyjnej. W przeciwnym wypadku będzie musiał częściowo rozebrać budynek.

Jak wyjaśnia nam założyciel muzeum, wszystko zaczęło się od sporu. Sąsiad poinformował nadzór budowlany, że Marian Kowalski rozbudowując muzeum naruszył granice między działkami. Ponadto nie posiadał na tę rozbudowę zezwolenia, czym dopuścił się samowoli budowlanej. Przeglądamy dokumenty z prowadzonego postępowania wyjaśniającego, które prowadził nadzór budowlany. Wg informacji zgłaszającego, Marian Kowalski wszedł na granicę sąsiada, przekraczając jego działkę o ok. 70-80 cm; ponadto zgłaszający podniósł kwestię złego odprowadzania wód opadowych z posesji Mariana Kowalskiego, przez co część jego działki została zacieniona. W trakcie składania wyjaśnień przed Maciejem Ratajem, kustosz muzeum wyjaśnił, że tę część muzealną postawił na początku lat 90-tych. – Ściana izby powstała dokładnie w miejscu naszego ogrodzenia. Gdyby tak rozebrać całą konstrukcję, to między pustakami znalazłyby się jeszcze sztachety od starego ogrodzenia. Kilka lat temu w tej sali zgromadziłem zabawki dla dzieci z dawnych lat. Kiedyś to pomieszczenie było tylko częściowo zadaszone, ale w trakcie budowy muru spełniającego funkcje ogrodzenia, postawiłem drewnianą konstrukcję przylegającą do daszku, a na tej konstrukcji postawiłem pleksę. Dzięki temu cała izba jest zadaszona i mogą w niej w czasie niepogody przebywać dzieci. Dach zakończyłem rynną, jednak nie wychodzi ona poza granice muru. Nie zachodzi zatem w żadnym stopniu na posesję sąsiada, ani jej nie zacienia – wyjaśniał nam Marian Kowalski.

W trakcie prowadzonego postępowania przesłuchiwane byłystrony sporu, tj obaj sąsiedzi oraz świadkowie. Na podstawie zgromadzonych dokumentów, wyjaśnień oraz kontroli, Maciej Rataj stwierdził, że trzy izby pełniące funkcje gospodarcze zostały wybudowane niezgodnie z prawem budowlanym, bez zezwolenia na budowę.  – Przyznaję, że nie posiadałem odpowiednich dokumentów. Byłem jednak przekonany, że nie robię niczego niedopuszczalnego. Ta ściana muzeum stała przecież od kilkunastu lat i nie przeszkadzała mojemu sąsiadowi. Nie zgodzę się z wynikiem kontroli nadzoru. Inspektor stwierdził, że ściany są ze sobą trwale połączone, a tak nie jest. Ściany między dwoma izbami oddzielają drzwi, w każdej chwili mogę je rozebrać – tłumaczy założyciel muzeum.

Kończąc postępowanie wyjaśniające Maciej Rataj zauważył jednak, że wszyscy wobec prawa powinni być równi. Stwierdził, że Marian Kowalski może zalegalizować istnienie rozbudowanych izb, jednak musi w wymaganym terminie przedłożyć wymagane dokumenty, a także wpłacić opłatę legalizacyjną w wys. 25 tys. zł. Jednak nasz rozmówca twierdzi, że nie jest w stanie zgromadzić tak wysokiej sumy: – To zbyt duża kwota jak dla mnie! Jeśli będę musiał rozebrać tę izbę, to gdzie przeniosę zgromadzone w niej eksponaty? Nie będę miał na to już miejsca! Najbardziej boli mnie to, że zostałem z tym problemem sam. Nikt z ludzi znających się na przepisach budowlanych nie wspomoże mnie, nie doradzi jak wyjść z tej sytuacji. Muzeum od początku prowadziłem sam, powstało z mojej inicjatywy i dzięki mojej pracy. Przez te lata odwiedziły mnie setki ludzi, muzeum promowałem naszą „małą ojczyznę”.

Marian Kowalski wystosował apel do różnych instytucji kulturalnych i muzeów działających na Dolnym Śląsku z prośbą o pomoc. Dowiedzieliśmy się, że przedstawiciele lokalnych środowisk także wystosowali pismo do władz lokalnych z prośbą o merytoryczną pomoc i wsparcie dla Mariana Kowalskiego. Wiemy, także że w pomoc dla kustosza muzeum włączyli się starosta powiatu Robert Adach i burmistrz Marek Długozima, którzy obiecali Marianowi Kowalskiemu rozwiązanie z tej sytuacji oraz otoczenie opieką Muzeum Ludowego.

Przez 53 lata działalności muzeum nie czerpałem z tego żadnych korzyści finansowych, cały czas działam społecznie jako animator kultury. Wiem, że obecne czasy są dla nas, animatorów, niesprzyjające. Często sami musimy sobie radzić z przeciwnościami losu. Jest jednak w nas doza optymizmu, wierzę że znajdą się życzliwi ludzie, którzy ochronią nas przed zawiścią – dodaje Marian Kowalski.

Czy włodarze znajdą rozwiązanie i pomoc dla kustosza marcinowskiego Muzeum Ludowego? Czy nie dopuszczą do tego, by po tylu latach ważnej i potrzebnej działalności muzeum zniknęło z kulturalnej mapy naszego powiatu? Sprawie będziemy się przyglądać.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here