Psi los porzuconego zwierzęcia

57

Przyjeżdżamy do Dobrosławic, aby porozmawiać z panią sołtys. Jak twierdzą mieszkańcy wsi, pełno jest tutaj bezpańskich psów. Nasza rozmówczyni twierdzi, że jest to zjawisko, które trwa intensywnie przez przez cały rok, nie nasila się szczególnie w okresie wakacyjnym, bo bardziej nasilić się już chyba nie da – Raz na miesiąc nowa przybłęda zawsze się znajdzie. Psy przychodzą do wsi z lasu, który jest tuż obok, ale ludzie też przyjeżdżają samochodami na wieś i bez żadnej krępacji wyrzucają psy na ulicę, pod domy obcych osób. Sołtyska Sań mi opowiadała, że normalnie w dzień ktoś podjechał pod dom mieszkańca tej wsi i wyrzucił psa, a dwa tygodnie później dowiózł i zostawił pod bramą książeczkę ze szczepieniami – opowiada  Joanna Tadeusiak-Bocianowska. A mieszkańcy wsi z pomocą zwracają się właśnie do niej. Bo do kogo po pomoc, jak nie do sołtysa?

Na przywitanie wybiega do nas czarna suczka, który radośnie macha ogonem. – To jest właśnie najnowsza przybłęda. Przyszła z lasu, podejrzewam, że ktoś ją tam właśnie zostawił. Była w strasznym stanie. Ma chorą nogę, poza tym była cała w kleszczach – mówi sołtyska. Kobieta wraz z mężem wykąpali zwierzę i powyciągali własnymi rękami wszystkie kleszcze. Suczka jest bardzo wesoła. Odkąd się przyplątała, pilnuje wejścia do domu i odprowadza dzieci na przystanek autobusowy. – Porzucone psy tak mają, chcą się wykazać, pokazać, że są warte tego, aby się nimi zaopiekować – mówi nasza rozmówczyni. – Takich historii związanych z wyrzuconymi zwierzętami jest u nas mnóstwo. Ja o to podrzucanie tych zwierząt nie podejrzewam mieszkańców innych wsi, tylko ludzi z miasta. Wszystkim się wydaje, że na wsi pies jest potrzebny, że tu są zwierzęta, gospodarstwa rolne, pies się zawsze jakoś wychowa. Dlatego są ludzie, którzy pakują psa do samochodu i wyrzucają pod domami ludziom na wsiach. Ale to nie prawda. Gospodarzy jest coraz mniej, ludzie z miast przenoszą się na wsie, budują tu domy, naprawdę nie ma co robić z tymi bezpańskimi psami – mówi pani Joanna. Sołtyska twierdzi, że szukała pomocy u Wiesława Krasa, kierownika referatu ochrony środowiska urzędu miejskiego w Żmigrodzie. I słusznie, bo odłów oraz opieka nad bezdomnymi zwierzętami to zadanie należące do gminy.

Zwracamy się więc do tej jednostki z pytaniem, w jaki sposób gmina pomogła mieszkańcom Dobrosławic. – W ustawie jest zapis o tym, że jeżeli gmina nie ma możliwości zająć się bezdomnym zwierzęciem, to nie ma obowiązku go odławiać. A schronisko w Głogowie, do którego są przetransportowywane psy, nie ma już miejsc. Gmina w takiej sytuacji nic nie może już zrobić – rozkłada ręce kierownik referatu. – Ja sam mam cztery psy, z czego trzy adoptowałem. Wszystkim, którzy do mnie przychodzą i mówią, że trzeba z tym coś zrobić, mówię, żeby też adoptowali psa – dodaje na zakończenie Wiesław Kras.

Tym sposobem schroniska są przepełnione psami, gmina bezpańskich zwierząt nie ma gdzie przetransportować, a mieszkańcy Dobrosławic mają kłopot. Tylko w głowie się nie mieści, że człowiek potrafi być tak okrutny dla zwierzęcia, które często jest wierniejsze niż człowiek i po prostu  wyrzuca go jak śmiecia, albo zużytą zabawkę. Zwierzę to przyjemność, ale też obowiązek. Prawdą jest to, że za każdą oswojoną istotę trzeba być odpowiedzialnym.

Śliczna, czarna suczka, którą ktoś porzucił, czeka, aż zwolni się dla niej miejsce w schronisku. A może ktoś do tego czasu ją adoptuje? Chwilowo znalazła opiekę u sołtyski Dobrosławic. Wszystkich, którzy chcieliby obejrzeć, a może przygarnąć pieska, zachęcamy do kontakty pod numerem tel 661 482 962

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here