Rewelacyjny debiut giełdowy Tarczyńskiego

1815

Przypomnijmy, że firma swój pierwszy zakład produkcyjny miała w Sułowie, a kolejny w Trzebnicy, przy ul. Prusickiej. Założycielami i właścicielami firmy są państwo Elżbieta i Jacek Tarczyńscy. Ich firma, z małej, rodzinnej przeobraziła się w jednego z największych producentów wędlin w kraju, a od zeszłego tygodnia jest również notowana na giełdzie. O decyzji o wejściu na giełdę, perspektywach rozwoju i produktach rozmawialiśmy z Krzysztofem Wachowskim, wiceprezesem i dyrektorem finansowym Tarczyński S.A.

 Na giełdę po środki na rozbudowę

 Krzysztof Wachowski, który finansami firmy zajmuje się od 2005 roku mówi, że procedura wejścia na giełdę jest skomplikowana i długa.– Decyzja o tym, aby zrealizować projekt giełdowy i dzięki temu pozyskać środki finansowe wynikała z potrzeby rozbudowy zakładu. Obecny zakład produkcyjny w Ujeźdźcu Małym jest stosunkowo nowy, bo powstał w 2007 roku. Do tej pory jego moce przerobowe były wystarczające, ale mamy bardzo dynamicznie rosnącą sprzedaż. Z naszych analiz wynikało, że być może już za dwa lata zabraknie nam mocy produkcyjnych, pomimo tego, że wykorzystujemy również zakłady w Sławie i w Bielsku-Białej. W takiej sytuacji wyjście jest tylko jedno: rozbudować istniejący zakład. Aby to zrobić, potrzebne są środki finansowe, których wielkość szacujemy na 65 mln zł. Taka kwota to duży wysiłek finansowy. Zdecydowaliśmy się sięgnąć po pieniądze nowych inwestorów, bo wejście na giełdę to normalny etap w rozwoju firmy. Ostateczną decyzję podjęliśmy na przełomie 2010 i 2011 roku. Wybraliśmy Dom Inwestycyjny BRE, jako podmiot, który przeprowadzi całą procedurę – mówi dyrektor finansowy. Jak dodaje, firmę można było wprowadzić wcześniej na giełdę, ale czekano na najlepszy moment, który przyszedł na wiosnę tego roku. Zarząd zdecydował, że firma Tarczyński zaoferuje 5 mln akcji, 44 procent wszystkich udziałów. – Już podczas pierwszych rozmów spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym przyjęciem inwestorów. Na spotkaniach okazało się, że doskonale znane są nasze produkty, zwłaszcza kabanosy. Po etapie rozmów z inwestorami nastąpił kolejny etap, tak zwany book boldinu, kiedy wszyscy inwestorzy instytucjonalni zapisują się na określona ilość akcji. Po tym procesie cena jednej akcji została wyznaczona na 9 zł. Aby wejść na giełdę, musieliśmy przygotować prospekt emisyjny. Wszystkie nasze sprawozdania finansowe z ostatnich 3 lat stały się jawne. Prospekt musiał zostać zatwierdzony przez komisję nadzoru– mówi Krzysztof Wachowski i dodaje, że akcje podzielono na transzę dla inwestorów instytucjonalnych i dla inwestorów indywidualnych. 90 proc. emisji trafiło w ręce odbiorców instytucjonalnych, a 10% do indywidualnych.Ci drudzy, ze względu na ogromne zainteresowanie, doświadczyli 70-procentowej redukcji zamówień (dla przykładu, jeśli ktoś zamówił 100 akcji otrzymywał jedynie 30). Obecnie, po emisji, większościowy 55-procentowy pakiet pozostaje w rękach założycieli firmy, państwa Tarczyńskich.

 Takiego debiutu nie było od miesięcy

Firma Tarczyński chyba nie mogła sobie wymarzyć lepszego wejścia na giełdę. Wydarzenie to komentowały wszystkie stacje biznesowe, a telewizyjne „przebitki” z wiceprezesem przez cały dzień pojawiały się w różnych stacjach. – Datę naszego debiutu wyznaczono na wtorek 18 czerwca. Można powiedzieć, że spółka stała się gwiazdą dnia, bo dawno nie było tak udanego debiutu. Spółki mięsne, notowane na giełdzie są rzadkością. To co dla nas było wyjątkowo cenne, to fakt, że w komentarzach pojawiały się zwroty: „Tarczyński słynący z kabanosów”, „kabanosy na parkiecie”, „lider kabanosów Tarczyński”. Niewątpliwie wpłynie to na wzrost rozpoznawalności naszej marki.

 Tutaj będziemy się rozbudowywać

Pieniądze ze sprzedaży akcji zostaną przeznaczone na rozbudowę zakładu w Ujeźdźcu Małym. Jak mówi wiceprezes, będzie w nich produkowany sztandarowy produkt firmy Tarczyński, czyli kabanosy. – Mamy już projekt, generalnym wykonawcą została wybrana  firma Nickel z Poznania, która rozpoczęła już pracę. Zakończenie budowy planujemy na październik 2014 roku. Podpisaliśmy umowę na dofinansowanie tej inwestycji z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na kwotę 14,5 mln zł, resztę sfinansujemy ze środków własnych i z emisji akcji. Nowe budynki, które zostaną rozbudowane w kierunku na Skoroszów i Ujeździec Wielki, będą stanowiły całość z obecnie istniejącymi. Na pewno będziemy musieli zwiększyć zatrudnienie, ale nie potrafię jeszcze podać konkretnej liczby nowych miejsc pracy. Obecnie w całej grupie zatrudniamy 1 tys. osób, a w samym Ujeźdźcu około 600 osób.

 Stawiamy na kabanosy

Ostatnie kampanie reklamowe pokazują, że sztandarowym produktem firmy Tarczyński są wysokojakościowe kabanosy. To właśnie przez ogromne zapotrzebowanie na ten produkt firma będzie się rozbudowywać. A dlaczego te cieniutkie, suche kiełbaski są tak smaczne? – Kabanosy to kiełbasy dojrzewające. W procesie produkcji, kiełbasa wisi, dojrzewa od 3 do 5 dni w specjalnej atmosferze i oddaje wodę, która z niej paruje. Jak powiesimy 1,5 kg kabanosów, to po procesie dojrzewania mamy od 0,75 kg do 1 kg gotowego produktu, w zależności od rodzaju kabanosów – podkreśla Wachowski i dodaje, że firma specjalizuje się w produktach o wysokiej jakości. – Obecnie mamy ponad 400 produktów w ofercie, ale nasza firma specjalizuje się w produktach premium, z wyższej półki.

Tak szerokie spektrum produktów, jakie oferuje firma i ogromny popyt sprawiły, że firma ma już 3 zakłady produkcyjne. W 2005 roku Tarczyński SA kupił zakład w Sławie, a w 2010 roku w Bielsku-Białej. – Poprzedni właściciel zbudował bardzo nowoczesny zakład, który specjalizował się w produkcji włoskich szynek. Kiedy my go kupowaliśmy, to produkcja miesięczna była rzędu 180 ton, a dzisiaj to 600-800 ton. Mając trzy zakłady zaczęliśmy się specjalizować, aby osiągnąć efektywność ekonomiczną. Teraz zakład w Ujeźdźcu specjalizuje się w kabanosach i kiełbasach suchych, w Sławie wytwarzane są przede wszystkim kiełbasy cienkie, a szynki i bloki w Bielsku-Białej – wylicza wiceprezes Wachowski. 

 Szczególną uwagę zwracamy na jakość surowca

 – Jeśli chodzi o wieprzowinę, to dla nas podstawowym surowcem są szynki.  W związku z tym, że jako firma jesteśmy specjalistą – przetwórcą, nie mamy własnych ubojni ani hodowli. Oczywiście niesie to za sobą także negatywne konsekwencje; rynek sprzedaży surowca wieprzowego jest bardzo nieprzewidywalny i nieprzewidywalne są ceny – wyjaśnia Wachowski i wylicza, że surowiec do wyrobu wędlin pochodzi od najlepszych dostawców, zarówno z Polski, jak i  z zachodu Europy. – Ze wschodu nie sprowadzamy surowca, ponieważ zaopatrujemy się tylko w Unii Europejskiej. Aż 90 procent jakości produktu końcowego, to zasługa surowca. Technologią niewiele da się poprawić. Mamy bardzo rygorystyczne i wyśrubowane wymagania. To właśnie jakość jest kluczem do naszego sukcesu.

1 KOMENTARZ

  1. gratulacje dla p. Tarczyńskich i zatrudnionych tam pracowników . Firma budowana od podstaw bez zbędnego szumu medialnego – warto o tym pisac …
    brawo !

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here