Woda zabrała im dorobek życia, teraz potrzebują pomocy

109

Festyn wiejski, festynem charytatywnym

Szybko zawiązała się grupa osób, którzy chcieli pomóc rodzinie pani Marii. Zdecydowano, by przeprowadzić akcję charytatywną, podczas której będą zbierane środki na rzecz powodzian. Okazja do tego była idealna, w sobotę zaplanowano bowiem festyn wiejski pn. „Noc Świętojańska”.

Sobotnia impreza zaczęła się chwilę po godzinie 17. Tuż przy wejściu na boisko zorganizowano miejsce zabaw dla dzieci. Tuż obok, przy stoisku Caritasu prowadzono loterię fantową (każdy los-niespodzianka kosztował 5 zł); oprócz tego można było zakupić jedną z cegiełek dla powodzian. Dodatkowo, harcerze zorganizowali zabawę dla najmłodszych, z której dochód również został przekazany potrzebującym. Strzelanie z łuku do tarczy cieszyło się dużym zainteresowaniem. Jeden strzał do celu kosztował kilka złotych, a za celne trafienie można było dostać drobny upominek.

Oprócz prowadzonych zbiórek, nie zabrakło atrakcji towarzyszących festynowi. Mieszkańcy mogli skosztować dań z grilla i raczyć się chłodnymi napojami. Ponadto każdy malec miał ślicznie pomalowaną buzię, mógł także przejechać się na kucyku. W trakcie festynu prowadzono również zbiórkę na rzecz jednego z harcerskich szczepów. Nie zabrakło scenicznych występów – jako pierwsze zaśpiewały reprezentantki grupy Etnovo, potem występ grupy kabaretowej „Ale jajca”. W dalszej części artystycznej na scenie prezentowane był m.in. pokazy taneczne, na wieczór pokaz ognia – fire show. A, że to był również festyn świętojański, to przy jednym ze stoisk pleciono ze świeżych kwiatów wianki, które potem nosiła na głowie  każda z dziewczyn. Zainteresowani swoją przyszłością mogli skorzystać z porad wróżki…Oprócz przepowiadania przyszłości, każdy mógł na specjalnej kartce wpisać swoje życzenie. O północy zapalono ognisko, wrzucono do niego kartki z życzeniami, które w ten właśnie sposób wysłano do nieba. Ciekawe czy życzenia zostaną spełnione? Już na zakończenie festynu podano wyniki zbiórki charytatywnej – udało się zebrać 1690,92 zł. Te pieniądze zostaną przekazane potrzebującym.

Z wodą nie można było walczyć

Jednostki strażackie przez kilka dni walczyły z nadmiarem wody w Suchej Wielkiej i Kałowicach. W poniedziałek strażacy otrzymali zgłoszenie od mieszkańca Suchej, który najdotkliwiej odczuł skutki ulewy. Woda spływająca z pól zalała piwnicę i stodołę w jego domu. Aby zminimalizować dalsze straty sześć jednostek strażackich (przy pracy 25 osób) udrażniało przepusty i mosty. Tego samego dnia pod alarmowy numer straży pożarnej zadzwonili mieszkańcy Kałowic. Jednak ten przypadek, jak podkreśla mł. bryg. Dariusz Zajączkowski z PSP w Trzebnicy, był dużo poważniejszy. – Mieliśmy tutaj do czynienia z tzw. „deszczami nawalnymi”, które zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat.  Przy znacznej powierzchni opadu na terenie pagórkowatym dochodzi do tzw. spływu powierzchniowego. Woda nie ma szans na wsiąknięcie, dlatego spływa szeroką ławą na długości całego wzgórza. Zatrzymanie żywiołu jest praktycznie niemożliwe, zwłaszcza w nocy, kiedy nie ma możliwości dokładnego rozpoznania kierunku spływu wody, który to kierunek może być również zmieniany przez np. skupiska drzew. Tę część akcji, w której brało udział 43 strażaków zakończono około czwartej nad ranem. Po dokonaniu zmian ludzi o godzinie ósmej rozpoczęto wypompowywanie wody z dwóch posesji. Pompowanie należy wykonywać, gdy wody już nie przemieszczają się, zwłaszcza w takiej masie i przy takiej szybkości. Nie ma sensu pompowanie w momencie, gdy ilość wody napływającej jest wielokrotnie większa od możliwości sprzętowych. Jak wielkie były to masy wody może świadczyć fakt, że przy siedmiogodzinnym pompowaniu na drugi dzień po ustaniu deszczy wypompowano 1500 m sześc. wody (około 1,5 mln litrów). Dodatkowo należy pamiętać, że pompowanie wody z piwnic, przy dużej prędkości napływającej wody może naruszyć konstrukcję budynku. Z pewnością była to trudna, dynamiczna, rzadko notowana akcja – podkreśla oficer prasowy trzebnickich strażaków.

W jednej chwili stracili wszystko

Mieszkańcy Kałowic przez całą noc walczyli z żywiołem. Była godzina 23, gdy nadeszła pierwsza fala. Woda przeszła przez wioskę zalewając sprzęty rolnicze i samochody, a nawet piwnice. W mieszkaniu pani Marii, zamieszkiwanym przez kilkuosobową rodzinę, ta największa fala po prostu się zatrzymała. – Biegłam przez wioskę, by pomóc tym ludziom, w ręce trzymałam telefon i tylko co chwila dzwoniłam do znajomych z prośbą o natychmiastową pomoc – relacjonowała ten krytyczny wieczór jedna z mieszkanek. Na miejscu przez całą noc nieprzerwanie pracowało siedem jednostek strażackich, którzy układali wały worków z piaskiem, tak by zminimalizować straty. Mieszkańcy serdecznie dziękują im za pomoc.

Niestety, domu poszkodowanych nie udało się już uratować. – Zniszczone jest wszystko, meble i sprzęty domowe. Woda po prostu przepłynęła przez pomieszczenie i tak została. Siostra zbudziła nas w nocy, powiedziała, że woda nas zalewa. Potem tak to się szybko potoczyło, że nawet nie zdążyliśmy nic zabrać. Wszystko trwało może z 5 minut. Potem musieliśmy wyłączyć prąd, by nie doszło do zwarcia. Na dzień dzisiejszy cały czas pracujemy, by wrócić szybko do domu. Zrywany podłogi, wynosimy zalane meble, codziennie pracujemy od 5 rano aż do późnego wieczora. Nie wiem co będzie dalej. Potrzebujemy wszystkiego: rzeczy i pieniędzy, by móc odbudować dom. Jestem wdzięczna mieszkańcom Kałowic za zorganizowaną zbiórkę – powiedziała nam pani Maria.

Wójt Robert Borczyk proponował rodzinie mieszkanie zastępcze, ale się nie zgodzili ze względu na zbyt odległą lokalizację. Mogą jednak liczyć na zasiłki stałe i okresowe, wypłacane przez ośrodek pomocy społecznej. Wójt powiedział także, że wystąpi do wojewody o zasiłek dla powodzian w wysokości 6 tys. złotych. Tymczasem powodzianie mieszkają u swojej rodziny. Gminny Ośrodek Kultury w Zawoni prowadzi zbiórkę rzeczy dla poszkodowanych. Teraz najbardziej potrzebne są ubrania i buty dla kobiet i mężczyzn oraz dla 4 letniej dziewczynki, ponadto środki czystości, meble kuchenne, lodówka, wersalki, fotele i stół. Każdy kto może oddać powodzianom sprzęt agd lub ubrania może przekazać te dary w siedzibie GOKiB. Jeżeli nie posiada własnego transportu, może skontaktować się poprosić o przewiezienie rzeczy (telefon do ośrodka 71 312-81-18).

Ludzie dobrej woli mogą również wpłacać pieniądze dla poszkodowanych. Zostało uruchomione specjalne konto:

Stowarzyszenie Przylesie 2011

Bank Spółdzielczy

23 9591 0004 2001 0010 5024 0001

z dopiskiem „Pomoc”

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here