Sąsiedzki spór o ptaki i… groby

980

Zaczęło się od wystrzału. Potem na posesji S. pojawiły się dwa tajemnicze groby…

4 lipca 2011 r. Marek L. wezwał do siebie policję. Na miejscu poinformował funkcjonariuszy, że ok. godz. 6 nad ranem, jego sąsiad strzelał na swojej posesji z nieznanej rzeczy, tuż pod jego oknami, budząc dziecko i małżonkę. Funkcjonariusze po przyjęciu zgłoszenia udali się do sąsiada – Zbigniewa S., który potwierdził, że strzelał z niewielkich petard, by odstraszyć ptaki siedzące na drzewach owocowych, które ma na swojej posesji.

Jak się okazało, ta sprawa nie zakończyła się tylko na przyjęciu zgłoszenia. Kilka tygodni później, starszy sierżant Damian Lis spisał protokół ustnego zawiadomienia o wykroczeniu. Swoje zeznania składał Marek L. wraz z żoną Dorotą L. Skarżący tak opowiadał o ostatnim zdarzeniu funkcjonariuszowi: – Nie po raz pierwszy obudził nas hałas strzałów niewiadomego pochodzenia, który dochodził z posesji sąsiada. Z panem S. odbyłem wcześniej rozmowę na temat tych strzałów, aby to się więcej nie powtórzyło, lecz on podczas tej rozmowy powiedział, że będzie robił to, co będzie chciał. Sąsiad tym zachowaniem zakłóca nam ciszę nocną oraz wprowadza w niepokój mojego syna Wiktora. Ponadto niepokoi nas różnymi zachowaniami. Szczególnie, usypanym pod naszym płotem symbolicznym grobem, na którym stoi palący się znicz. Nadmieniam, że przed interwencją dzielnicowego na posesji pana S. usypany był jeden grób w odległości 5 m od posesji, natomiast po interwencji został usypany drugi grób 20 cm od płotu i ok. 2 m od piaskownicy mojego syna, który wcześniej często się tam bawił, a obecnie się obawia zadając pytania: „dlaczego tu są groby, kto umarł?”.

Podobnej treści zeznania złożyła żona Marka L., Dorota L.: – Poważny niepokój wzbudziły w nas groby: jeden w odległości 2-3 m od granicy posesji, drugi przy samej granicy. Na usypanym grobie, który znajduje się dalej od ogrodzenia cały czas stoi palący się znicz, przy którym rodzina S. się modli – usłyszał sierżant Damian Lis.

Strzelał „w obronie” czereśni

29 września odbyła się pierwsza rozprawa w siedzibie Sądu Rejonowego w Trzebnicy. Oskarżony Zbigniew S. usłyszał treść stawianych mu zarzutów: obwiniony został o to, że 4 lipca ok. godz. 6 zakłócił ciszę nocną poprzez odpalanie petard, tj. czyn z art. 51 par 1 k.w. Ponadto obwinionego oskarżono o to, że od czerwca do lipca poprzez usypane groby „wprowadził w stan zaniepokojenia i lęku” sąsiadów, tj czyn podlegający art. 107 k.w.

W trakcie rozprawy Zbigniew S., odpowiadając na pytania sędziego stwierdził: – Jest to możliwe, że strzelałem z petard, ale było to po godz. 6 i nie było złośliwe w stosunku do sąsiada, tylko wystrzał miał na celu odstraszyć ptactwo, które zjadało czereśnie z sadu. 

Dodał, że wcześniej stosował podobne praktyki i nie słyszał jakichkolwiek skarg od sąsiadów. Zeznający dwaj świadkowie potwierdzili, że sami stosują podobne praktyki.

Kopiec dla bojownika

W trakcie prowadzonej rozprawy oskarżony wyjaśnił skąd na jego posesji pojawił się „grób”. W czerwcu 2011 r. S. chciał sprawdzić dokąd sięga sucha ziemia, dlatego wykopał dół o głębokości około 0,5 m, w którym potem jego córka, pochowała rybkę akwariową – bojownika, a na usypanym kopcu postawiła znicz. W trakcie rozprawy córka zeznawała m.in.: – Było to na początku czerwca 2011 r., jak ten znicz się zapalił, to ja czasami chodziłam tam z córką i mamą, i od czasu do czasu paliłam tam znicz. Ja jestem tak wychowana, że zwierzęta są dla mnie ważne. Drugi kopiec został usypany tuż przy płocie, na wprost piaskownicy gdzie bawił się syn państwa L. Jak zeznał Marek L., po tym zdarzeniu jego syn przestał się tam bawić, ponieważ widział usypany kopiec, co kojarzyło mu się ze śmiercią. Ten kopiec usypany był z piasku, kamieni i gruzu, które pozostały po remoncie płotu, który robił oskarżyciel posiłkowy – Marek L. (jak zeznał przed sądem Marek S.)

Rzeczywiście na posesji obwinionego był usypany kopczyk i palił się tam znicz, było to blisko płotu pana L. dla mnie to był kopczyk, nie był to podłużny jak grób, był usypany z piachu – zeznał podczas rozprawy funkcjonariusz Arkadiusz Ć.

Ojciec pierwszy raz poskarżył mi się pod koniec wiosny, zadzwonił do mnie i zapytał zdenerwowany, czy znam jakiegoś egzorcystę czy księdza, który by mógł zareagować na taką sytuację. Zapytałem o co chodzi, on powiedział, że sąsiad postawił w ogródku dwa groby, a kiedy ojciec zapytał o co chodzi, to sąsiad odpowiedział, że te groby są na niego i jego rodzinę (…) Widok tych grobów wzbudzał w nas niepokój, bo przypominały one groby, na których pali się znicze, a podwórko sąsiada to nie jest miejsce na groby – takie wyjaśnienia składał przed sądem Przemysław W.- K., jeden ze świadków.

Sędzia przewodnicząca rozprawie 9 lutego 2012 r. uniewinniła Zbigniewa S. od zarzucanych mu czynów. Jak czytamy w uzasadnianiu wyroku, bezspornym jest, że 4 lipca 2011 r. S. odstraszał ptaki, strzelając z petard. Jednak S. przed sądem wyjaśnił, że tak postępuje już od kilku lat, tak również postępują jego inni sąsiedzi. Także niebudzącym wątpliwości sędzi było i to, że na swojej posesji usypał dwa kopce z ziemi, na których paliły się znicze. Jak m.in. wyjaśniła w uzasadnieniu sędzia Grażyna Berendt: „(..) Niewątpliwie to co działo się na posesji obwinionego – palenie zniczy na kopcach usypanych w ogrodzie – można uznać za zachowanie niecodzienne, w takim miejscu i okolicznościach”. Jednak i w tym przypadku sędzia nie widziała podstaw do naruszenia  art. 107 k.w. Obwiniony nie chciał dokuczyć sąsiadowi i niepokoić go usypując na swojej posesji kopce z ziemi, przypominające groby.

Szpaki są pod ochroną!

Marek L., występujący w charakterze oskarżyciela posiłkowego nie zgodził się z decyzją sądu i złożył apelację od wyroku SR, zaskarżając go w całości. W piśmie Marek L. powołuje się na rozporządzenie wydane przez Ministerstwo Środowiska, w którym jest zapis mówiący o tym, że szpaki i jastrzębie objęte są w Polsce ochroną gatunkową. Właśnie dlatego został wprowadzony „całkowity zakaz umyślnego płoszenia i niepokojenia tych ptaków” Jak uzasadniał Marek L.: „Płoszenie hałasem gatunków ptaków występujących naturalnie na terenie państw Unii Europejskiej wymaga zgody Głównego Dyrektora Ochrony Środowiska, a obwiniony o taką zgodę nie występował. Należy więc bezwzględnie uznać, że w zakresie umyślnego płoszenia występujących naturalnie dzikich ptaków – w tym szpaków i jastrzębi – postępowanie obwinionego stanowiło złamanie obowiązującego w tym zakresie prawa”. Zbigniew S. wprawdzie takie zezwolenie otrzymał, ale dopiero po rozprawie, bo 9 listopada 2012 r. Przez kilka najbliższych lat może legalnie płoszyć z własnego sadu szpaki i inne gatunki ptaków.

Jednak sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. Wyrokiem z 27 listopada 2012 r. sędzia SR Marcin Pruszyński zmienił wcześniej wydany wyrok i uznał winnego Zbigniewa S. zarzucanego mu czynu z art. 51 par 1. k.w. i wykroczeniu z art. 107 k.w. i wymierzył mu karę w wys. 300 zł. Sędzia stwierdził w uzasadnieniu, że „Bezprawność używania tych petard 4 lipca 2011 r. potwierdza decyzja wydana przez GDOŚ z 9 listopada 2012, z której wynika, że w dniu zdarzenia nie miał zezwolenia na płoszenie dzikich zwierząt”. Sędzia odniósł się również do  naruszenia przez S. art. 107 k.w. i stwierdził, w oparciu o składane wcześniej zeznania, że brak w nich logicznego wytłumaczenia przez oskarżonego.

Jak nie chcę oglądać torsu sąsiada, to stawiam sobie płot!

Od niekorzystnego dla siebie wyroku, tym razem, odwołał się oskarżony Zbigniew S. W kwestii płoszenia ptaków stwierdził, że nie robił tego na złość sąsiadowi, tylko odstraszał szpaki niszczące jego zbiory, stanowiące jego dodatkowe źródło dochodów. Dodał, że otrzymał na to zezwolenie. Nie zgodził się również ze zmienionym wyrokiem, w którym został skazany za nękanie sąsiadów, przez usypanie kopców na swojej posesji. „Dlaczego moja wnuczka, której podoba się znicz ma rezygnować ze swojej zabawy, bo nie podoba się ona dziecku z sąsiedniej posesji. Jeśli mi się nie podoba, że np. sąsiad latem chodzi w slipkach i wystawia owłosiony tors, to nie zaglądam na jego posesję, albo stawiam sobie szczelny płot, aby tego nie oglądać, a nie biegnę do Sądu albo na policję” – argumentował w piśmie apelacyjnym oskarżony.

Winny, ale tylko w jednej sprawie

Spór sąsiedzki kończy wreszcie wyrok wydany przez sędziego wrocławskiego Sądu Okręgowego. Stwierdził, że wyjaśnienia Zbigniewa S. dotyczące płoszenia szpaków to tylko „polemika” z prawidłowymi ustaleniami trzebnickiego sądu. W uzasadnieniu sędzia SO stwierdził m.in. „Znamienne jest też to, że w krytycznym okresie obwiniony nie dysponował zezwoleniem na odpalanie petard i dopiero po przedmiotowym zdarzeniu obwiniony o tę zgodę wystąpił i takie zezwolenie otrzymał”. Sędzia uniewinnił natomiast Zbigniewa S. od drugiego ze stawiany mu zarzutów, czyli od umiejscowienia na swojej działce kopców ze zniczami. W uzasadnieniu czytamy m.in.: „Odnosząc się do czynu przypisanego z art. 107 polega on na działaniu kierunkowym – w celu dokuczenia innej osobie – a zatem należy ustalić, że po stronie sprawcy tego wykroczenia zachodzi złośliwość”. A tego sąd się nie dopatrzył.

Czy wyrok zakończy zaogniony sąsiedzki spór? Oby któryś z nich nie uznał, niczym w filmie „Sami swoi”, że „Sąd, sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, bo wtedy o dalszą eskalację konfliktu nietrudno.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here